Wrażenia i analizy, czasem luźne, czasem zwarte

Książki przeczytane i nie tylko przeczytane

czwartek, 03 listopada 2016

Odkranie_powolnoci_Nadolny

 

    Czytałem tą książkę już kiedyś, pewnie naście lat temu, albo więcej. Teraz wpadła mi w ręce, nie wiedziałem na jak długo. Pomyślałem, że chętnie "Odkrywanie powolności" przeczytam ponownie. Tygodnie jednak minęły, nie wziąłem się zań i okazało się, że muszę już oddać. Śmiałem się potem, że odkryłem powolność, nie czytając jej wcześniej. Udało mi się przeczytać w chwilę, przed oddaniem. Fajna, godna polecenia. Bardzo ciekawa i oryginalna forma powieści, podobnie jak akcja. Na bazie historycznej postaci autor stworzył jakby antybohatera. W dawnej szkolnej skali co najmniej 4. Tyle. Resztę niech każdy oceni sam, wzrasta we mnie poczucie bezsensu szerokiego komentowania literatury. Między innymi dlatego, że "Odkrywanie powolności" było powieścią,którą poleciłem koledze, również bardzo mu się podobała i pół dnia przeżywał i komentował element powieści, którego ja wcale nie wyłowiłem.

poniedziałek, 21 marca 2016

 Czarny_mercedes_Majewski

    Napiszę od razu i wprost. Ta książka w jakimś stopniu przywróciła mi wiarę w życie. Z dużym optymizmem i radością przyjąłem fakt, że jednak może spodobać mi się coś, co nie jest napisane przez Marka Krajewskiego lub Henninga Mankella. Coś, co nie jest z serii: "kryminał". "Czarny mercedes" Janusza Majewskiego to w jakimś stopniu też powieść kryminalna, ale chyba nie to mnie w nią najbardziej wciągnęło. To według mnie powieść obyczajowo historyczna, z elementami kryminału czy thrillera. Dzieje się w okupowanej Warszawie 1942 roku, w wyższych i niemieckich sferach tamtego czasu. Napisana bardzo sprawnie. Stara rzetelna szkoła budowania fabuły i okolicznego świata. Autor prezentuje wysokie umiejętności sprawnego opowiadania historii, co wbrew pozorom wcale nie jest takie proste. Fabuła skonstruowana jest bardzo inteligentnie. Książka jest zrozumiała, bezpretensjonalna, a jednoczenie nie przegadana, bez zbędnego i częstego działania nader wprost. Jest też odpowiednie tempo akcji, ale i ciekawie zarysowana obyczajowość czasów wojny. Książka jak najbardziej zasługuje na polecenie i wysoką ocenę. Podobno ma też powstać film. Przy okazji zatrzymałem się na chwilę przy osobie autora, chyba dużo bardziej znanego jako reżyser. Nakręcił między innymi "Zaklęte rewiry", czy "C.K. Dezerterzy". Widziałem rozmowę z nim w telewizji. Lat ma ponad 80, a wcale nie wygląda. Bardzo świeży.

niedziela, 21 lutego 2016

    Zapora

     Przyzwyczaiłem się już, że tytuły powieści Szweda niewiele mówią o ewentualnym przebiegu akcji książki, lub jej finale. W zasadzie nie mówią prawie nic. W przypadku "Zapory" jest wręcz na odwrót. Tytuł mylący. Nie poszło o zwłoki znalezione na dnie akwenu, przy śluzie. Rzecz tyczyła się nowych technologii. Pierwszy kryminał Mankella, jaki czytałem, tyczący się cyfryzacji. Mam nadzieję że ostatni, wole jednak klasykę niż. cyber-śledztwa czytać. Kurt rozpracowuje nieco wirtualną, globalna organizację, na której trop zawiodą inne, zupełnie z pozoru przypadkowe incydenty.

    Ucieszyło mnie, że znowu to nie historia objawienia z nieba, a zapis żmudnego i profesjonalnego śledztwa policyjnego. Ucieszyło mnie - choć może to nieco sadystyczne - że znów policjant przedstawiony jest jako zarobiony, niegodziwie zarabiający, do którego wszyscy mają o wszystko pretensje. Bardzo życiowo zatem. Trochę jak polski serial "Pitbull".

    Książka posiada wszelkie "wallanderowskie" walory. Ciekawa, sprawnie napisana, z odpowiednią arytmią i tempem. Właściwie to powolna, co szczególnie mi się podoba od zawsze u Mankella. Niespieszne dochodzenie do prawy. No i atmosfera. "Wallander" to jednak zawsze stworzona atmosfera, między innymi tło obyczajowe i socjologiczne. Tło to zdecydowanie główna zaleta dokonań zmarłego niestety niedawno Szweda. Powolne wprowadzanie w akcję i rysowanie wszelkich okolicznych postaci i sytuacji. Trochę wprawdzie czuć był, że to już chyba siódmy przeczytany lub czytany przez mnie kryminał z cukrzykiem Kurtem w roli głównej, ale trudno by było inaczej. Nie przeszkadza mi to polecać tą powieść każdemu. Bardzo ciekawa 

piątek, 29 stycznia 2016


Prus
    

    Nie wiem czy aż bym nosił, ale spodobała mi się ta konwencja. Zwłaszcza szacowna podobizna Prusa na tle współczsnej konwencji. Podobały mi się też niektóre komentarze pod:

- Fajne, potrzebował bym kilka zakupić, imiona przy przelewie.

- A czy są damskie wersje?

- Damskie wersje nie znajdują pokrycia ani w świecie literackim, ani w rzeczywistości.

niedziela, 08 listopada 2015

 pobrane3

    Klasyk już właściwie, G. G. Marquez mówił podobno, że wszystko co dzieje się w życiu człowieka, dzieje się w dzieciństwie. Moje, jak i duża część młodości, przypadły na poprzednią epokę polityczno gospodarczą. Czas rzeczywistej, a nie porpagandowej biedy, zamkniętych granic, a w moim przypadku bliskości granicy właśnie. Z tamtych czasów, czyli z dzieciństwa - jak widzę - pozostało mi w głowie przekonanie, że "zagranica" to jest jakiś raj. Gdy tylko przekroczy sie rogatki, trafia się na świat otwarty, poukładany, humanitarny i pod każdym względem szczęśliwy. Wszystkimi środkami percepcji chłonąłem to szczęście, przywiewane zza granicy. Mijają dziesięcielecia już właściwie, świat się wielokrotnie zmienia, a to wrażenie nadal czasem mi po cichu zakołata gdzieś przed potylicą. Między innymi przy okazji kolejnych lektur kryminałów Mankella. Zakołata wrażenie, że Szwecja powinna być i zapewne jest krajem bezkresnej i bezdennej szczęśliwości. Tymczasem nie tylko trafiaja się tam nie tylko mordercy tropieni między innymi przez Kurta Wallandera. Jest tam też deprecha. Przede wszystkim jednak w wielu miejscach na świecie znane zjawiska społeczne. Kilka tygodni temu trafiłem na kryminał między innymi o - uwaga, uwaga - problemie uchodźców, teraz z kolei - tym bardziej chyba na czasie i uwaga, uwaga - o współczesnym faszyzmie. Dobrze o Mankellu świadczy, że sprawnie i z kunsztem literackim opisuje i komentuje nie tylko zagadki kryminalne, ale też ważne zjawiska sovjologiczne.

    W "Przypadku powrotu naucyzciela tańca", to trochę się dałem nabrać. Szukałem kolejnego, czwartego z poodbno dwunastu "Wallanderów", tymczasem trafiłem na powieść kryminalną z innymi bohaterami. Z zachoaniem jednak i na szczęście walorów tamtej części. Bohaterem nie jest cukrzyk, tylko tym razem policjant z rakiem i dużym prawdopodobieństwiem niedługiego zgonu. Oczywiście nie szermuje frazesami typu, "życie jest piękne, nie chce umierać"; czy też nie jest zaprezentowany policyjny heros, który umrzeć nie może, nim nie dokończy śledztwa. Jest pełen strachu i wątpliwości. W północnej Szwecji znaleziono martwego jego kolegę policjanta, tropy prowadzą w przeszłość. Czego się można czepiać, to strony formalno prawnej przedstawionej tam. Główny bohater prowadzi własne śledztwo w cywilu, policja mu na to pozwala, czyli sytuacja którą u nas na starcie już zblokowałoby multum przepisów. Niekoniecznie zresztą niesłusznie.  

    Książka posiada walory wcześniej czytanych przeze mnie tytułów tego autora. Sprawnie podana akcja, sensowne i niegłupie dygrecje, dobrze podane tempo i przebieg akcji, wiarygodność. Cieszę się też, że trupów nie było bardzo dużo. Uważam, że na pwoieść kryminalną to jeden wystarczy, nie do końca rozumiem tendencję to zwielokratniania ich. Może nawet obeszło by się bez nich? Trafiłem niedawno na odcinek lubianego przez mnie serialu "Pitbull". Despero został przeniesiony z wydziału zabójstw do komenty dzielnicowej. Tam go przełożony poinformował, że tu nie będzie tropienia modreców, tylko kradnących pęto kiełbasy. Była to sprawa marginalna. Ale ciekawe jak wyglądałby kryminał na ponad 200 stron dociekania o zaginięcie czegoś takiego. Pewnie już powstało i o to nawet dawno temu, tylko ja jeszcz nie dotarłem. A "Powrót naucyzciela tańca" polecam. Powieść ciekawa. Warta przeczytania nie tylko jako kryminał, ael i w szerszym ujęciu. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
zBLOGowani.pl