Wrażenia i analizy, czasem luźne, czasem zwarte
niedziela, 10 grudnia 2017

Tytuowy2

 

Następny tydzień upłynął nam więc na kajakowaniu. Poopływaliśmy jezioro i wszystkie możliwe wyspy. Byliśmy w Krutyni ponownie, ale też w drugą stronę. W Zgonie, Spychowie. Sąsiednie wyspy poznaliśmy wszerz i wzdłuż. Ciekawostki? Czekoladki pływały po jeziorze. Nie, samo w sobie to nie było ciekawostką. Ciekawostką było to, że nie przemokły i nie tknęło się ich żadne zwierzę.

 

134

Dostrzegliśmy też, gdzie sąsiad łowi ryby. Sprytne miejsce.

229

 Któregoś dnia nocowała u nas grupa, chyba 6 osób na kajakach. Podobał mi się jeden koleś, co płynął kajakiem jakby tyłem do przodu. Beata strasznie psioczyła, jaka ta młodzież teraz. Ja się z tego śmiałem. Klasyczny bunt. Ale nie tylko. Nijak by się od tysiącleci świat nie rozwinął, gdyby wszyscy robili dokładnie to, co poprzednicy. Pojazdy dalej by się poruszały na kwadratach, bo nikt by nie wpadł na to żeby ściąć kanty i narazić się utartym trybom. Może chłopak przez płynięcie tyłem odkryje nowy styl albo zastosowanie?
W tej części więcej zdjęć z Krutyni, nie tylko tegorocznej. Warto.

322

423

520

617714

89

96

104

1112

1212
135


143



162

181

191

600

 

 

sobota, 09 grudnia 2017

KataloniaŻyją w kulturze i popkulturze płody ludzkich myśli i emocji – najczęściej piosenki lub wiersze, które można by nazwać wybitnymi przez swoja uniwersalność. Uniwersalność, która przejawia się między innymi tym, że tekst pasuje w bardzo odległych od siebie sytuacjach miejscach, w stosunku do przeciwnych sobie osób. Pierwszy przykład, jak mi się nasuwa, to piosenka Agnieszki Osieckiej pt. „Czy te oczy mogą kłamać?”. Niewiele było osób, które gdy ona gdzieś w tle leciała, nie powiedziało – to o mnie. Główną natomiast, o którą mi chodzi, są „Mury” Jacka Kaczmarskiego. Śpiewano ją, kolokwialnie określając, za komuny, śpiewano po komunie nie raz, postawię wiele za to, że będzie się ja śpiewać ponownie lada chwila. Tekst to zatem uniwersalny. Średnio w temacie będzie, że za komuny nie wiele z niego wiedziałem i do zupełnie niedawna myślałem że to „wyrwimurom zęby kradł”. Miało sens, zgadzało się. Piosenki Kaczmarskiego w ostatnich nastu latach nagrywane były na płytach wielu zespołów. Zwykle akurat „Mury” były najlepsze na krążku. Komentowane to było w sposób taki, że to po prostu dobra piosenka i dobry tekst jest.
Tak,”Mury” przekraczały ramy czasu. Jak się okazało, nie tylko czasu. Niedawno w telewizji widziałem protestujących Katalończyków. Machali flagami i coś śpiewali. Tekst oczywiście nieteges, ale melodia znajoma. Szybko złapałem, że „Mury”. Nie były to oczywiście czary z mleka, skoro ta piosenka pochodzi z Hiszpanii. Niemniej jednak zdziwiło i zwróciło uwagę. „Mury” poza murami granic.
Najbardziej jednak uniwersalna jest pewna księga, zwana „Biblią” lub „Pismem Świętym” i piszę to zupełnie poważ nie. Znaleźć tam można potwierdzenie każdej tezy. Kiedyś się posprzeczałem z kimś na jakimś forum. Generalnie ja byłem przeciwko boksowi jako dyscyplinie. Konkretnie, to uważałem, że nie można być bokserem i osobą wierzącą, bogobojną, bo to sprzeczne. Znalazł się oponent. Przeczytałem na swój temat, że mam braki ze Starego Testamentu. No, może tam jest napisane - „nawalaj bliźniego swego bardziej, niż on ciebie samego”.

poniedziałek, 04 grudnia 2017

 G

    Powinienem na pisać, że tam z prawej na "drugiej" to Salatin, na "dwunastej" Rohacz. Ale cóż, nie trafiło się z pogodą i widokami. /najważniejsze jednak, że smog został  w domu.

IMAG5062

IMAG5064

IMAG5067

IMAG5080

IMAG5083

IMAG5090

niedziela, 03 grudnia 2017

    Jak już zainteresowani zapewne zdążyli zauważyć, "tak sobie" idzie na razie naszym skoczkom narciarskim w tym sezonie. Dobrze było w i weekend, ale wówczas skakali u siebie. W kilku następnych zawodach owszem, wchodzili wszyscy do turnieju, albo nawet drugiej serii, ale ostateczne lokaty ciągle nie powalają. Co mnie głównie martwi albo smuci to to, że chłopaki zupełnie bez zęba i bez pasji na twarzach na tych zawodach się prezentują. Nawet w niedzielę tak było, kiedy urodziny obchodził ich prawie szef i wielki poprzednik, Adam Małysz. Nie zrobili mu prezentu. No bo i  z czego tu się cieszyć, czterdziestka w końcu. 

środa, 29 listopada 2017

Alkohol

Foto: Historia Polski dzień po dniu FB

Na dniach chyba mają głosować na Wiejskiej ustawę, najważniejszą pewnie dla narodu polskiego, może bardziej dla społeczeństwa, czy wręcz Polaków, tą ograniczającą handel alkoholem. Trybunał Konstytucyjny mało kto czai, sądy też nie wszyscy, Kodeks Wyborczy – przemilczmy. Alkohol za to? Zna każda płeć, każda profesja, każdy poziom, każdy stan, często i ponad stan. Mają więc ograniczyć. Troszkę mnie to wisi, bo nie mam problemu z alkoholem, z pieniędzmi n alkohol też. Co jedynie,to nie jestem zwolennikiem ograniczeń. Nic nowego, władza wszystko ogranicza oprócz samej siebie.
Ciekawostka pewna do tego dołączyła. Otóż jak napisane zostało na profilu fb „Hisoria Polski dzień po dniu”, równe 27 lat temu został zniesiony „peerelowski” zakaz sprzedaży alkoholu przed godziną 13 – stą, wprowadzony w 1982 roku. Wówczas również mi to zwisało, gdyż w tamtych latach tym bardziej nie miałem problemu z alkoholem, W każdym razie okazuje się teraz, że po 27 latach kończymy zataczać pewne koło Mieć należy nadzieję, że owo koło nie okaże się emotikonką z pociągnięta przez swój środek pionową kreską? Bo wtedy, to nic tylko się upić, jak wiadomo, to jedno zawsze warto.
Próbowałem przypomnieć sobie, jak i na co ta dostępność alkoholu przez te lata wpłynęła? Jedyne co mi przychodziło na myśl, to wszelkie ekscesy polityków. Na pomroczności jasnej zaczynając, przez wsiadanie do bagażnika lub przekraczanie kabli po jakieś heil hitler w samolocie. W gruncie rzeczy, to związek odległy, bo polityk to i przy ograniczeniach zapewne do alkoholu ma legalny dostęp. A jeśli nielegalny, to co mu zrobisz?
Kolejne co mi się przypomniało z tych lat, to piosenka w temacie, na samym dole. No i anegdotka z lat 80-tych, którą od tamtego czasu uwielbiam.
Otóż mieliśmy znajomego, dajmy na to, że było mu Tadziu, grandziarz, studiował prawo. W Krakowie, czy Katowicach. Aspekt niedokonany jest tutaj bardzo trafny. Podobno skutkiem działalności opozycyjnej notorycznie repetował kolejne lata. W domu rodzinnym oczywiście przekaz był akuratni. Kiedyś ojcu wypadł wyjazd służbowy właśnie do tych Katowic, czy Krakowa, zabrał matkę, odwiedzą synka. Nie wiedzieli oczywiście, gdzie Tadziu mieszka. Przez wąski strumień przepływu informacji między nimi, a poza tym i tak go wiecznie zewsząd wywalali za niepoprawność polityczną. Zaszli zatem do dziekanatu, zwłaszcza że wtedy był obowiązek zgłaszania w sekretariacie, gdzie też student mieszka. Poprosili sekretarkę, żeby sprawdziła pod jakim adresem zamieszkania lub pod jaką salą zajęć uczelnianych znajdą syna, Tadzia Czecha z 4 roku prawa. Sekretarka wodzi palcem po zestawie i mówi:
- No, nie widzę tutaj takiego.
Na co mama:
- Proszę jeszcze raz sprawdzić. Tadziu Czech na 4 roku, taki mały, łysiejący, wszyscy go lubią.
Ta ponownie wodzi, wodzi:
- Nie ma. To może sprawdzę na 3 roku?
- Tadziu by nas nie oszukał, na pewno jest na 4 roku!
- To nie chodzi o oszustwo. Może kontynuować jakiś kurs z poprzedniego roku i formalnie być na 3, a praktycznie na 4. 
- Dobrze, niech pani sprawdzi. Tadziu Czech. Taki niski, łysiejący, wszyscy go lubią.
Sekretarka wertuje kartki, wodzi palcem,  w końcu mówi:
- O, chyba jest! Tadeusz Czech?
- No no! Tadziu, taki niski, łysiejący, wszyscy go lubią!
- Jest, ale na 2 roku.
Tadziu wszedł do holu korytarza gdzie miał zajęcia. Dopadł go ojciec. Przywitali się i tata się pyta:
- Tadek, bo mama już wie na którym jesteś naprawdę roku. To co my teraz zrobimy?
- Jak to co, tata!? Pójdziemy się upić!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 49
zBLOGowani.pl