Wrażenia i analizy, czasem luźne, czasem zwarte

Felieton

niedziela, 24 lutego 2019

Elb1Elbląg ze swoimi pustymi przestrzeniami na centralnym pacu i masą lokali do wynajęcia.

Komu tak naprawdę potrzebny jest przekop Mierzei Wiślanej, do czego? Zwolennicy wołają, że aby się uniezależnić od „Ruskich”. Można więc w tym miejscu powtórzyć: po co? Po co ma to kosztować tylko na wstępie ponad 800 mln zł. Według zwolenników ta inwestycja ma rozwinąć port w Elblągu. Ale ten jego rozwój, to kolejne miliony na rozbudowę. Dla kogo?
Niespecjalnie mogę i niespecjalnie umiem pojąć to całe przedsięwzięcie, z tego między innymi względu, że akurat minionego lata byliśmy tam na wakacjach. Podróżowaliśmy na mierzeję z Mazur, jadąc tam przez okolice Elbląga i samo to miasto. Co się tyczy okolicy, to snuliśmy się prawie poboczami. W związku z tym dosyć mnie razi argument, że ta inwestycja ma ożywić port w Elblągu i sąsiednie miasta. Jak można ożywić coś, czego nie ma? W tej właśnie okolicy Elbląga uderzyło mnie bowiem to, że tam prawie nikt nie mieszka. Nawet w porównaniu z Mazurami, a gdyby porównać z południem kraju, to już w ogóle przepaść. „Puste pole za stodołą”, a jak dom, to też wyglądający na pusty. Sam Elbląg, według wiki, posiada sobie ok 120 tys. mieszkańców. Pomyślałem, że może przynajmniej aglomeracyjkę ma. Z mierzei wszakoż widać było Frombork. Pamiętałem, że to miast, pomyślałem, że może większe, niż mi się wydaje. Zerknąłem do tej samej wiki. Wynika z niej, że tenże Frombork, to ma 2,7 tys mieszkańców. Tyle, ile u nas wioski. Myślę więc, że może wiedza geograficzna mnie jeszcze bardziej zawodzi i np. sąsiednie Tolkmicko jest jakieś duże. Również 2,5 tys. mieszkańców. Zusammen do kupy, to nawet trochę więcej, niż sama Milówka, ale chyba już mniej, niż Łodygowice. Jak się ma region rozwijać i komu ma się rozwijać, skoro tam nie ma ludzi? Znajoma odparła mi na to:
- Pewnie potem tam przyjadą.
Może. Mnie w związku z tym, że przyjadą, skojarzyła się pewna historia 20 lat temu czytana, a działa się jeszcze dawniej. Kiedyś mianowicie czytałem spięty rocznik, albo i kilka roczników tygodnika „Rola” z lat 30-stych. Wnętrze, główna treść, nie powalały. Pismo religijne, prawicowe, oczywiście antysemickie. Miało jednak jeden zasadniczy plus. Kronikę kryminalną. Znajdowały się w niej rzeczy przedziwne. Często, w swojej okrutności, jednocześnie jakieś absurdalne, niewiarygodne, nie z tej ziemi, w związku z czym nie wiadomo było, czy się śmiać, czy płakać. Właśnie w tej rubryce znalazła się ciekawa historia z lat 30-stych. Gdzieś na Oceanie Indyjskim płynął stateczek, wiozący ludzi z jednej wyspy, na drugą. Podobno nawet kilkaset osób, wśród których gruchnęła wieść, że właśnie za lewą burtą przepływa jakaś znana i wieka amerykańska jednostka pływająca. Rzekomo ci wszyscy pasażerowie indonezyjscy ruszyli na tą właśnie lewą burtę, oglądać amerykański statek. Skutkiem tego, podkreślę że rzekomo, zrobił się taki przechył, że stateczek, z klasycznym zapewne dalekowschodnim przeludnieniem, zaczął tonąć. Jakąś część ludzi udało się wyratować, ale ponad setka się potopiła.
Kiedy więc ci ludzie w rejon Elbląga już przybędą, logika inwestycji nakazywałaby, żeby przybyli wodą, nowo wykopanym rowem. Jeśli będzie ich tak wielu, będzie groźba, że przy słynnej płyciźnie Zalewu Wiślanego ugrzęzną gdzieś pośrodku.
Rzecz jasna takie wątpliwości są niczym, naprzeciw zarzutu bycia za Putinem lub co gorsza zielonym terrorystą.

wtorek, 01 stycznia 2019

 

awka_niepodlegoci

„Co autor miał na myśli?”, to oczywiście kultowa dla wielu fraza z lat szkolnych. Jak to dobrze cofnąć się w czasie? Co miał na myśli projektant ławeczek nieodległości? Dużo się o tym mówi w ostatnich dniach, ale prawdy nie słyszałem.

My trafiliśmy na ławkę w Węgierskiej Górce, obok bunkra z II wojny świat. I miejsca, gdzie odbywają się uroczystości patriotyczne.
Można zacząć od zalety. Te ławki podobno są antywandalowe. Ma szanse być to jedyne trwałe, co pozostanie po 100-leciu od odzyskania niepodległości. Reszta została za niemałe pieniądze przemaszerowana i przemachana.
O łaskach niepodległości mówi się ostatnio niepochlebnie, ale nie chcę tego powielać. Może z niektórych schodzi farba, z tej nie Tak, wyglądają jak katafalk.
Moją uwagę zwróciły dwie sprawy. Pierwsza, skoro już wydali na jedną 30 tys. zł, mogli wydać i 30 050 zł, dokładając jakąś tabliczkę z instrukcją obsługi części multimedialnej. Pisało USB i był wtyk, były przyciski: play, next, previous i głośnik. Włączałem, ale głucho. W sieci czytam, że gniazdo USB do podładowania urządzenia, a po naciśnięciu przycisków coś powinno iść z głośników. Choćby kilkusłowna instrukcja by nie zawadziła. Może nie jestem najbardziej bystry elektronicznie, ale wyobrażam sobie, że z ławki często będą korzystali jeszcze mniej bystrzy.
Sprawa druga, co spowodowało, że na tak dupnym „katafalku” jest tylko jedno siedzisko? Albo raczej, jak to interpretować? Nasza niepodległość taka egoistyczna, taka wsobna? Tak bardzo różne jej indywidualne definicje, że dwie osoby nie zasiądą na równym poziomie? Tak bardzo sprzeczne negujące się wzajemnie jej indywidualne definicje że groźnym by było, żeby dwie osoby w ramach niepodległej się znalazły? Każda mnogość to przeciwieństwo niepodległośći? Czy może że multimedialna, a kontakt z wirtualem i tak jest jednostkowy? Wygląda na to, że czas integracji się skończył. TKJ. A wygląda jak na filmie:

piątek, 28 grudnia 2018

Nie_ma_Polski1

Zdjęcie: Urząd Gminy Goleszów

To zdjęcie, zamieszczone przed świętem 11 listopada, zamieścił na swojej stronie internetowej Urząd Gminy Goleszów. Z pozoru brzmi(bez urazy puńcowianom, mieszkańcom miejscowości w powiecie cieszyńskim, co zaraz zostanie wyjaśnione) dosyć groteskowo. Tylko z pozoru, ponieważ to cytat znanego zawołania z czasów walki o przynależność do Polski tych terenów, po I wojnie światowej. Okresu więc, kiedy miało ono dużo większą powagę i odzwierciedlało patriotyczne, propolskie nastawienie przygranicznej wsi.

Było to ponad miesiąc temu i zostało mi gdzieś tam w głowie, ale przypomniało mi się w ostatnich dniach i w kontekście tragicznych chwil. Wpadł mi mianowicie pewien post i komentarz do niego w grupie facebookowej: Tylko PiS i Andrzej Duda. Wklejony tam był post o niedawnym wypadku górników w Stonawie, artykuł Tygodnika Solidarność (popularny Tysol).Post miał lead: ku pamięci polskich górników, którzy zgięli na czeskiej ziemi”. Od razu napiszę, że trochę rozumiem takie sformułowania. Jeśli nawet można się ich czepiać od strony znaczeniowej, to przypuszczam, skąd się wzięły. W przypadku informacji, przekazywanych przez wszystkich i wszędzie, autorzy często starają się podać oryginalne myśli, aby się odróżnić i wielce zaawansowane interpretacje mogą być przesadzone. Ktoś rzucił w komentarzu wątpliwość, dlaczego „Bóg” ma wziąć w opiekę tylko polskich górników, a czeskich nie? Mnie zaskoczyła inna opinia, bardzo zaskoczyła i wszedłem w w związku z tym w ciekawą i, według mnie, kuriozalną przegadywankę. Wzięła się mianowicie od opinii jakiejś pani, że to nie jest czeska tylko polska ziemia. Okazało się, że tak jest w istocie i że w ogóle historia mogła się potoczyć inaczej. Reszta poniżej, polecam zerknąć. Dodam, że "moje" wypowiedzi zaczynają się od litery A w polu wypowiadającego się, a potem od słów: bardzo merytoryczna, polska dziewczyna i a to już.

screen_nast_4

Scren_3

niedziela, 09 grudnia 2018

Choinka_moje2Portal Beskidy News podał jeszcze w poniedziałek, że na żywieckim Rynku stanęła świąteczna choinka. Było to 3 grudnia, iluminacja nastąpiła w Mikołaja. Coraz wcześniej te święta, nie tylko w przestrzeni handlowej.
Drzewko jest ponownie za płotem, do czego odnosiłem się już nie raz. Można się takiego rozwiązania czepiać i uznawać za symboliczne, ale władze miejskie mogą mieć w tym przypadku uzasadnione powody. Nie tylko płot ponownie. Choinka w ogóle wygląda jak zeszłoroczna. W okresie szczytu klimatycznego, poważnie i bez kpiny napiszę, użycie tej samej byłoby uzasadnione, ekologiczne i trendy.
Ekologiczne i trendy mogłoby być jeszcze coś. Zanim choinkę zwieńczył ostatni element, można było pomyśleć, że w obecnej sytuacji pasowałaby tam maska smogowa. Tym tropem idąc, może warto byłoby zawiesić na choince takie maski zamiast bombek. Kiedyś dzieci podchodziły do choinki i ścigały ozdoby - słodycze, zjadając je potem. W tym przypadku lokalna społeczność otrzymywałaby coś niemniej ważnego. Rekwizyt ochronny, który – jakiś sensowny – nie do końca wiadomo, gdzie kupić. Taki prezent od miasta czy Mikołaja.

wtorek, 27 listopada 2018

MAcura

Wójt Istebnej Łucja Michałek i jej zastępca, Ryszard Macura

 Jedną z ciekawszych konsekwencji wyborów samorządowych stał się pewien transfer kadrowo... polityczny. Jak podał portal Cieszyn Beskidy News, były burmistrz Cieszyna Ryszard Macura został wicewójtem odległej o kilka gmin Istebnej.
Był taki film fabularny pt. „Słońce wschodzi raz na dzień”. Jak go widziałem i zapamiętałem, byłem zbyt młody, żeby wyłowić ewentualny głębszy sens, jeśli oczywiście był takowy, bo nie jest to oczywiste. Wiedziałem jednak, że akcja filmu rozgrywała się (gdzieś na górskiej wsi) i że kręcony był w Koniakowie i Istebnej. Trójwieś nie jest mi obca, bywam tam od dawna raz na jakiś czas. Jest jednak coś takiego, że tamten film jest pierwszym, co przychodzi na myśl. Pierwsze skojarzenie. Czerń i bel okolicy, kopiate pagórki i domy jednorodzinne. Surowość wczesnej wiosny i stukot rąbanego toporami drewna. Gdzieś drogą, pomiędzy domami i groniami, wspina się półwojskowy radziecki łuaz. Wspinał się, wspinał,aż w końcu się wspiął. Dojechał do grupy drwali, której przewodziła postać, zapewne niejaki Haratyk, grana przez Franciszka Pieczkę. Z samochodu wysiadł Marian Kociniak, który grał sekretarza. Wysiadł i powiedział zdanie:”Daleko tu do was, jak do komunizmu”.
 Przypomniałem sobie tę scenę i to hasło po raz enty któryś tam. I wyobraziłem remake. Pana Ryszarda Macurę, niedawnego burmistrza Cieszyna. Jak majestatycznym krokiem, w nienagannie wyfasowanym garniturze, zmierza do forda focusa i rusza w kierunku Istebnej. Przebija się przez korki skrzyżowania na Ustroń i śmiało zmierza na S-52. Za Skoczowem skręca na Ustroń, a potem dalej. Przejeżdża przez zatłoczoną Wisłę i wspina się na Kubalonkę. Mija sanatorium, przeróżne Słowioczonki, Andziołówki, snując się cały czas w tempie adekwatnym do stanu drogi. Dojeżdża w końcu, po kwadransach masakry resorów. W drzwiach wita go szefowa, słynąca z szerokiego i uwidaczniającego piękne zęby uśmiechu prawie jak w wykonaniu min. Anny Zalewskiej, Łucja Michałek. „Daleko do was, jak do….” wita przełożoną Ryszard Macura.
  Nie mam nic personalnie do Łucji Michałek, która wygrała wybory, startując z listy Prawa i Sprawiedliwości i teraz ma prawdo dobrać sobie zespół. Nie mam nic personalnie do Ryszarda Macury, który kojarzony jest z Prawem i Sprawiedliwością, jeśli nawet formalnie nie należy do tej partii, za kadencji którego wycofano WOŚP z Cieszyna i Krytykę Polityczną z mostu na granicy. Ba, rozumiem nawet, i to dobrze rozumiem, że nie chce być zwykłym nauczycielem. Rozumiałbym też jednocześnie wkurzenie mieszkańca jedenestotysięcznej gminy Istebna, dbającego o jej rozwój i zostawiającego w niej pieniądze, spełniającego wymogi formalne konieczne dla stanowiska wicewójta, że te pieniądze pojadą do Cieszyna z uwagi na partyjne preferencje, spadochroniarstwo i władzę przywożoną w teczce. Zwłaszcza, jeśli ów lokals miesza w centrum gminy, której przewodzi osoba z Jaworzynki.
Ryszard Macura, wchodząc do Urzędu Gminy Istebna, kątem oka widzi majaczącą w oddali Ochodzitą, mekkę beskidomaniaków, którzy ruszają ta oglądać wschód słońca. Słońca, które wciąż, mimo upływu połowy wieku, wstaje tylko raz na dzień.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16
zBLOGowani.pl