Wrażenia i analizy, czasem luźne, czasem zwarte
środa, 24 października 2018

komisja

  Dzień zapowiadany od dawna. Rzekomo wszystkie drogi prowadzone były tak, żeby w tą datę mieć najszerszy strumień i najgładszy asfalt. O tym dniu piali politycy i samorządowcy, rozkminiały media, ćwierkano z ambony. Władcy największych zadupiów i zapleczy sracza oferowali komu bądź notesiki z Myszką Miki o macedońskie koniaki. Z sympatii, rzecz jasna. Liczni sceptycy twierdzili jednak, że to przez wybory. Wiele imprez było tak układanych, żeby przypadły dokładnie na ten czas. Albo wręcz na ciszę wyborczą. Obiecanek dookoła więcej, niż człowiek w wieku przedszkolnym usłyszał. Groza trochę była – dla psa przynajmniej – myśleć, co to za fajerwerki nie będą w niedzielę i jaki cudowny świat od poniedziałku. Wifi dla kasjerek w każdym markecie, podczas biegów izotonic w rzekach zamiast wody i co tylko wyobraźnia podsunie. W miarę zbliżania się tego dnia atmosfera gęstniała. Prawie nie było wiadomo, czy przez nią siekiera rąbiąca lakierowaną płytę w powietrzu zostaje, czy przez smog.
Nadszedł. Znużony wcześniejszą gęstością późno rozświetliłem kwadrat. O jakim rozświetleniu tu mówić? Nie tylko, że październik i krótki dzień. Ten właśnie dzień. Buro, deszczowo, wietrznie, ponuro. Za co się zabrać? Lektura nie wciąga, telewizja również, jak rzesz ja się uspokoję? Do urny wieczorem, skoro nie jest się skowronkiem w żadnym procencie. Na polu tylko wiatr i nogi pięćsetplusów zamiatały żółkniejące liście. Widać było, że niedawno padało. A jeszcze przed chwilą wszystko świadczyło o słońcu. Komu to przeszkadzało?
  Poniedziałkowy poranek przyniósł wieść, że to bujda a nie revolution day, wszystko jest po staremu i jednak nie ma żadnych bunkrów, ale i tak jest zajebiście.
   A niedziela? Przypomniała mi pewien inny dzień, sobotę chyba. Noc właściwie, po letnim dniu przełomu czerwca i lipca 2012 roku. Chwilę wcześniej polscy kopacze przegrali z Czechami i odpadli z Euro 2012. Imprezy, którą jako kraj organizowaliśmy. Gospodarzostwo zostało Polsce przyznane co najmniej 5 lat wcześniej. Miało być fajnie, wywiady miały być, stadiony miały powstawać. Przede wszystkim miało to być kiedyś tam. To była cezura. Organizacyjnie jakoś poszło, piłkarsko, jak zawsze. Utkwiła mi sytuacja z kilku dobrych godzin po meczu z Czechami. Co najmniej środek nocy, otwarte okno bo ciepło i nagle słychać pijacki krzyk: „Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało”. Może i nic, piłkarsko, tyle tylko, że człowiek stał się takim, jakby, mniej przed czterdziestką.

Wróciłem do opasłego Miłosza, którego zacząłem czytać prawie że przed czterdziestką i wciąż treściowo jest przede mną.

sobota, 20 października 2018

Tyt_sala

Ulokowaliśmy się na świetnym miejscu do nocowania samochodowego na Małej Fatrze, na parkingu Novy Dvor, obok dawnych wyciągów. Piękne widoki na Mały Rozsutec i skały, do tego funkcjonalnie. I z ciekawostką przyjąłem fakt, że jak tylko tam zaparkowaliśmy, w w tym samym momencie podjechało auto osobowe, na słowackich rejestracjach. Facet poszedł do budynku dawnego wyciągu i strasznie długo tam czegoś szukał albo coś sprawdzał. Zdziwiłem się, że w sobotę po południu taka kontrola? Łaził, łaził, zszedł z balkoniku i odjechali. Jakieś pół godziny późnej podjechał inny samochód, na czeskich blachach (choć rejestracje chyba już nie są z blachy?). Wysiedli jacyś kolesie, poszli do starej stacji wyciągu i kroczyli dokładnie dróżką tych poprzednich. Ale to dokładnie. Jak nasz pies za tropem kota na Mazurach kiedyś. Te same kroki,te same reakcje. Dziwiliśmy się, co to, ale ciut się domyślałem. Potem, gdy zeszli, zapytałem się, czy to jakaś gra? Przyznali, że gra terenowa. W tym samym miejscu pojawił się dzień później koleś z niemniej ciekawą pasją. Należy do grupy takich, co to zwiedzają nieczynne już obiekty turystyczne albo przemysłowe.

Sobotniego wieczora, właściwie tuż przed zmrokiem, zobaczyliśmy jakieś światła dużych latarek pod Wielkim Rzsutcem. Stwierdziliśmy, że to pewnie jacyś wspinacze, śpiący na dziko. Śmialiśmy się i stworzyli fantazję, że oni są w ostatnim obozie pod K2, my jesteśmy baza główna. Oczekujemy ataku szczytowego. Pan, który zwiedza stare budowle dziwił się, że można w takim miejscu spać w aucie, w połowie października. No, tak jakby zwiedzanie ruin socjalizmu bez klimatu było bardziej normalne? Beata odpowiedziała na to, że musimy być i dawać wsparcie tym pod Rozsutcem. Pan się zapytał, czy rzeczywiście.

IMAG9127

 

IMAG91081

kopia_auta1

poniedziałek, 15 października 2018

do_pikselowania_2

Półmaraton w Terchovej. Janosikowy. Zabiera bogatym – wytrenowanym, daje biednym – tym mniej. Tym niemniej było bardzo pierwszorzędnie. Okoliczności przyrody i krajobrazu jak w Photoshopie na 2020 rok, widoki jak na Małej Fatrze, czyli jak mało gdzie, rezultat jak zawsze przy nietrenowaniu, czyli brać zanim się rozmyślą. Tak, to powinna być moja kolejna pochwała nietrenowania. Inaczej. Niebiegania, bo nie lubię słowa trening. Niebieganie: bo czasu brak, bo weekendowe wyjazdy, bo pies ma zapachy i woli je od biegania a przyzwyczaiłem się do jego towarzystwa, bo dzień za krótki, bo na chlebie za dużo mąki. Na domiar wszelkich „bo”, gdy już miałem robić próbę generalną, będąc poza domem, okazało się, że z miejsca gdzie byłem, skutkiem zbiegania, „zostały zniknięte” buty biegowe i miast nich musiałem się poddać autokontroli w obuwiu bardzo improwizowanym. Co ciekawe, sprawdzałem wówczas, jak też mi pójdzie w biegu na 10 km, bo ten dystans najsampierw zamierzałem biec. Kilka godzin przed startem palnąłem się w łeb, po skojarzeniu, że to idiotyzm i tak nie można. Uznałem, że najwyżej zostanę – jak wiadoma postać z filmu „Lot nad kukułczym gniazdem”, mówiąca: „ale przynajmniej spróbowałem. Spróbowałem, i taki czas, na takiej trasie zaś biorę w ciemno. Ciemne, to brałem potem. Można było z czystym sumieniem oddać do automatu butelki zwrotne i nabyć pełne. Impreza, tradycyjnie bardzo fajna. Organizowana przez Milana Laurencika. Chyba kandyduje w jakichś wyborach lokalnych. Oby skutecznie, niech organizacja biegu trwa.

IMG_20181013_140042_HDR

IMG_20181013_121629

IMG_20181013_124642

IMG_20181013_121650

IMG_20181013_130031

niedziela, 14 października 2018

Jesien2

Jeśli ktoś, jak ja, uważa że w wyższych partiach tych gór widział już prawie wszystko. Godny jest niższy poziom jesienią. Słowacka Mała Fatra, szczególnie jej część z Rozsutcami, to ciekawe połączenie skał i lasu liściastego.

IMAG9056

IMAG9064

IMAG9065

IMAG9079

IMAG9116

IMAG91311

IMAG9128

IMAG9135

IMAG9184

środa, 10 października 2018

PAtryk_Jaki

Zdjęcie: Oczko się mu odlepiło,temu misiu FB

Politycy robią sobie ostatnio filmiki na tle regałów, całych ścian właściwie, z książkami. Konkretnie,t Trzaskowski i Jaki, przy okazji walki o główny stołek w Warszawie.

- Może nie wyrzucać książek, takie popularne ostatnio – powiedział mi ktoś, zanim unicestwiłem.

Faktycznie, wywoziłem akurat pół auta książek na makulaturę, zgromadzonych kiedyś różnych celach. Żal bo żal, grzech bo grzech, ale co zrobić? Nie mam na nie miejsca, nikt ich nie weźmie ani tym bardziej nie kupi. Fakt, chyba że n tło. Starczyło bo dla pretendentów na gospodarzy wszystkich miast kilku województw, w tym bogatego w miasta – śląskiego.

Setki kilogramów słynnej scenerii filmowej przełożyło się na 20 zł gotówki w portfelu. Po południu przekazałem całość kwestującemu na prezent urodzinowy kolegi z pracy.

zBLOGowani.pl