Wrażenia i analizy, czasem luźne, czasem zwarte
czwartek, 22 listopada 2018

Legia_Pogo1Zdjęcie: Całym sercem za Legią FB

   Wbrew pozorom nie jest to zadanie niemożliwe, bowiem, jak wiadomo, wszystko jest względne. Bezwzględnie za to przypomnieć pragnę teraz anegdotę, którą być może wiele razy przytaczałem, jednak uważam że jest bardzo godna.
Koledzy byli na kilkudniowej szkolnej wycieczce. Kilkudniowej, a więc, w czasach przedinternetowych i przedkomórkowych, z ograniczonym dostępem do mediów. Był to szczególny czas, bo nadchodziły pierwsze po wojnie wolne wybory parlamentarne. Zupełnie wolne, nie tam, że jakiś sejm kontraktowy. W związku z tym i już wówczas, nie tylko że debaty, ale objawiały się już sensacyjki, pierwszy antysemityzm, co rusz komuś teczuszki z ubecji wyciągali. Znajomi byli na tej wycieczce razem z wychowawcą, wuefistą. No i ten wychowawca kupił rano gazetę. Wszyscy się na tą prasę rzucili, zerknąć co tam w kampanii. Tymczasem wychowawca na to: „chwila, chwila”. Odwrócił dziennik na sam koniec, do przodu nawet ie zerkając. Sprawdził wyniki i przekazał chłopakom gazetę. Byliśmy śmiertelnie oburzeni. Jak tak można? Tyle ważnych spraw się dzieje na świecie i zaczynać od sportu? Widać, że wuefista. Magister od koziołków, inteligencik specjalnej troski. Niestety nie minęło dużo czasu, pewnie kilka lat, kiedy to zorientowałem się, że kupując poczytny papierowy dziennik, zaczynam jego czytanie od tyłu, czyli od sportu, często wręcz na tym poprzestając.
   Sobotę 10 listopada postanowiłem spędzić niezawiśle i niepodlegle. Przede wszystkim nie dać sobie narzucić jakichś trendów. Po prostu włączyłem telewizję. Wśród nagranych miałem mecz polskiej ekstraklasy piłki nożnej: Pogoń Szczecin – Legia Warszawa. Pomyślałem, że puszczę sobie. A czemu nie, skoro tyle wolnego? No i leciało. Ciekawe, bo myślałem, że zjawisko smogu tyczy się tylko południowej Polski. Tymczasem w Szczecinie jakoś szaro, buro, bez kolorów. Sprawdzałem, czy mi się aby dekoder nie zepsuł. Wiedziałem, że istnieje w nim możliwość odtwarzania przyspieszonego ale że spowolniony też? Trochę ten mecz wyglądał, jak na skrócie meczu piłkarskiego z lat 80-tych. Teraz wszyscy piłkarze na boisku się poruszają. Poza Polską rzecz jasna. Kiedyś poruszali się tylko: ten przy piłce i najbliższy zawodnik. Jakoś tak, szybko odpłynąłem.
Palnąłem się nagle w czoło. Przypomniałem sobie, że mój ulubiony program o polityce leci w telewizji. To taki, w którym występują same kobiety. I mówią właśnie o polityce. Raz to widziałem i stałem się wiernym widzem. Pani reżyser, pani filozof, pani pisarka, równe kobiety. Pozostałem przy oglądaniu tegoż, gdyż one ze sobą rozmawiały. Jak ludzie. Rozmawiały o polityce. Jedna mówiła na przykład, że Wałęsa,to zbawca narodu. Druga na to, że jej się wydaje ważniejszy epizod z Bolkiem, ale jeśli tamta tak uważa, to można przemyśleć,i takie tam. Wyłączyłem więc ten niesamowity mecz Legii z Pogonią i włączyłem babski program. Dodam jeszcze, że moja fascynacja nim trochę straciła na aktualności. Od jakiegoś czasu bowiem prowadzący zaczął sprowadzać też polityczki. Najpierw raz za czas, a potem co drugi program był z goszczącymi paniami politykami. I tutaj już te wymiany kwestii były znacznie mniej przyjemne. Nie zrażałem się jednak. Nie zraziłem i teraz. Wyłączyłem mecz Legi z Pogonią, puszczając Babilon. Rzeczywiście były polityczki. Włączyłem kilka lub kilkanaście minut o początku, więc były już należycie zagrzane do boju. Kłóciły się jak cholera. Na zasadzie: „Lech Wałęsa to ojciec naszej wolności”; odpowiedź: „co za amoralna bzdura, to donosiciel i Bolek, jak można uważać inaczej”; „co też pani mówi, to świadectwo demoralizacji i skandal”. Włączała się druga, potem trzecia. Nastąpił wielogłos z takim szumem medialnym, że p kwadransie nie dało się nic usłyszeć, o wnerwie na nietolerancję już nie mówiąc. Chwyciłem znów za pilota. I to szybko, jakby parzył i trzeba było natychmiast wykonywać operacje nim.
Pogoń wygrała 1:0.

czwartek, 15 listopada 2018

Zlot_egzorcystwZdjęcie: niedziela.pl

Ciekawa rzecz wpadła mi w oko na stronie niedziela.pl. Odbywa się właśnie Ogólnopolski Zjazd Egzorcystów. Cóż? Różnych Bozia podobno ma lokatorów, bywają i tacy. Najciekawsze jednak jest miejsce zlotu. W miejscowości ROKITNO. Bez urazy za łopatologię, ale podkreślę, że rokita to inne określenie diabła, ergo i szatana, demona i też. Poniekąd zrozumiałe. Wiadomą sprawą jest, że pierwsi chrześcijanie zakładali swoje miejsca kultu na kultowych miejscach pogan. Żeby ich stamtąd wyrugać. Rokitno to zapewne, według podań i tradycji, miejsce w którym szczególnie obawiano się diabła i widywano ślady jego istnienia. Dlatego jest tam bazylika dlatego zebrali się tam egzorcyści. Następne zjazdy będą pewnie na Babiej Górze (Diablaku), w Borutach, w Czarcim Żlebie i wielu innych.

poniedziałek, 12 listopada 2018

tb1Zdjęcie: Beskidy News 

Robił to, co wszyscy wszędzie ostatnio Sunął palcem po wyświetlaczu smartfona. Zatrzymał się na informacji z wyłuszczonym drukowanymi dużymi literami: PILNE. Nacisnął. Potem już tylko skupił wzrok na monitorku i powiedział do kolegi.
- Kurde, popatrz.
- Co?
- Wyborcza. Piszą, że znaleźli sprawcę mordu na dziewczynie w Krakowie. Obdarł ją ze skóry, ta skóra podobno pływała po Wiśle. Makabreska.
- Może i makabreska, ale co? W roku 1998 się to działo. A czytałem dzisiaj, że niedawno zwalili starą fabrykę w Łodygowicach. Działała
właśnie do lat 90 – tych. Garbarnia skóry.
- Czarny humor.
-E, nie. Nie czarny humor, tylko świetny początek powieści kryminalnej.
-Jakoś się to ma do siebie?
- Tak generalnie, to gość po coś miał w Łodygowicach garbarnię i skóry. Wiadomo po co. Mógł mieć, bo nie było jeszcze Archiwum X, nie było badań DNA. Tam realizował potrzeby, które zrealizował i w Krakowie. Trzeba znaleźć powód, dla którego olał tą fabrykę i przeniósł z dzikimi fantazjami do grodu Króla Ćwieczka. Na Kazimierz. A przecież w 1998 roku cały Kazimierz wyglądał jak jeszcze niedawno ta garbarnia w Łodygowicach. Zabite dechami albo wybite okna, sypiący się tynk ze ścian, lecące gzymsy i czająca się za każdym rogiem niewiadoma, czy w ryj się dostanie zaraz z jednej strony, czy od razu z trzech przywalą.
- No fajnie. Tylko to jak w filmie, gdzie plan zabić Kilera, Siara miał zawsze. Pewnie o tym wszyscy myślą i pewnie już powstaje scenariusz filmu kryminalnego albo przynajmniej odcinka serialu, o wampirze z Kazimierza.
- No ba, ale nie mają tego przejścia na Łodygowice. A piękne jest. Przez lokalne kolesiostwo podżywieckie fabryka była zawsze w rękach familii. Przejście na przykład do lat 60 – tych, jak przez komunistyczną bylejakość nie wychodziło w papierach, że skór trochę za dużo. Dyrektor, czy jakiś tam pracownik się podniecał rękawiczkami z ludzi. Odjeżdżał podrajcowany swoją Pabiedą, czy inną czarną Wołgą. Zwyrodnienie miał, bo przechodziło genami, pokoleniowo. Więc przeskok akcji znów w tył. Oczywiście znamiona i ślady, nie że za dużo powiedziane. Przeskok do 1935.
- Dlaczego akurat do 1935.
- Wtedy garbarnię skór założył tam w Łodygowicach jakiś koleś z Rybnika. Ta. którą miał w Rybniku, spłonęła. Ot tak sobie spłonęła? Ludzie się jorgli, że jest jakiś związek między zaginięciami osób i czasem znalezieniem kogoś obdartym ze skóry, a garbarnią. Oczywiście związek nieudowadnialny, dopóki w archiwach tego nie wygrzebie jakiś współczesny Borewicz, czy lokalny Mock. Mocek raczej. Rybnik pewnie wtedy  był ciekawym miastem, znów przeskok sceny i akcji, fajny opis scenografii i obyczajów. A jakby się jeszcze udało pod to Zipsera podciągnąć, to ja, miód, dla mnie przenajsłodszy?
- Jakiego Zipsera?
- No bo podobno przed garbarnią tam była fabryka sukna Zipsera z Bielska. Tutaj jakie zajebiste przejście, pokazanie ówczesnego świata? Tramwaj przejeżdżający przez kamienicę, ubrania z fabryki Tislowitza, likiery Grossa, POW-iacy idący spacerkiem na strzelnicę tam gdzie dzisiejsze Złote Łany.
- Pięknie.
- No, w sumie pięknie. Tylko cała sprawa ma jeden tylko wprawdzie, ale niestety kurwa zajebisty minus, sam o nim mówiłeś wcześniej. Taki, że to już było. Powstało tego typu powieści kryminalnych i serii cała masa, pewnie dziesiątki. Na szybko wymienię Krajewskiego i Mocka z Wrocławia i Popielskiego ze Lwowa, Wrońskiego i Maciejewskiego z Lublina, Cegielskiego z Warszawy, pewnie jeszcze wielu innych jest. Dupa i już.
- No tak. Znany problem twórcy, że wszystko już było.
- Bo było.
- No, ale może i tak warto?
- E tam, takie zżynanie? Nie uważam. Albo masz swój styl, swoje wymyślasz,
znajdujesz, tworzysz, albo tego nie robisz, bo zżyną udowadniasz sobie własną kiepskość i że nie masz nic do powiedzenia, zamiast szukać. Oczywiście wiem, że to się daje obalić i pewnie ma dziury. Ale tak uważam.
- Po prostu masz zasady, haha.
- Tak. Mam zasady i nie lubię kwasów.
- Greeps chemików?
- Nie. Teściowej hasło, nie jest chemikiem.

sobota, 10 listopada 2018

Piecki

To jest oferta Poczty Polskiej. Wystawa przed ladą. Jakaś książka da dzieci z napisem Żołnierze Wyklęci i podobizną rotm. Pileckiego, przed przepisami na ciasto i kalendarzami, a za geografią dla dzieci. Jak można wnioskować, książeczka o żołnierzach wyklętych, to kolorowanka, albo wyklejanka. Nie pierwszy to raz ideał sięga bruku. Jak ma wyglądać dialog, skoro to obok geografii dla dzieci?

- Tato,a kto to jest?

-To taki pan,który sam poszedł do Auschwitz.

-Co to Auschwitz.

-A co to Żołnierze Wyklęci?

Albo:

-Czy obok tej szynki to kucharz?

Dla mnie niekiepska profanacja. Zresztą nie pierwszy raz bohater opada na bruk.

IMAG8094Opisywałem już uroki słowackiego Bobrova i pewnego miejsca. Podczas pobytu tam, wydarzyło się jeszcze coś ciekawego, co nasunęło konkretne skojarzenia.
Przypomniała mi się przygoda siostry z dosyć dawnych czasów, chyba nawet poprzedniej epoki. Byli w Pradze spali w schronisku młodzieżowym. Poszli do miasta i jak wrócili, nie było pościeli. Pobiegli do kierowniczki i kolega siostry marudził, „sczesczając” trochę:
-Pani, „postel” nam zajebali.
-Ne może byt, jak postel?
Pobiegła tam z nim. Weszli, pani zaprezentowała westchnienie ulgi, pokazała na łózko i powiedziała coś, co po polsku brzmiałoby mniej więcej jak:
-No, przecież jest łóżko?
Rzeczywiście, łóżko było, pościeli nie. Okazało się, że po czesku postel oznacza łóżko. Sprawa mi się troszkę przypomniała po wielu latach. Podczas weekendowego pobytu w Bobrowie i nad Jez. Orawskim wydarzyło się coś podobnego. Po przyjeździe zobaczyliśmy nad brzegiem jakąś jakby starą kanapę. Śmialiśmy się, że pewnie lokalsi przychodzą przed zmrokiem sobie posiedzieć. Przedzmrokiem przypłynęła motorówką młoda para. Ona wysiadła, on odpłynął gdzieś, a za chwilę wrócił lądem. Powiedzieli nam, że ta kanapa, to taki ich prototyp machiny pływającej. Rzeczywiście stała na jakiejś płycie OSB jakby. Wzięli z krzaków taką długą tyczkę i odpłynęli na tej platformie.
Nadszedł drugi dzień. Na tym samym miejscu stacjonował słowacki artysta, taki malarz, co się zowie, co nawet wystawę miał w żywieckim Klubie Śrubka, Slavko Slivka. W leciutką sztamę weszliśmy. Przechodził koło nas, zagadując i przesuwając z ziemi nasz koc. Zapytał przy tym o właściciel prototypu. Czy byli wieczorem i zabrali…. Padło słowo postel. Widząc, że Beata patrzy na nasz koc w jego ręce i otwiera usta, poprosiłem:
- Nie wchodź w ten temat, nie odkręcimy go potem przez 5 minut.

IMAG8071

IMAG80971

IMAG8104

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 67
zBLOGowani.pl