Wrażenia i analizy, czasem luźne, czasem zwarte
czwartek, 15 listopada 2018

Zlot_egzorcystwZdjęcie: niedziela.pl

Ciekawa rzecz wpadła mi w oko na stronie niedziela.pl. Odbywa się właśnie Ogólnopolski Zjazd Egzorcystów. Cóż? Różnych Bozia podobno ma lokatorów, bywają i tacy. Najciekawsze jednak jest miejsce zlotu. W miejscowości ROKITNO. Bez urazy za łopatologię, ale podkreślę, że rokita to inne określenie diabła, ergo i szatana, demona i też. Poniekąd zrozumiałe. Wiadomą sprawą jest, że pierwsi chrześcijanie zakładali swoje miejsca kultu na kultowych miejscach pogan. Żeby ich stamtąd wyrugać. Rokitno to zapewne, według podań i tradycji, miejsce w którym szczególnie obawiano się diabła i widywano ślady jego istnienia. Dlatego jest tam bazylika dlatego zebrali się tam egzorcyści. Następne zjazdy będą pewnie na Babiej Górze (Diablaku), w Borutach, w Czarcim Żlebie i wielu innych.

poniedziałek, 12 listopada 2018

tb1Zdjęcie: Beskidy News 

Robił to, co wszyscy wszędzie ostatnio Sunął palcem po wyświetlaczu smartfona. Zatrzymał się na informacji z wyłuszczonym drukowanymi dużymi literami: PILNE. Nacisnął. Potem już tylko skupił wzrok na monitorku i powiedział do kolegi.
- Kurde, popatrz.
- Co?
- Wyborcza. Piszą, że znaleźli sprawcę mordu na dziewczynie w Krakowie. Obdarł ją ze skóry, ta skóra podobno pływała po Wiśle. Makabreska.
- Może i makabreska, ale co? W roku 1998 się to działo. A czytałem dzisiaj, że niedawno zwalili starą fabrykę w Łodygowicach. Działała
właśnie do lat 90 – tych. Garbarnia skóry.
- Czarny humor.
-E, nie. Nie czarny humor, tylko świetny początek powieści kryminalnej.
-Jakoś się to ma do siebie?
- Tak generalnie, to gość po coś miał w Łodygowicach garbarnię i skóry. Wiadomo po co. Mógł mieć, bo nie było jeszcze Archiwum X, nie było badań DNA. Tam realizował potrzeby, które zrealizował i w Krakowie. Trzeba znaleźć powód, dla którego olał tą fabrykę i przeniósł z dzikimi fantazjami do grodu Króla Ćwieczka. Na Kazimierz. A przecież w 1998 roku cały Kazimierz wyglądał jak jeszcze niedawno ta garbarnia w Łodygowicach. Zabite dechami albo wybite okna, sypiący się tynk ze ścian, lecące gzymsy i czająca się za każdym rogiem niewiadoma, czy w ryj się dostanie zaraz z jednej strony, czy od razu z trzech przywalą.
- No fajnie. Tylko to jak w filmie, gdzie plan zabić Kilera, Siara miał zawsze. Pewnie o tym wszyscy myślą i pewnie już powstaje scenariusz filmu kryminalnego albo przynajmniej odcinka serialu, o wampirze z Kazimierza.
- No ba, ale nie mają tego przejścia na Łodygowice. A piękne jest. Przez lokalne kolesiostwo podżywieckie fabryka była zawsze w rękach familii. Przejście na przykład do lat 60 – tych, jak przez komunistyczną bylejakość nie wychodziło w papierach, że skór trochę za dużo. Dyrektor, czy jakiś tam pracownik się podniecał rękawiczkami z ludzi. Odjeżdżał podrajcowany swoją Pabiedą, czy inną czarną Wołgą. Zwyrodnienie miał, bo przechodziło genami, pokoleniowo. Więc przeskok akcji znów w tył. Oczywiście znamiona i ślady, nie że za dużo powiedziane. Przeskok do 1935.
- Dlaczego akurat do 1935.
- Wtedy garbarnię skór założył tam w Łodygowicach jakiś koleś z Rybnika. Ta. którą miał w Rybniku, spłonęła. Ot tak sobie spłonęła? Ludzie się jorgli, że jest jakiś związek między zaginięciami osób i czasem znalezieniem kogoś obdartym ze skóry, a garbarnią. Oczywiście związek nieudowadnialny, dopóki w archiwach tego nie wygrzebie jakiś współczesny Borewicz, czy lokalny Mock. Mocek raczej. Rybnik pewnie wtedy  był ciekawym miastem, znów przeskok sceny i akcji, fajny opis scenografii i obyczajów. A jakby się jeszcze udało pod to Zipsera podciągnąć, to ja, miód, dla mnie przenajsłodszy?
- Jakiego Zipsera?
- No bo podobno przed garbarnią tam była fabryka sukna Zipsera z Bielska. Tutaj jakie zajebiste przejście, pokazanie ówczesnego świata? Tramwaj przejeżdżający przez kamienicę, ubrania z fabryki Tislowitza, likiery Grossa, POW-iacy idący spacerkiem na strzelnicę tam gdzie dzisiejsze Złote Łany.
- Pięknie.
- No, w sumie pięknie. Tylko cała sprawa ma jeden tylko wprawdzie, ale niestety kurwa zajebisty minus, sam o nim mówiłeś wcześniej. Taki, że to już było. Powstało tego typu powieści kryminalnych i serii cała masa, pewnie dziesiątki. Na szybko wymienię Krajewskiego i Mocka z Wrocławia i Popielskiego ze Lwowa, Wrońskiego i Maciejewskiego z Lublina, Cegielskiego z Warszawy, pewnie jeszcze wielu innych jest. Dupa i już.
- No tak. Znany problem twórcy, że wszystko już było.
- Bo było.
- No, ale może i tak warto?
- E tam, takie zżynanie? Nie uważam. Albo masz swój styl, swoje wymyślasz,
znajdujesz, tworzysz, albo tego nie robisz, bo zżyną udowadniasz sobie własną kiepskość i że nie masz nic do powiedzenia, zamiast szukać. Oczywiście wiem, że to się daje obalić i pewnie ma dziury. Ale tak uważam.
- Po prostu masz zasady, haha.
- Tak. Mam zasady i nie lubię kwasów.
- Greeps chemików?
- Nie. Teściowej hasło, nie jest chemikiem.

sobota, 10 listopada 2018

Piecki

To jest oferta Poczty Polskiej. Wystawa przed ladą. Jakaś książka da dzieci z napisem Żołnierze Wyklęci i podobizną rotm. Pileckiego, przed przepisami na ciasto i kalendarzami, a za geografią dla dzieci. Jak można wnioskować, książeczka o żołnierzach wyklętych, to kolorowanka, albo wyklejanka. Nie pierwszy to raz ideał sięga bruku. Jak ma wyglądać dialog, skoro to obok geografii dla dzieci?

- Tato,a kto to jest?

-To taki pan,który sam poszedł do Auschwitz.

-Co to Auschwitz.

-A co to Żołnierze Wyklęci?

Albo:

-Czy obok tej szynki to kucharz?

Dla mnie niekiepska profanacja. Zresztą nie pierwszy raz bohater opada na bruk.

IMAG8094Opisywałem już uroki słowackiego Bobrova i pewnego miejsca. Podczas pobytu tam, wydarzyło się jeszcze coś ciekawego, co nasunęło konkretne skojarzenia.
Przypomniała mi się przygoda siostry z dosyć dawnych czasów, chyba nawet poprzedniej epoki. Byli w Pradze spali w schronisku młodzieżowym. Poszli do miasta i jak wrócili, nie było pościeli. Pobiegli do kierowniczki i kolega siostry marudził, „sczesczając” trochę:
-Pani, „postel” nam zajebali.
-Ne może byt, jak postel?
Pobiegła tam z nim. Weszli, pani zaprezentowała westchnienie ulgi, pokazała na łózko i powiedziała coś, co po polsku brzmiałoby mniej więcej jak:
-No, przecież jest łóżko?
Rzeczywiście, łóżko było, pościeli nie. Okazało się, że po czesku postel oznacza łóżko. Sprawa mi się troszkę przypomniała po wielu latach. Podczas weekendowego pobytu w Bobrowie i nad Jez. Orawskim wydarzyło się coś podobnego. Po przyjeździe zobaczyliśmy nad brzegiem jakąś jakby starą kanapę. Śmialiśmy się, że pewnie lokalsi przychodzą przed zmrokiem sobie posiedzieć. Przedzmrokiem przypłynęła motorówką młoda para. Ona wysiadła, on odpłynął gdzieś, a za chwilę wrócił lądem. Powiedzieli nam, że ta kanapa, to taki ich prototyp machiny pływającej. Rzeczywiście stała na jakiejś płycie OSB jakby. Wzięli z krzaków taką długą tyczkę i odpłynęli na tej platformie.
Nadszedł drugi dzień. Na tym samym miejscu stacjonował słowacki artysta, taki malarz, co się zowie, co nawet wystawę miał w żywieckim Klubie Śrubka, Slavko Slivka. W leciutką sztamę weszliśmy. Przechodził koło nas, zagadując i przesuwając z ziemi nasz koc. Zapytał przy tym o właściciel prototypu. Czy byli wieczorem i zabrali…. Padło słowo postel. Widząc, że Beata patrzy na nasz koc w jego ręce i otwiera usta, poprosiłem:
- Nie wchodź w ten temat, nie odkręcimy go potem przez 5 minut.

IMAG8071

IMAG80971

IMAG8104

wtorek, 06 listopada 2018

dudus   Bardzo mnie dziś prezydent Andrzej Duda zaimponował. Pakował i wysyłał paczki. Zaimponował nawet nie tym, że pracował, wraz z żoną nawet. Czad polegał na tym, że pakował przesyłki, w których były flagi na okoliczność i święto 100 – lecia odzyskania Niepodległości. Pięknie, bo święto w najbliższą niedzielę, a więc 4 dni robocze, a oni to pakowali i wysyłali dzisiaj, do 43 500 urzędów miast, gmin i sołectw w Polsce. Czad, bo uwielbiam robienie wszystkiego na ostatnią chwilę. Według mnie to objaw luzu, braku napięcia i życia chwilą. Szczytem tej sytuacji była anegdota rodzinna, jak ktoś jechał w delegację, a żona obiecała beret na wyjazd i jeszcze wy windzie, przy jeździe męża na samolot, beret sztrykowała. Czad, jak mają na to mało czasu. A przecież od 99 lat było wiadomo, że ta data nadejdzie. Czy dotrą na czas, na niedzielę? Pewnie tak, pewnie przesyłki będą miały należyty priorytet. Może to reakcja na to, że nie będzie marszu? Klecą cokolwiek.
  Zdążą, ale i tak żal mi tylko poczty polskiej i pocztowców. Będą zasuwać. Przypomniał mi się zaraz w zw z tym refren pewnej piosenki. Znamienne. Formacja, czy projekt: „Beneficjenci splendoru”. Frazy:”jestem robotem, zapierdalam w sobotę”, „jestem robotem za niewielką kwotę można mnie kupić”.

">

zBLOGowani.pl