Wrażenia i analizy, czasem luźne, czasem zwarte

Kymnałki

piątek, 21 września 2018

Policja

Kryminalni z Pisza znaleźli w lesie plantację konopii indyjskich. W sumie policjanci zabezpieczyli 25 krzaków oraz ponad 3 kg roślin, które były już ścięte. Wiele z tych okazów miało ponad 3 metry wysokości. Do takich prawie drzew trzeba iść z maczetą. I policjanci coś nowego poznali...

wtorek, 22 maja 2018

674922142Jak można było przeczytać w portalu Beskidy News, policjant z Jeleśni wygrał niedawno wojewódzkie zawody mundurowych i zdobył tytuł "najlepszego policjanta, sprawującego nadzór nad pracą dochodzeniowo śledczą". Ładnie, gratulacje. Co w tym ciekawego? Kontekst. Dzień później ukazała się informacja, że policjanci z Jeleśni znaleźli jakiegoś faceta, poszukiwanego od 5 lat listem gończym. Ucieleśnili więc tą nagrodę.
Laur zmotywował, bo przecież przed zawodami facet też był poszukiwany od 5 lat Lepiej nagradzać niż karać.

czwartek, 19 kwietnia 2018

Kryminay    Nie wiem, czy moda na kryminały trwa wciąż, czy funkcjonuje jeszcze tylko w moi wyobrażeniu o społeczeństwie i czytelnictwie? Faktem za to jest, że sam lubię wybrane kryminały czytywać. Wybrane, bowiem nie jest to tak, że każdy mi spasuje. Coraz częściej natomiast ciekawią, mnie, zostają w pamięci, czasem wręcz bawią, zdarzenia kryminalne, z życia wzięte. Tak, bo szczególnie lwy i lwice prawicy mają zwyczaj powtarzać, że tylko prawda jest piękna i ciekawa. Prawica, jak wiadomo i wszędzie widać, rządzi dzisiaj, więc trzeba się dostosować. A co to, ta prawda? Oprócz oczywiście trzech rodzajów prawd tischnerowskich, których przytaczał nie będę, bo to już nudne. Prawda, to kroniki policyjne i komunikaty posterunków. Z wypiekami na twarzy czytywałem roczniki przedwojennego pisma „Rola”, jej końcową kronikę kryminalną. Te przedwojenne, oprócz krwawych, często były zabawne. Obecne może nie są aż takie, niemniej jednak również kwiatki się trafią.
    Na początek Żory i dwa zdarzenia stamtąd. Przypadek, akurat tak mi na myśl przyszło. Sprawy z ostatnich tygodni, przekazane przez tamtejszą komendę powiatową policji.
Otóż w jednym przypadku, pewien pan wezwał straż pożarną. Udało się mu tych strażaków jakoś przekonać, że w środku pali się wersalka, a on nie ma kluczy. Wyważyli drzwi, tam nic. Jak się okazało, nic się nie paliło, facet faktycznie zgubił klucze, zamiast po ślusarza, zadzwonił po straż.
W przypadku drugim było jeszcze ciekawiej. Do jakiegoś zakładu wpadło kilku zbirów w kominiarkach i uprowadziło jednego z pracowników. Brutalnie, wiążąc i ciągnąc za fraki. Szef wezwał policję, ta zebrała dramatyczne zeznania świadków. Szok, niedowierzanie, a jaka trauma? Funkcjonariusze dosyć szybo odkryli, że ofiarę porwali jego szkolni koledzy. Po prostu chcieli się napić piwa. Taki sposób wymyślili, bojąc się, że w innym wypadku tamten się nie zgodzi, albo szef się nie zgodzi. Tam, to dopiero musiał wystąpić syndrom sztokholmski!?
    Z kroniki policyjnej pisma „Rola”, z lat 30-stych, spisywane z pamięci. Pewien kmieć wracał wozem drabiniastym do siebie na wieś. Tak się pechowo złożył, że konie odmówiły mu posłuszeństwa pomiędzy dwoma torami kolejowymi. Trzeba brać pod uwagę, że dla kmiecia z prowincji w latach 30-stych funkcjonowanie pociągu mogło nie być oczywistą sprawą, było co demonizować. Pech był tym większy, że – pomimo lat 30-stych – w momencie jak konie odmówiły posłuszeństwa, to akurat wówczas na obu torach pojawiły się pędzące pociągi. Zapewne składy dojechały na czas, przeżył kmieć, przeżyły konie. Clou opowieści było jednak takie, że facet - brunet, w te sekundy, wyłysiał doszczętnie, do białości.

zBLOGowani.pl