Wrażenia i analizy, czasem luźne, czasem zwarte

Opowiadanie

czwartek, 27 grudnia 2018

Koci_blog

Wiedziałem, że nabożeństwa od lat są on-line. Niemniej jednak zestawienie tego słowa i pewnej drzewności kościoła r nazwą You Tube wywołał we mnie pewną lekką wesołość. A kościół pełen ludzi, prawie nie było gdzie usiąść. Podobnież, gdy było po wiecze… nabożeństwie, nie było jak do domu wrócić. Wszyscy, którzy w kościele, byli tam autem. Wyjazd z bocznej drogi trwał chyba 15 minut. Opowieści, jak to po kolacji wigilijnej wszyscy szli na pasterkę lub jutrznię, a po powrocie per pedes, zmęczeni, wcinali karpie, to lamus zupełnie pokryty kurzem. Potem zostałem zapytany:

- Ładne było kazanie, nie?

- No może.

- Szczególnie jak o tych prezentach i autach mówił.

- Tego nie kojarzę. Musiałem się wyłączyć.

- No wiesz co? Jak mogłeś?

- Miałem was tylko zawieźć.

- No to nas zawiodłeś.

 

sobota, 15 grudnia 2018

Blog_12

Od dawna znamy naszego psa z wielu zachowań, jeśli nawet typowych, to ciekawych wizualnie. Jednym z takich upodobań jest wciskanie się w najciemniejszy kąt. Jak ja to określam, klaustrolubność. Najciaśniejszy kąt, zakryty, schowany, może być bardzo mały. Wystarczy nawet krzesło i zwisający z niego kawałek koca, który da wrażenie ściany. Ostatnio, podczas pracy krawieckiej, został skierowany na bok. Znalazł płat materiału, wiszącego na haku w taki sposób że trochę zalegało na ziemi. Piksel się tak pouwijał, że zrobił sobie z materiału jakby pałatkę czy namiot. Jak poniżej.

Blog_21Ubawiło nas to, ale mnie też zdziwiło. Powiedziałem, że przecież podobno pies – zwłaszcza ten, dominator - musi mieć wszystko na oku. Na co Beata.

- Ale słyszy wszystko. Popatrz. Dać?!!!!

Blog_x

Blog31

sobota, 08 grudnia 2018

 21077476_1091432870987426_3812684023581135488_n

Zdjęcie: FB/Polski Punk Rok i Metal

Miło było, bardzo miło. Przeprowadzałem wywiad z lokalnymi sławami muzycznymi. Chłopaki, około 22 lat, muzycy. Kojarzyłem ich wyczyny, jako konkretny rock, niekoniecznie dobrze. Bardzo fajne i miłe chłopaki. Ułożeni, ciekawi, grzeczni, wygadani. Wytrząsać tu można z rękawa bardzo wieloma zaletami i nie będzie to miało nic wspólnego z Bursą. Nie zmieniło to jednak faktu, że pierwsze zdanie, jakie wypowiedziałem, pytany o wrażenia, nie było pochwalne, wręcz przewrotne:
- Fajne chłopaki. Ale nie wiem, kto w tym kraju ma zrobić rewolucję
- Może są nakierowani na kwestie estetyczne?
- Może. Ale takie nakierowaniem estetycznym też można ferment wytworzyć. Można, nie trzeba.
Po powrocie do domu włączyłem sobie teledyski tego zespołu. Docenić trzeba, że są popularni w regionie, jednak z rewolucją to rzeczywiście nie do nich, aczkolwiek popularność daje w tym miejscu wielkie możliwości. Ilustracja dźwiękowa dla hasła „muzyka środka” w Wikipedii. Nie mylić z krajem środka.
Ten wywiad, to była sprawa z końca sierpnia. Wypłynął w mojej głowie ponownie niedawno, ponieważ na jednym z lokalnych portali internetowych zamieszczono ich teledysk. Średnie i nierewolucyjne, jak wszystko dookoła. Oczywiście miłość, jakieś walizki, jazda nad morze. Od rewolucji bardzo daleko. Pomyślałem sobie wówczas, że teledysk i portal, w którym leci, nie są przypadkiem. Jedno i drugie łączy antyrewolucyjność. Żeby być sprawiedliwym dodam, że nie tylko ten portal, ale i wiele innych, o zasięgu powiatowym i mniejszym. Totalna antyrewolucyność. Spijają z dziobków lokalnych władz, jak kania dżdżu wyczekują dobrych informacji z urzędu gminy i jemu podobnych. Żadnych problemów, żadnej kontrowersji. Żadnych ciekawych skojarzeń, żadnego wyłuszczania paradoksów.
Nie pomogą artyści, nie pomoże spora część mediów, a więc ci, którzy twórczy ferment siać powinni w pierwszym rzędzie. Nie sieją, nie będzie też zbiorów. Nie jest to zaskoczenie. Wiele jakiś czas temu mówili i piali, że nie tylko nasi powiatowi, ale ogólnie „artyści” i twórcy są teraz antyrewolucyjni. Rewolucyjność pozostaje do roboty prawie emerytom. Kołacze się po głowie dawny tytuł: „Tu nie będzie rewolucji”. Ale to może nie jedyna opcja rozwoju sytuacji. W podobnych czasach, latach 80-tych, krążył inny tytuł: „Nie wolno wznosić się za wysoko”. Słysząc taki tytuł i dalszy tekst, chce się zapytać, „kto w końcu i ja w takim razie tamten system obalił?

czwartek, 22 listopada 2018

Legia_Pogo1Zdjęcie: Całym sercem za Legią FB

   Wbrew pozorom nie jest to zadanie niemożliwe, bowiem, jak wiadomo, wszystko jest względne. Bezwzględnie za to przypomnieć pragnę teraz anegdotę, którą być może wiele razy przytaczałem, jednak uważam że jest bardzo godna.
Koledzy byli na kilkudniowej szkolnej wycieczce. Kilkudniowej, a więc, w czasach przedinternetowych i przedkomórkowych, z ograniczonym dostępem do mediów. Był to szczególny czas, bo nadchodziły pierwsze po wojnie wolne wybory parlamentarne. Zupełnie wolne, nie tam, że jakiś sejm kontraktowy. W związku z tym i już wówczas, nie tylko że debaty, ale objawiały się już sensacyjki, pierwszy antysemityzm, co rusz komuś teczuszki z ubecji wyciągali. Znajomi byli na tej wycieczce razem z wychowawcą, wuefistą. No i ten wychowawca kupił rano gazetę. Wszyscy się na tą prasę rzucili, zerknąć co tam w kampanii. Tymczasem wychowawca na to: „chwila, chwila”. Odwrócił dziennik na sam koniec, do przodu nawet ie zerkając. Sprawdził wyniki i przekazał chłopakom gazetę. Byliśmy śmiertelnie oburzeni. Jak tak można? Tyle ważnych spraw się dzieje na świecie i zaczynać od sportu? Widać, że wuefista. Magister od koziołków, inteligencik specjalnej troski. Niestety nie minęło dużo czasu, pewnie kilka lat, kiedy to zorientowałem się, że kupując poczytny papierowy dziennik, zaczynam jego czytanie od tyłu, czyli od sportu, często wręcz na tym poprzestając.
   Sobotę 10 listopada postanowiłem spędzić niezawiśle i niepodlegle. Przede wszystkim nie dać sobie narzucić jakichś trendów. Po prostu włączyłem telewizję. Wśród nagranych miałem mecz polskiej ekstraklasy piłki nożnej: Pogoń Szczecin – Legia Warszawa. Pomyślałem, że puszczę sobie. A czemu nie, skoro tyle wolnego? No i leciało. Ciekawe, bo myślałem, że zjawisko smogu tyczy się tylko południowej Polski. Tymczasem w Szczecinie jakoś szaro, buro, bez kolorów. Sprawdzałem, czy mi się aby dekoder nie zepsuł. Wiedziałem, że istnieje w nim możliwość odtwarzania przyspieszonego ale że spowolniony też? Trochę ten mecz wyglądał, jak na skrócie meczu piłkarskiego z lat 80-tych. Teraz wszyscy piłkarze na boisku się poruszają. Poza Polską rzecz jasna. Kiedyś poruszali się tylko: ten przy piłce i najbliższy zawodnik. Jakoś tak, szybko odpłynąłem.
Palnąłem się nagle w czoło. Przypomniałem sobie, że mój ulubiony program o polityce leci w telewizji. To taki, w którym występują same kobiety. I mówią właśnie o polityce. Raz to widziałem i stałem się wiernym widzem. Pani reżyser, pani filozof, pani pisarka, równe kobiety. Pozostałem przy oglądaniu tegoż, gdyż one ze sobą rozmawiały. Jak ludzie. Rozmawiały o polityce. Jedna mówiła na przykład, że Wałęsa,to zbawca narodu. Druga na to, że jej się wydaje ważniejszy epizod z Bolkiem, ale jeśli tamta tak uważa, to można przemyśleć,i takie tam. Wyłączyłem więc ten niesamowity mecz Legii z Pogonią i włączyłem babski program. Dodam jeszcze, że moja fascynacja nim trochę straciła na aktualności. Od jakiegoś czasu bowiem prowadzący zaczął sprowadzać też polityczki. Najpierw raz za czas, a potem co drugi program był z goszczącymi paniami politykami. I tutaj już te wymiany kwestii były znacznie mniej przyjemne. Nie zrażałem się jednak. Nie zraziłem i teraz. Wyłączyłem mecz Legi z Pogonią, puszczając Babilon. Rzeczywiście były polityczki. Włączyłem kilka lub kilkanaście minut o początku, więc były już należycie zagrzane do boju. Kłóciły się jak cholera. Na zasadzie: „Lech Wałęsa to ojciec naszej wolności”; odpowiedź: „co za amoralna bzdura, to donosiciel i Bolek, jak można uważać inaczej”; „co też pani mówi, to świadectwo demoralizacji i skandal”. Włączała się druga, potem trzecia. Nastąpił wielogłos z takim szumem medialnym, że p kwadransie nie dało się nic usłyszeć, o wnerwie na nietolerancję już nie mówiąc. Chwyciłem znów za pilota. I to szybko, jakby parzył i trzeba było natychmiast wykonywać operacje nim.
Pogoń wygrała 1:0.

poniedziałek, 12 listopada 2018

tb1Zdjęcie: Beskidy News 

Robił to, co wszyscy wszędzie ostatnio Sunął palcem po wyświetlaczu smartfona. Zatrzymał się na informacji z wyłuszczonym drukowanymi dużymi literami: PILNE. Nacisnął. Potem już tylko skupił wzrok na monitorku i powiedział do kolegi.
- Kurde, popatrz.
- Co?
- Wyborcza. Piszą, że znaleźli sprawcę mordu na dziewczynie w Krakowie. Obdarł ją ze skóry, ta skóra podobno pływała po Wiśle. Makabreska.
- Może i makabreska, ale co? W roku 1998 się to działo. A czytałem dzisiaj, że niedawno zwalili starą fabrykę w Łodygowicach. Działała
właśnie do lat 90 – tych. Garbarnia skóry.
- Czarny humor.
-E, nie. Nie czarny humor, tylko świetny początek powieści kryminalnej.
-Jakoś się to ma do siebie?
- Tak generalnie, to gość po coś miał w Łodygowicach garbarnię i skóry. Wiadomo po co. Mógł mieć, bo nie było jeszcze Archiwum X, nie było badań DNA. Tam realizował potrzeby, które zrealizował i w Krakowie. Trzeba znaleźć powód, dla którego olał tą fabrykę i przeniósł z dzikimi fantazjami do grodu Króla Ćwieczka. Na Kazimierz. A przecież w 1998 roku cały Kazimierz wyglądał jak jeszcze niedawno ta garbarnia w Łodygowicach. Zabite dechami albo wybite okna, sypiący się tynk ze ścian, lecące gzymsy i czająca się za każdym rogiem niewiadoma, czy w ryj się dostanie zaraz z jednej strony, czy od razu z trzech przywalą.
- No fajnie. Tylko to jak w filmie, gdzie plan zabić Kilera, Siara miał zawsze. Pewnie o tym wszyscy myślą i pewnie już powstaje scenariusz filmu kryminalnego albo przynajmniej odcinka serialu, o wampirze z Kazimierza.
- No ba, ale nie mają tego przejścia na Łodygowice. A piękne jest. Przez lokalne kolesiostwo podżywieckie fabryka była zawsze w rękach familii. Przejście na przykład do lat 60 – tych, jak przez komunistyczną bylejakość nie wychodziło w papierach, że skór trochę za dużo. Dyrektor, czy jakiś tam pracownik się podniecał rękawiczkami z ludzi. Odjeżdżał podrajcowany swoją Pabiedą, czy inną czarną Wołgą. Zwyrodnienie miał, bo przechodziło genami, pokoleniowo. Więc przeskok akcji znów w tył. Oczywiście znamiona i ślady, nie że za dużo powiedziane. Przeskok do 1935.
- Dlaczego akurat do 1935.
- Wtedy garbarnię skór założył tam w Łodygowicach jakiś koleś z Rybnika. Ta. którą miał w Rybniku, spłonęła. Ot tak sobie spłonęła? Ludzie się jorgli, że jest jakiś związek między zaginięciami osób i czasem znalezieniem kogoś obdartym ze skóry, a garbarnią. Oczywiście związek nieudowadnialny, dopóki w archiwach tego nie wygrzebie jakiś współczesny Borewicz, czy lokalny Mock. Mocek raczej. Rybnik pewnie wtedy  był ciekawym miastem, znów przeskok sceny i akcji, fajny opis scenografii i obyczajów. A jakby się jeszcze udało pod to Zipsera podciągnąć, to ja, miód, dla mnie przenajsłodszy?
- Jakiego Zipsera?
- No bo podobno przed garbarnią tam była fabryka sukna Zipsera z Bielska. Tutaj jakie zajebiste przejście, pokazanie ówczesnego świata? Tramwaj przejeżdżający przez kamienicę, ubrania z fabryki Tislowitza, likiery Grossa, POW-iacy idący spacerkiem na strzelnicę tam gdzie dzisiejsze Złote Łany.
- Pięknie.
- No, w sumie pięknie. Tylko cała sprawa ma jeden tylko wprawdzie, ale niestety kurwa zajebisty minus, sam o nim mówiłeś wcześniej. Taki, że to już było. Powstało tego typu powieści kryminalnych i serii cała masa, pewnie dziesiątki. Na szybko wymienię Krajewskiego i Mocka z Wrocławia i Popielskiego ze Lwowa, Wrońskiego i Maciejewskiego z Lublina, Cegielskiego z Warszawy, pewnie jeszcze wielu innych jest. Dupa i już.
- No tak. Znany problem twórcy, że wszystko już było.
- Bo było.
- No, ale może i tak warto?
- E tam, takie zżynanie? Nie uważam. Albo masz swój styl, swoje wymyślasz,
znajdujesz, tworzysz, albo tego nie robisz, bo zżyną udowadniasz sobie własną kiepskość i że nie masz nic do powiedzenia, zamiast szukać. Oczywiście wiem, że to się daje obalić i pewnie ma dziury. Ale tak uważam.
- Po prostu masz zasady, haha.
- Tak. Mam zasady i nie lubię kwasów.
- Greeps chemików?
- Nie. Teściowej hasło, nie jest chemikiem.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
zBLOGowani.pl