Wrażenia i analizy, czasem luźne, czasem zwarte

Cokilkudziennik namiotowy

środa, 04 kwietnia 2018

233

Na górze jaszczureczka, a po ostatniej wizycie bobra w zatoce zwróciliśmy się myślowo po pomoc do wikipedii. Okazało się z niej, że to całkiem przemyślne stworzenia i ciekawie zorganizowane społeczeństwo. Dlaczego? Patrz wikipedia.

140

Nie tylko bóbr. Nawiedziła nas też jaszczurka. Mała, zwinna, o mało co nie zabrana do domu.


327

Jak już stanęło wcześniej, pozostaliśmy sami, na słodkie nic nierobienie. W jego czasie na przykład zrobiłem coś po co tutaj przyjeżdżam między innymi, czyli pobiegałem sobie z psem po okolicznych polach i lasach.

 x

Już teraz mogliśmy powiedzieć, że wczasy bardzo udane. A miało być jeszcze lepiej. Pora powrotu mianowicie dobrze nam się wpisywała w zawody petanque które miały się odbyć na okoliczność bitwy pod Grunwaldem, w sierpniu. Zawody ciekawe, bo nocne, a rozgrywane w niejakim Mielnie, właśni koło Grunwaldu. Byliśmy tam grać na tym turnieju 2 lata wcześniej. Magiczne miejsce, bardzo mi się podobało. Mała wioseczka, jakby taka dla nuworyszów, nad jeziorkiem, które okala las. Wtedy te zawody rozgrywane były w bardzo ciepłą noc, po dniu, który podobno na Opolszczyźnie był najcieplejszy w historii. Noc zakończona burzą. Piękna, magiczna, a i sportowo nam wtedy bardzo dobrze szło z Beatą – dublety – laliśmy wszystkich jak chcieliśmy.

Akurat teraz się wybieraliśmy do domu na niedzielny wieczór, a zawody pod Grunwaldem były z soboty na niedzielę. Doskonale pasowało, nawet logistycznie. Będzie super.

 428

Pogoda dopisywała do sobotniego popołudnia. Wtedy to oczywiście przyszła burza, albo konkretny deszcz i zrobiło się bardzo zimno. Pojechaliśmy do Mielna. Naprawdę tam ładnie.

Zimnica nam jednak znacząco bruździła w planach. Zamiarowaliśmy długą grę, a potem małą drzemkę gdzieś przy aucie na hamaczku i ma południe. Tymczasem niska temperatura trochę mieszała w tym spaniu na hamaczku. To zresztą była tylko połowa sprawy. Z drugim wymogiem, czyli długą grą, też nie było najlepiej. Zacznę może od tego, że na samych zawodach, z których poprzednio byliśmy bardzo zadowoleni, tym razem pojawiła się pewna rysa. Dużo było osób, które bulistami były niespecjalnymi, ale przyszły spędzić ciekawie noc. A więc były papieroski, alkohol, muzyka. To strasznie dekoncentrowało. Być może to był jeden z elementów powodujących, że gra nam kompletnie nie szła. Bowiem więcej i dosadnie. Po prostu nie szło nam kurwa, za chuja. Nie wiem dlaczego. Fakt, że nie za wiele wcześniej graliśmy. Ale nie raz tak było i nie szlo tak źle. Tymczasem tu był dramat, przegrywaliśmy wszystko, nie raz z zupełnymi i ewidentnymi nowicjuszami. A gdzie tam do czołówki w zawodach. Zrozumiałem tam, że nigdy nie będę w bule dobry, nie mając ręki techniczne i wyczucia w łapach. Przyszły na te zawody chłopy z budowy, które na co dzień przekładają młotki i cegłówki dużo lepiej im szło niż mnie, dla którego każdy rzut był kolejną nauką. Mogę trenować do zerzygania od rana do nocy, żeby być co najwyżej średniakiem.Przegraliśmy prawie wszystkie mecze. Do play-offów się w ogóle nie zakwalifikowaliśmy, w związku z czym skończyliśmy kry około 2 w nocy. Gdzie tam do gry całą noc? Na to i tak było za późno. Nielekki klops. Posnuliśmy się trochę do 4 rano, po czym pojechaliśmy w Polskę.

 Pozwolę sobie jeszcze załączyć dokumentację fotograficzną końca. Taki oto glamping.

522

środa, 24 stycznia 2018

137

Ciekawa wiadomość doszła do mnie fecebookiem. Zaproszenie do Piszu na świąteczny dzień 15 sierpnia. Odbędzie się tam impreza, która nazwana została jako „Rodziny Piknik Militarny”. Super, choć osobiście niespecjalnie widzę jakiś związek. Militaria zawsze powstawały po to, żeby rodziny pomniejszać, nie powiększać i służyć im, ale co tam? Chociaż nie, widzę jeden związek i to nawet zupełnie blisko. W najbliższym otoczeniu. Jak mężowie (w sensie mężczyźni) szli na wojnę używać broni, a potem na przepustce pomnażali intensywnie stan liczebny rodziny. Ale poza tym zlepek słów przekomiczny. Ciekawe, jak to będzie wyglądało:

- Chodź Ksawciu. Weź mamusię za rączkę i pooglądamy wszyscy pociski w czołgu. Taki czołg, jak walnie w twoją szkołę, to przez pół roku nie będziesz miał lekcji, wiesz o tym? Lepiej niech nie wali, opłaciliśmy angielski za pół roku z góry.

- Patrz Ksawciu, tu się patrzy i celuje... . Co widzisz? Babcia Renia. O babcia Renia weszła na cel... Poczekaj, jeszcze nie strzelaj, mamę woła.

230

Ładna pogoda nam się zrobiła. Słoneczko, ciepło. Trochę żal, że nie było to 2 miesiące, jak poprzednimi razy, tylko 3 tygodnie że zostało już niewiele dni. Pogoda ładna, komarów wybitnie dużo. Ze słońca korzystam, między innymi w taki sposób, że hamakuję ile wejdzie. I zastanawiam się przy tym nad stronę facebookową pod nazwą „Szwendam się”. Prawie każde zdjęcie mają z hamakiem. Obojętnie czy na Saharze, czy na Antakrtydzie. Nawet na śniegu, na mrozie. Albo twardziele, albo taki mają pomysł na logo i rozwijają „hama” do zdjęcia. Ale foty ładne, trzeba im przyznać.

hamakPrzez media przewija się, widzę, temat tych reparacji wojennych od Niemców. Fajnie. Wiadomo, że kilka bilionów by się przytuliło, ale wydaje się to tematem, po którym nie ma już nic. Milczenie albo wojna. Poza tym co będzie, jak nam to już wypłacą? Jak to podzielić, na co przeznaczyć, jak straty oszacować? A co będzie, jak potem do nas Czesi przyjdą z tekstem, że skoro dostalim kaskę od Niemców, to może by im oddać za straty związane z Zaolziem w 1938?

Po_bieganiu

Sąsiedzi kończyli wakacje i wyjeżdżali. Jeden główny, zwany przez nas „Padrone”. Taki typ techniczny, bardzo techniczny. Ułożony świat, wszystko zawsze na miejscu, dokładnie odmierzone. Poprosił mnie, żebym mu pomógł auto naprowadzać do zaczepienia przyczepy, kilkukrotnie. Poszedłem, co miałem zrobić, trzeba sobie pomagać. Beata miała bekę, w jakim byłem stresie, jak „szczery humanista” poszedł do takiej czynności. I musiałem odpowiadać na pytania czy już, czy jeszcze pół centymetra.... Zostaliśmy sami. Cisza,spokój i szeroko zakrojone plany nicnierobienia.

Zostalimy_sami1

Nie tak nic. Dosyć dobrze mi się biega. Beata z kolei sobie wędkuje i kiedyś widziała bobra, przepływającego przez zatokę. Mało tego. Ów bóbr miał coś odłożone niedaleko nas. Pies się pieklił. Bóbr czekał więc aż pójdziemy spać. W nocy rozrabia, pies szczekał i tak w kółko. Też kiedyś widziałem bobra. Ale drożej, bo po kilku piwach.

425A my pobiegliśmy z psem i co zobaczyliśmy? Przez te 2 tygodnie scięli połać lasu z drugiej strony drogi. Wciąż tną na potęgę.

drewno

 

 

niedziela, 10 grudnia 2017

Tytuowy2

 

Następny tydzień upłynął nam więc na kajakowaniu. Poopływaliśmy jezioro i wszystkie możliwe wyspy. Byliśmy w Krutyni ponownie, ale też w drugą stronę. W Zgonie, Spychowie. Sąsiednie wyspy poznaliśmy wszerz i wzdłuż. Ciekawostki? Czekoladki pływały po jeziorze. Nie, samo w sobie to nie było ciekawostką. Ciekawostką było to, że nie przemokły i nie tknęło się ich żadne zwierzę.

 

134

Dostrzegliśmy też, gdzie sąsiad łowi ryby. Sprytne miejsce.

229

 Któregoś dnia nocowała u nas grupa, chyba 6 osób na kajakach. Podobał mi się jeden koleś, co płynął kajakiem jakby tyłem do przodu. Beata strasznie psioczyła, jaka ta młodzież teraz. Ja się z tego śmiałem. Klasyczny bunt. Ale nie tylko. Nijak by się od tysiącleci świat nie rozwinął, gdyby wszyscy robili dokładnie to, co poprzednicy. Pojazdy dalej by się poruszały na kwadratach, bo nikt by nie wpadł na to żeby ściąć kanty i narazić się utartym trybom. Może chłopak przez płynięcie tyłem odkryje nowy styl albo zastosowanie?
W tej części więcej zdjęć z Krutyni, nie tylko tegorocznej. Warto.

322

423

520

617714

89

96

104

1112

1212
135


143



162

181

191

600

 

 

niedziela, 19 listopada 2017

519
01.08 - Stół wstawiliśmy poza „dom”. Okazał się odjazdowy, bo krzywo i co coś postawiłem to zjeżdżało.
Piękna pogoda się zrobiła. Mieliśmy w planie dziś pożyczyć w As – Tourze kajak na jakiś tydzień lub więcej i popływać. Po jeziorze, po wyspach, po Krutyni – oczywiście znamy ją już prawie na pamięć, ale warto wracać.
Pojechaliśmy do południa, do Krutyni. Ustalone było, że Beata nas zawiezie, a my wrócimy kajakiem. Trzeba zaznaczyć, że od bazy do „As Touru” nas dzieliło 17 km lądem, a 10 wodą. Z tego pewnie z 6 km rzeką. Pod prąd. Stwierdziliśmy jednak, że tak przepłyniemy pod prąd. Transport łodzi jednak kosztuje nieadekwatnie do czynu, poza tym przyjechaliśmy przecież dla przygody. Sprawnie poszło z tym kajakiem, Piriona wzięliśmy. Spoko poszło, bo As-Tour to sprawna firma. Nie, nie mam za to ni pół kapoka, żadna copywriterka czy szeptanka, taki fakt, podparty wielokrotnym kontaktem na różnych rzekach.Tak więc szmat czasu kajakowaliśmy pod prąd. I muszę przyznać, że były to bardzo symboliczne czy metaforyczne. Chodziło o odcinek rzeki Krutyni bardzo uczęszczany, na wysokości miejscowości Krutyń. Zawsze tam są czeredy ludzi, które przybyły na kilkugodzinną przeprawę w bardzo atrakcyjnym miejscu. Wiadomo, że nie ma pasów namalowanych, nie ma zakazu płynięcia pod prąd, jednak spławia się zwykle w dół (chyba że my tuż przed Wigrami albo – co wiadomo – na Biebrzy). Nie ma zakazu płynięcia w górę, my tak płynęliśmy. Wbrew wszystkim niejako więc. Właściwie to nie tyle płynęliśmy, co raczej ruchami skokowymi przedostawaliśmy się subtelnie w górę, w porach kiedy akurat nikt z naprzeciwka nie przepływał. A mimo to sialiśmy nie tylko zaskoczenie, ale też jakąś złość. Jak to zwykle w społeczeństwie traktowani są płynący pod prąd. Ale nic to, ładnie było. Głęboka woda, nurt, rybki, zieleń. Krutyń jest piękna.

133

226

321Pisałem „śmy”, bo z psem byłem. Oczywiście skurczybyk nie płynął, nie wiosłował, nawet nie sterował. Wręcz przeciwnie. Przez niego czasem traciliśmy sterowność, jak źle zabalastował. Wziąłem go, gdyż Piksel szaleje za jednostkami pływającymi. Po prostu szaleje. Tak szaleje, że po kilku km rzeki zaczął się niecierpliwić i jęczeć. Ale robił na wszystkich wrażenie swoim wyglądem. Potem wypłynęliśmy na jezioro. No i oczywiście, jak wcześniej była ładna pogoda, tak na jeziorze przyszły chmury, wiatr, kołysanie i zacząłem się bać, jak tez my to wrócimy i dopłyniemy do brzegu. Byłem też zły na siebie, że zabrałem tego psa. No bo skoro on taki bojący się, myślę, to pewnie zaraz mi zacznie piszczeć, jęczeć i największy problem to będą miał z nim. A tu nie. Mimo że bujało nie możliwie, to ten wylazł na sam dziób i w to mi graj. Mogło bujać, robić co chcesz, Piksel był w siódmym niebie. Co najwyżej czasem odwrócił głowę, żeby go fala centralnie w pysk nie chlapała.

422
Jakoś dopłynęliśmy i zaraz pies mógł płynąć dalej z Pańcią. Wypuścili się.

615
Ogólnie, to czworonożny gad był tak szczęśliwy, że potem nawet jak się ten kajak na brzeg wyciągało, t biegł jeszcze za nim. Zresztą, związki są ścisłe. Nie tylko, że przepłynął całą Krutynię, ale ogólnie też tutaj go „pozyskaliśmy”. Kawał francy, bo kawał francy, ale dodam, że szczęśliwie pozyskaliśmy.

z_brzeguPrzeczytałem w gazecie, że w Krakowie miał się odbyć jakiś protest przeciwko opozycji. Nie odbył się, ale ogólnie – cóż to za kuriozum, rodem chyba z PRL. Jaki to ma sens w ogóle?Jaki ma sens protest przeciwko opozycji, skoro opozycja nie rządzi i nic nie może. Protestuje się więc przeciwko czemuś, co na nasze życie ma ledwie śladowy wpływ. Jaki ma sens protest przeciwko opozycji w sytuacji, gdy władza ma ponad 40% poparcia, a opozycja rozproszona. Poza tym tchnie to „peerelem”, gdyż zupełna spontaniczność i oddolność takiego ruchu jest mało prawdopodobna. Absurd jak z Barei. Tak jak z „ta pani w tym płaszczu przyszła i w nim wychodzi” - odczytywane z kartki ze złym akcentem.

Poza2

A kajakiem to potem przez wiele dni popływaliśmy, po to przyjechaliśmy właściwie.

koniec

sobota, 04 listopada 2017


28_2

28.VII – Pogoda wciąż w kratkę. Beata łowiła ryby. Tak, no, powiedzmy, że rozkręca się. Złowiła, ale trochę wodorostów. Śmiałem się, że vege płotki. Dostaliśmy od sąsiadów trochę ryb zwędkowanych. Były na wieczór w siatce z taką jedną od Beaty. I tylko ta jedna była żywa, tamte już uduszone, albo nie wiem co z nimi bachory robiły. Żal było jak cholera tej żywej, jak tu jedną oprawiać? Ogólnie były na tyleNo to małe, że ta jedna gry nie robiła. Wypuściłem, żeby nie zabijać. Odpłynęła. I kurde znowu zapomniałem o trzech życzeniach. Cholera. Jakby nie można było tylko o jednym zapomnieć?
Pożyczyliśmy też od sąsiada jednego, tak dla hecy w sumie, pozwolenie na wędkowanie. Kurde, 70 zł. Na 4 dni. Niemało. To ile tego wychodzi, jak się przyjeżdża na 2 tyg., na miesiąc, o naszych nierzadkich dwóch miesiącach już nie wspominając. I za co to? Pomijam już, że na zarybianie którego nie ma i na wiele innych rzeczy, na które to wydawane nie jest. Ważne jest jednak co innego. Dla mnie przynajmniej. Łowienie ryb, to swego rodzaju nabywa ie darów niebios, frajda jakiejś superaty. Jakiś łup. A co to za łup, czy superata, jak trzeba tyle zapłacić?
Inna sprawa jest faktycznie z zarybianiem, czy w ogóle z bytnością ryb. Od lat wędkarze z pola narzekają że nie ma ryb, a i tak co roku przyjeżdżają. Najlepsze jest to, że każdy z nich ma swoją dobrze wypielęgnowaną teorię na temat tego, dlaczego owych ryb nie ma. Według jednego bo nie zarybiają, według innego bo zmiana klimatu, według jeszcze innego kormorany. Faktem za to jest, że przyjeżdża tam kilku szpeni, co nie maja sonarów ani innych wynalazków, a jednak łowią co chcą. Na zaznaczoną trzcinkę, na butelkę. Im ktoś ma prężniejszy sprzęt, tym więcej kłopotów.

28_1
Trochę popadywało dziś. W związku z tym wybraliśmy się na wycieczkę samochodową. Tak po prostu. Na slow driving. Wymyśliłem, albo i padło na to, że zobaczymy Połom. To taka ciekawa wioska nad jeziorem, które najprawdopodobniej zwiedzaliśmy kajakiem. W Połomie jest też jakaś ścieżka militarna i bunkier. Jak można się dowiedzieć z poprzedniego odcinka, mam w dupie ścieżki militarne prawie tak jak Bursa małe miasteczka, ale zawsze to powód do wycieczki. Poza tym chciałem Beacie pokazać.
Skręciliśmy zatem tuż przed centrum Spychowa, nie obrażając centrum rzecz jasna, a potem 2 kilometry ciemnym lasem. Dojechaliśmy do tego Połomu po to, żeby odczuć, jaka przepodła energia tam jest. Faktycznie brzeg jeziora, a nad nim same domy warszawiaków. Wszędzie że kamery, że surowo wzbronione, że państwo w państwie, że wypierdalać. No to my, ten, nie, w swoją stronę,
Przypomniała mi się w związku z tym anegdota o Agnieszce Osieckiej. Była w jury jakiegoś konkursu poetyckiego, takiego w którym autorzy przychodzą i recytują swoje. Kończyło się już. Jakiś facet, podpity, wyszedł na scenę i chciał coś recytować. Powiedzieli mu, jury lub organizatorzy, że nie może „frestajlować”. Na co ten:
A, to wypierdalajcie.
I wyszedł. Na co Osiecka wstała, wzięła teczkę i powiedziała do reszty jury:
Nie wiem jak wy, ale ja wypierdalam.
A my wy..., my wyjechaliśmy najpierw zobaczyć ładny Koczek, potem powrót przez Spychowo i tam jakieś zakupy spożywcze. Jak byliśmy w sklepie to tak lało, że aż się baliśmy o nasze glampingowe domostwo.

28_deszcz
29.VII W końcu piękna pogoda. Pływałem wpław. Kilka razy. Poszliśmy też do lasu z psem. Trochę grzybów się przytaszczyło. Niedużo, ale biegać się poszło, to cóż? Tyle się zmieściło w liściu i w łapie.

29_2
Przyjechali jacyś państwo z Dębicy. Ciekawi, bo pan opowiada jakie to ma jachty i je czarteruje, a tymczasem śpią w aucie kombi nad brzegiem jeziora, nic prawie nie mając. Oczywiście spoko. Też tak robimy często. Tylko że pan ma podobno jakieś endoprotezy biodrowe, czy coś? Pani z kolei – taka pod sześćdziesiątkę – lubi pływać. Przepływa do wyspy, czyli pewnie około kilometr. Szacun, biorąc pod uwagę, że to jezioro. Poza tym Beata się śmieje, że mam czytelników. Bo ci państwo czytali w internecie o nowych kwietnikach w Żywcu. W kształcie wiewiórki czy pawia. No i fajnie, tylko że to niekoniecznie musiało być beskidy.news bo wszyscy o tym pisali.

park
30.VII Kolejny dzień ładnej pogody. Właściwie to upału. Popływaliśmy. Nie tylko wpław, ale i na materacu. Pies znowu walczył jak komandos, napinając strunę swojego ciała, żeby się dostać na pokład.

Pies_na_materacu
Potem się oczywiście przebiegliśmy z Pikselem. Po lesie i na łąki. Słońce, zieleń, las. Skojarzyłem, że po to tutaj przyjechałem, żeby choć przez chwilę być w tym czasie dokładnie w tym miejscu. Co nie zmienia faktu, żę mi z początku ciężko szło. Zawsze właściwie mi się tutaj ciężko biega. Może jakieś inne ciśnienie, inne powietrze. Chyba mam jak sąsiedzi z rybami, co co roku uważają że ich nie ma, a jednocześnie co roku przyjeżdżają i łowią, by w końcu wywozić pełne kosze słoi z rybami. Ja też się umarudzę, a potem jesienią dobrze jest, gdzieś się tej kondycji nabrało.

29_1

29_4

30_1

tyt5
Zrobiłem sobie małą podstawkę na kubek z brzózki. Co mi tam? Szyszko może z darów lasu całą chałupę, to ja bym miał nie móc podstawki?
Postanowiliśmy sobie wziąć kajak za 2 dni, na tydzień. Popływamy po jeziorze i może po Krutyni. Pies sobie wziął do serca to, że z nami na materacu pływał. W nocy chciał do naszej kabiny. Nie wpuściłem. To on się położył przed wejściem i zrobił strajk okupacyjny. Kurde, taki duży namiot, a wszyscy na jednym metrze kwadratowym.

 
1 , 2
zBLOGowani.pl