Wrażenia i analizy, czasem luźne, czasem zwarte

Podróże

niedziela, 02 grudnia 2018

Tyt2

Pozostaliśmy na godnym parkingu w Piaskach, który opisywałem poprzednio. Pozostaliśmy w sensie ogólnym, ale i bardziej szczególnym. Omawianego w tej chwili dnia jakoś się nam nie spieszyło na plażę. Fajna jest, ale jakoś tak nam dobrze było pośród drzew, a każda kolejna kawa była jeszcze smaczniejsza. Do tego morza szum, ptaków śpiew, wiadomo jak jest. Tak mamy. A ja tak mam od zawsze. Zapamiętałem że kiedyś oboje z sąsiadką lubiliśmy chodzić w góry. Osobno. Różnica polegała na tym, że jak ja wychodziłem w te góry, to ona już wracała. Ale oboje zdążyliśmy.
Tak więc siedliśmy sobie w swoim ustronnym parkingowym miejscu zabrali za obserwacje socjologiczne. Czyli za podróże. Od 4 lat co najmniej uważam bowiem, że dla geografii i krajobrazu my podróżujemy, a dla socjologii podróże odbywają się dookoła nas. A jednak to i to podróże. Oczywiście, nie ma sensu podroż socjologiczna we własnej dzielni, bo to plagiat nad plagiaty i wtórność do pierdyliona. Żeby odbywać podróż bierną, trzeba się najpierw przemieścić czynnie w inne miejsce. Do tego potrzebne jest fajne auto, jeśli kamperowe, to tym bardziej.
Siedliśmy, a przed nami rozgrywał się spektakl z dużą rotacją aktorów. Przyjeżdżali i parkowali ci, którzy stacjonarnie były gdzieś pewnie na kwaterach. W Piaskach lub Krynicy Morskiej. Ale byli tacy z dalsza, z Nowego Dworu Gd., Gdańska czy Elbląga. Nawet Czesi byli, Niemcy, Włosi i o dziwo Litwini. Jak na głupiej amerykańskiej komedii. Biegli na tą plażę, żeby skorzystać ze słońca jednego z najcieplejszych dni w roku. Rzeczywiście było słonecznie i upalnie. Nie wiadomo gdzie było właściwiej być. Na plaży, czy pośród cienia drzew.
Wakacjowicze dumnie kroczyli nad brzeg. Prawie wszyscy w modnych strojach i z modnymi atrybutami. Szczególnie ubawiło mnie, ilu z nich miało takie same dokładnie dmuchane aligatory.
Zdziwiły mnie jeszcze dwie obserwacje, dotyczące młodych ludzi. Może nie tyle zdziwiły, bo dziwić nie powinny gdyż potwierdzają znane ostatnio teorie, co raczej wyłowiłem je. Pierwsza: młodzieńcy w obuwiu – japonkach, wielu ich w takich szło. Czasy się zmieniają. Za moich zakładanie japonek było mega obciachem, to raz. Dwa, że były bardzo niepraktyczne. Nie dało się w nich spontanicznie grać w piłkę, ciężko było w nich uciekać, toczyć uliczne potyczki, czy też nieregularnym krokiem wałęsać pod wpływem. Dziś nie byłoby tych dylematów. W piłkę młodzież gra regularnie, na specjalnych boiskach i w specjalnych butach podwożona przez rodziców, potyczek mniej bo można się spocić, zamiast szlajania jest taksówka.
Zauważyliśmy też, że ludzie potrzebują strasznie dużo gadżetów. Im młodszy pesel, tym wygodniejsze sposoby przenoszenia i obsługi tych gadżetów. Generalnie im młodszy pesel, tym wygodniej.
Degustowaliśmy kolejną tego dnia kawę. Mgło się zrobić okło 12.00 – 13.00. Rzecz jasna samo się nie zrobiło,my swoim bezpośpiechem się przyczyniliśmy. Świeciło nad nami piękne słońce, a jednak dookoła nas zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Zaczęło się pojawiać od strony morza coraz więcej ludzi, głównie młodych. Po jakimś czasie było ich jeszcze więcej. Przybiegli, odpalali auta o odjeżdżali. Zastanawiałem się,co jest, czego my nie wiemy. Litwa na nas napadła, darmowe japonki w Lidlu sprzedają, Krychowiak w męskiej koszuli rozdaje autografy, czy może trzech uchodźców na pontonie z Kaliningradu płynie? Ja to zwłaszcza miałem poczucie trwogi, bowiem od dawna pobyt na plaży kojarzy mi się z filmem „Ostatni zień lata” i przelatującymi nad głową samolotami. Popatrzyłem nad głowę. Nie ma bombowców ni myśliwców, leciutkie chmurki gdzieś na horyzoncie. Pędził jakiś młodzian ze smartfonem w jednej ręce o dzieckiem w drugiej. Pytamy co jest:
- Radio Gdańsk podało o załamaniu pogody.
Dopędził do samochodu,zadekował swojego brzdąca, za chwilę jego nadobna zrobiła to samo i popędzili drogą przez las. Pewnie po to, żeby zdążyć, zanim załamanie pogody zwali wszystkie drzewa w okolicy i uczyni przejazd niemożliwym. No bo tak jest, że w naszym kraju trochę drzew się w ciągu roku łamie i ginie kilkanaście osób od tego w ciągu roku. I w związku właśnie z tym, prawie wszyscy jednodniowi parkingowicze, w poszukiwaniu lepszego, albo wręcz idealnego świata, popędzili gdzieś opuszczając nasze miejsce. Owszem, słońce zaszło, zrobiło się wietrzno. Jakaś kropla spadła. Co robić dalej? Postanowiliśmy jednak iść na plażę. Beata mnie uświadomiła, że to najlepsza pora. Rzeczywiście. Nawet jeśli coś spadło, to w tamtych realiach nie miało to znaczenia. Ludzi na plaży było jeszcze mniej niż pisałem ostatnio, w zasadzie tylko my i pan od kręgosłupów łososi. Woda w morzu przeciepła,krajobraz wspaniałe. Godne wrażenia.

IMAG7905

IMAG7909

IMAG7921

IMAG7952

IMAG7958

IMAG7962

IMAG7967

Zgodne z RODO. Właściciele stóp i łap zgodzili się na upublicznienie.

IMAG7974

niedziela, 25 listopada 2018

IMAG78921

   Przy jesiennej potrzebie słońca zagnało mnie we wspomnieniach do sierpnia, kiedy to zagnało nas, wbrew pewnym pozorom, nad morze. Wbrew, gdyż to teren i klimat kojarzący się raczej z tłumami i drożyzną. Udało nam się wpaść na miejsce nieludne i taniutkie.
Miejsce i warunki biwakowe, czy też taniego podróżowania, bardzo dobre. Utwierdził nas w słuszności poglądu monolog jednego z sąsiadów. Prawdopodobnie był to w rzeczywistości dialog, jednak prowadzony przez telefon komórkowy, więc dla nas mono. Może nie tylko dla nas. Politycy tak robią. Żeby nie być narażonym na konieczność odpowiedzi dziennikarzom (też mi konieczność), idąc przez korytarz sejmu, trzymają telefon przy uchu, że niby rozmawiają i nie mają czasu dla prasy. Może tamten pan w ten sposób unikał kontaktu z otoczeniem. Wszakoż nie po to przyjechał, żeby się z innymi zadawać. A gardłował tak:
- Słuchaj, siedzę tutaj jak w raju. Przychodzi raz dziennie gość z obsługi (nie był to anioł – przyp. red.) i bierze tylko dychę. A ja siedzę w środku lasu. Kilkaset metrów tym lasem mam do morza, gdzie plaża niezbyt przepełniona. Dodatkowo, co najlepsze wiktuały też tanie. Mam znajomych w porcie. Odkładają mi kręgosłupy z łososia za 5 zł, potem z tego rosół gotujemy. Mamy też jabłka z sadu jeszcze, jemy z płatkami.

IMAG7899
   Śmialiśmy się długo. Pewnie facet rozmawiał z mamą lub teściową, która była przerażona tym, jakie wszystko drogie. Przede wszystkim, to trudno tutejszą wnękę w zatoce nazwać portem. To ponadto wnęka w Zalewie Wiślanym, a więc śmiem wątpić, że wpływają tam poławiacze łososi. Chyba, że Jarosław Kaczyński dokończy przekopywanie mierzei i będą miały bliżej. Nawet jednak, gdyby dopływały, coś mi się wydaje, że cena dyszkę za kilo, to atrakcja nie jest.
Ale ogólny trend słuszny miejsce godne polecenia. Trampowskie, tanie,b ez szarańczy, w nocy cicho. Parking leśny za 10 zł osobówki. Zakaz rozbijania namiotów, ale w nocy nikt nie pilnuje. Spokojnie, bez szarańczy i zadym. Parking wzdłuż drogi przez las. Kilkaset metrów do plaży. Co ważne, do niezbyt tłocznej plaży. Około 30 metrów do najbliższego człowieka lub obozowiska, tuż przy linii wody, w jeden z najbardziej upalnych dni w roku. Ładnie, długo płytko, widać trochę Rosji. Sanitariaty nie są mocną stroną. Ogólnie są, ale zatłoczone i zapełnione. W centrum Piasków, czyli w przywołanym już „porcie”, stoi gminny kontener z darmowym prysznicem i wodą.
Co oprócz plaży, z widoków i atrakcji rekreacyjnych? Przede wszystkim wzdłuż mierzei idzie dróżka asfaltowa, jako ścieżka rowerowa. Teoretycznie atrakcją jest fakt, że około kilometrowy pas Mierzei Wiślanej z obu stron ma wodę. Od północy Zatoka Gdańska, od południa Zalew Wiślany. Atrakcja teoretyczna i wizualna, ponieważ kontakt z tą drug wodą, przynajmniej w Piaskach jest trudny. Bagienka, trzciny i roje muszek.
W sąsiedniej i nieodległej Krynicy Morskiej są markety, Polo Market i chyba Biedronka. Przede wszystkim jednak pobyt w Krynicy, miejscowości graniczącej z Piaskami pozwala się przekonać, że te drugie są superustronne.
O morzu też można myśleć wiele, zwłaszcza jak letnio zatłoczone, ale zawsze to morze.
A parking? W Piaskach na Mierzei Wiślanej. Tutaj 

Łososie może jednak dopłynął i to szybciej. Mierzeja ma być tym bardziej przekopana, ponieważ już trzy razy wbijano pierwszy słupek, czy tez robiono pierwszy mach łopatą.

RODO(S)

IMAG7817

 

IMAG7849

IMAG7854

IMAG7858IMAG78771

IMAG7882

IMAG7884

IMAG7895


Kontener kąpielowy w Piaskach:

IMAG7923Zalew Wiślany

IMG_20180810_171908

sobota, 10 listopada 2018

IMAG8094Opisywałem już uroki słowackiego Bobrova i pewnego miejsca. Podczas pobytu tam, wydarzyło się jeszcze coś ciekawego, co nasunęło konkretne skojarzenia.
Przypomniała mi się przygoda siostry z dosyć dawnych czasów, chyba nawet poprzedniej epoki. Byli w Pradze spali w schronisku młodzieżowym. Poszli do miasta i jak wrócili, nie było pościeli. Pobiegli do kierowniczki i kolega siostry marudził, „sczesczając” trochę:
-Pani, „postel” nam zajebali.
-Ne może byt, jak postel?
Pobiegła tam z nim. Weszli, pani zaprezentowała westchnienie ulgi, pokazała na łózko i powiedziała coś, co po polsku brzmiałoby mniej więcej jak:
-No, przecież jest łóżko?
Rzeczywiście, łóżko było, pościeli nie. Okazało się, że po czesku postel oznacza łóżko. Sprawa mi się troszkę przypomniała po wielu latach. Podczas weekendowego pobytu w Bobrowie i nad Jez. Orawskim wydarzyło się coś podobnego. Po przyjeździe zobaczyliśmy nad brzegiem jakąś jakby starą kanapę. Śmialiśmy się, że pewnie lokalsi przychodzą przed zmrokiem sobie posiedzieć. Przedzmrokiem przypłynęła motorówką młoda para. Ona wysiadła, on odpłynął gdzieś, a za chwilę wrócił lądem. Powiedzieli nam, że ta kanapa, to taki ich prototyp machiny pływającej. Rzeczywiście stała na jakiejś płycie OSB jakby. Wzięli z krzaków taką długą tyczkę i odpłynęli na tej platformie.
Nadszedł drugi dzień. Na tym samym miejscu stacjonował słowacki artysta, taki malarz, co się zowie, co nawet wystawę miał w żywieckim Klubie Śrubka, Slavko Slivka. W leciutką sztamę weszliśmy. Przechodził koło nas, zagadując i przesuwając z ziemi nasz koc. Zapytał przy tym o właściciel prototypu. Czy byli wieczorem i zabrali…. Padło słowo postel. Widząc, że Beata patrzy na nasz koc w jego ręce i otwiera usta, poprosiłem:
- Nie wchodź w ten temat, nie odkręcimy go potem przez 5 minut.

IMAG8071

IMAG80971

IMAG8104

środa, 31 października 2018

SAmowar

   Niedawno pisałem o grillu. Jest to zdecydowanie jakiś polski symbol, pomimo że nie symbol turystyczny, archetyp ostatnich dekad. Wtedy należał do jakichś panów, którzy wysiedli zjedli i pojechali. Mięsne, nowoczesne, osobiste, indywidualne, krwiste, polskie. Popatrzyliśmy się na całokształt ich pobytu i żarełko, żeby stwierdzić, że też jesteśmy głodni i wziąć się za jedzenie.

   Ostatnio mieliśmy do czynienia z innym archetypem. Na Słowacji, w Kalamenach. Podczas pobytu na noclegu, obok stanął jakiś pan busikiem, z rejestracją słowacką. Słowak, nie inaczej, skoro tak. Dopóki nie pojawił się inny charakterystyczny element. Pan nagle wyjął z auta samowar. Trochę nas to z początku dziwiło, ale przestało dziwić, jak powiedział, że jest Ukraińcem, pracującym na Słowacji. Zaprezentował nam, jak samowarzy, jak najlepiej nabyć takie coś. Ciekawe to było, choć w wieczornym półmroku i przy dosyć wysokiej temperaturze powietrza mogły pójść w zapomnienie. Za to rano obudził nas szron na trawie. Gdy wyszliśmy na zewnątrz, z uwagi na pewne konieczności fizjologiczne, zbawienna była wyciągnięta zaraz dłoń z kubkiem gorącego czaju z samowaru. Współczesna i środkowoeuropejska fajka pokoju, jak to Beata określiła. Podobne porównanie trudno byłoby znaleźć dla „grylla”.
   Tak mi się jakoś ta sytuacja przypomniała teraz, podczas krótkiego dnia i słuchając roztrząsań na temat potrzeby wspólnoty i łączenia, przy okazji święta 11 listopada.

 

Kalameny_3

Kalameny_2

wtorek, 02 października 2018

IMG_20180930_152729Wodospad w Luckach.

Przydarzyła nam się w weekend przygoda w biwakowo kamperowa w Kalamenach.

IMAG8778Po drodze - Glinka.

Kalameny, czyli „dzikie” gorące źródła na Słowacji, obok miejscowości Lucky, kilkanaście kilometrów od Rożemberoka. Dobra baza wypadowa dla wycieczek pieszych: na Wielki Choć; pieszych bądź rowerowych: Zamek Liptowski, Dolina Kalamenów, Lucky. Przede wszystkim jedna źródła. W zasadzie bajorko o głębokości „po uda”. Ciekawe zjawisko – w terenie, za free (z wyjątkiem niedziel – wtedy ktoś tam bierze za parking, nie wiem na ile oficjalnie). Temperatura wody w bajorku jest jednak taka, że chyba nie są to źródła na zimę.

Parkować większe wozy można na obszernym parkingu poniżej, wzdłuż drogi na wysokości źródeł i w kilku fajnych miejscach powyżej nich. Akurat w ostatni weekend pogoda nas zaskoczyła. Celowo nie śledziliśmy prognoz. W dzień bywało łanie, ale w nocy...

Szło ku zimnemu. Poszliśmy więc zażyć nocnych gorących kąpieli źródlanych. Potem w samochodowe pielesze. Zatrzymałem się, przy obserwacji pogody, na 4 stopniach. Blisko to Tatr, uznałem, że bez jaj, chłodniej już nie będzie. W końcu to dopiero koniec września. Zasnęliśmy. W opatuleniu ciepło było. Obudziłem się rano, o niewiadomej godzinie, za to przy widocznym słońcu. Otworzyłem drzwi wyjrzałem. Niedaleko stał znajomy z wieczora Ukrainiec. Obok niego jakieś indywidua. W takim sensie indywidua, że faceci brodaci, w czapkach z logo Fiord Nansen czy coś takiego, rękawiczkach, brody jak spod K2. Rękawiczki obejmowały herbatę. Co, kuźwa, pomyślałem, że na festiwal filmów górskich Adrenalinium się szykują, spod Himalajów uciekli i zapomnieli się rozebrać? Wyglądali jak z bieguna. Odwróciłem trochę głowę, patrzę, a na trawie….

Szron

Szron. Na dachu, we wnętrzu lód. A tak się przyjemnie i ciepło spało. Znaczy to, że można długo w ten sposób...
IMAG87811

Tytuowy_2

IMAG87851

IMAG88401

IMG_20180928_144003

IMG_20180929_104219

IMG_20180929_170608

IMG_20180930_172831

IMG_20180930_174250

 

A Kalameny TU.Tytuowy_1

 
1 , 2 , 3
zBLOGowani.pl