Wrażenia i analizy, czasem luźne, czasem zwarte
niedziela, 17 lutego 2019

ryZdjęcie: Ośrodek Rehabiitacji Mysikrólik FB/ Beskidy News

Podobno dziś jakiś Dzień Kota jest. Nie dla mnie. Nie, nie zapomniałem, po prostu nie obchodzę. Koty do mnie od dawna nie trafiają. Za to miałem dziś trochę kocią przygodę. Bieżyliśmy z psem leśną drogą. Piksel trochę tak nielegalnie, bez smyczy. Wyłonił się zza zakrętu jakiś pan i powiedział:
- Radzę wam weźcie psa na smycz. Przed chwilą mi przed oczami ryś przebiegł!
Zapiąłem psa, dla świętego spokoju, i odszedłem nieco. Pomyślałem, że kawał szczęścia miał ten koleś w Dzień Kota Jak donoszą media, taki ryś o tej porze roku i w Beskidach zobaczyć rysia, który zwykle żeruje w nocy i z dala od takich dróg.
- Jeśli chodzi o rysie, na pewno można mówić o kilku, około pięciu osobnikach. Są to samce i samice, dlatego mamy nadzieję, że będzie ich więcej. To stworzenia płochliwe i skryte, gdyby nie fotopułapki, byłoby nam trudno stwierdzić, że w ogóle tutaj występują – powiedziała prezes Stowarzyszenia dla Natury „Wilk” Sabina Pierużek – Nowak dla portalu Beskidy News.
Fascynujące. Czasem się wyjdzie z domu dosłownie na godzinę lub półtorej i spotka dosyć sporych szajbusów. O następnym niebawem.

czwartek, 14 lutego 2019

 opata_2

 Poseł Łopata (czwarty od lewej), demokratycznie i pluralistycznie roztaczający parasol nad posłanką Anną Muchą i wielebnym. Zdjęcie: Stefan Stypułkowski FB.

Posłowie RP z wielu dokonań słyną. Nic zresztą dziwnego, jest ich przecież wielu, więc już siła średniej na to wskazuje. Jedną z ciekawostek w ich wydaniu są rekordowe wojaże światowe. Gazeta Wyborcza opublikowała ranking najwięcej „przelatujących” parlamentarzystów oraz tych, którzy odbyli najdroższe wycieczki zagraniczne, a do tego w osobliwym celu. W zestawieniu za 2017 rok jednym z liderów tego rankingu był poseł z Żywiecczyzny, Kazimierz Matuszny. Jako absolwent politechniki był on w Australii na kongresie astronomicznym.

Co się zaś tyczy ostatniego rankingu – mniejsza o liderów zupełnych. Trzecią najkosztowniejszą delegację zaliczył pewien poseł z PSL-u, o nazwisku – nomen omen – pasującym do partii Łopata. Otóż ów Jan Łopata zaliczył delegację do Stanów Zjednoczonych, za 29 tys. zł. W jakim celu?Pełnił tam rolę obserwatora podczas wyborów do kongresu USA. Dodam, że wyborów uzupełniających. Tak. O take demokracje walczyliśmy. Nie jest z tą naszą tak strasznie źle, skoro sprawdzamy wybory nawet w Stanach Zjednoczonych. I nic dziwnego, że to właśnie PSL taką kontrolę sprawuje. Przecież ta partia zna się na demokracji jak mało która. Nie tylko, że z dużym stażem, ale i przez lata współsprawowała przy niskim poparciu, właśnie dzięki meandrom demokracji.

 

sobota, 09 lutego 2019

Olszewski1

Zdjęcie: IPN

Zmarł Jan Olszewski. Po informacji o jego śmierci okazało się, że to człowiek z bardzo pięknym życiorysem Abstrahuję w tym miejscu od tego, że każdy – z pewnymi wyjątkami – ma piękny życiorys, bo swój, niepowtarzalny. Sam Olszewski natomiast, był działaczem okołokorowskim, adwokatem opozycjonistów, autorem wskazówek, jak rozmawiać (czy właściwie nie rozmawiać) z UB. Wynika z biogramu, że wielka postać, kto chciałby o wielkości więcej się dowiedzieć, odsyłam do tegoż biogramu.
Jan Olszewski miał jednak w jednym momencie pecha, albo też podjął złą decyzję. Został mianowicie premierem rządu RP. W Polsce wybacza się wiele, ale nie bycia premierem. Prędzej czy później każdy premier będzie źle oceniany i miał więcej przeciwników niż zwolenników. Są oczywiście wyjątki, jak np. Jarosław Kaczyński, który był premierem przez kilkanaście miesięcy 12 lat temu i do tej pory wielu doń się zwraca per „panie premierze” i jak Donald Tusk, który premierem był przez 7 lat 5 lat temu i mało kto zwraca się doń per „panie premierze”. Wyjątki, ponieważ obaj byli tak przedemonizowani przez przeciwników i wyidealizowani przez zwolenników przed zostaniem premierem, że funkcja ta nie miała dla ich oceny żadnego znaczenia. Bycie premierem w Polsce to „umarł w butach”, a i tak wszyscy się do tego garną. Może to realna władza, ale nie jest to taki prestiż jak w przypadku prezydenta, czy taka kasa, jak w przypadku rusycystki w NBP.
Tak więc, z sobie znanych powodów, Jan Olszewski w 1991 roku został premierem RP, sformułował rząd i był nim do czerwca 1992. No i od tamtej pory nikt chyba go nie kojarzy z przezacną działalnością opozycyjną, tylko wszyscy z tym, że był premierem. Konkretniej – z lustracją (dekomuniazacją) i tuż po niej, z obaleniem rządu Jana Olszewskiego.
Byłem za dekomunizacją, ale nie za wszelką cenę i nie traktowałem jej jako panaceum na wszystkie bolączki. Bardzo niedawno wdałem się w jakiś dialog internetowy. Ktoś napisał mniej więcej tak: „trzeba było jak w Rumunii, rozstrzelać komuchów pod murem i dobrze na tym wyszli”. Zapytałem więc: czy Rumunia jest jakimś liderem jak chodzi o gospodarkę? Bo nic o tym nie wiem. Czy jest liderem pod względem wolności? Pierwsze słyszę. Czy jest lidem praworządności? Nic o tym nie wiem. Na postawione przeze mnie pytania uzyskałem odpowiedź z której wynikało, że rozstrzelanie komucha pod murem to znaczna wartość dodatnia, sama w sobie. Taka argumentacja intensywnie krążyła mi po głowie w czasie ostatnich dywagacji rocznicowych, związanych z Okrągłym Stołem.
Lustracja, teczki? Potrzebne to był, ale zabrakło chyba panu b, albo wyobraźni. Uważam, że przeprowadzana wówczas operacja ośmieszyła całą ideę lustracji na długie lata.
Obalenie rządu Olszewskiego? To konsekwencja wcześniej opisywanej lustracji. Odbyło się, ale co je spowodowało? Jedna strona twierdzi, że chciała właśnie lustracji dokonać i tamta strona nie pozwoliła. Z kolei tamta strona twierdziła, że sfera rządowa się dorwała do teczek i szantażując wszystkich dookoła chce dzięki temu zyskać władzę absolutną. Nie wierzę ani jednym, ani drugim. Zwłaszcza apologetom prawdy tym fakcie: Macierewiczowi czy Kurskiemu. Został więc rząd Olszewskiego obalony. Lustracja lustracją, ale osobiście uważam, że to był nie tylko jeden z najkrócej istniejących rząd III RP, ale też rząd największej niemocy w III RP, mający problem z podjęciem każdej decyzji. Jan Olszewski dzielił każdy włos na czworo i każdą decyzję musiał konsultować z tabunem koalicjantów. Owszem, taka była układanka sejmowa, ale nie zmienia to faktu, że ww zw. Z tym był to rząd niemoty. Na zakończenie Olszewski przemawiał, przecierając chusteczką skrajnie spocone czoło. Chyba, o ile mi się nie pomyliło, bo któryś jeszcze mdlał, chyba Mazowiecki. Tak, to były czasy. Premierzy podczas przemówień jeszcze mdleli i pocili na potęgę. Teraz się drą, że „im te pieniądze się należały”, albo serwują jakieś złośliwostki. Kiedyś było jakoś fajniej, jak mawiają nostalgiomanicy.
Przychodzi mi do głowy jeszcze pewne dziedzictwo rządu Olszewskiego i coś z czego zapewne prędzej go zapamiętam niż z przezacnej działalności opozycyjnej. Wprowadził w życie polityczne i publiczne Antoniego Macierewicza.
Wracając do domu, rozmyślając o Olszewskim, przełączyłem kartę przeglądarki. Przeczytałem że zmiana trenera skoczków jest mało prawdopodobna, ale jeśli nastąpi, to na kogo padnie? Pośród kandydatów, portal Sport Pl, podał Adama Małysza. Nieee Adam, Nieee!!!!. Z trenerem w Polsce jak z premierem, pocałunek śmierci. Żywy z tego nie wychodzi nikt.

 

czwartek, 07 lutego 2019

 Bawan_1

Pędziłem, to byłoby zbyt dużo powiedziane. Nigdy na biegówkach nie pędziłem. Zawsze było to dla mnie, z czego nie raz się śmiałem, narciarstwo śladowe i klasyczne. Śladowe, bo uprawiane w śladowych ilościach, kończone klasycznie w barze albo ze zniechęceniem. Ale wyrwałem się z domu, przejechałem trochę kilometrów i posuwałem na przód. Dobrze, że z psem, bo w związku z tym średnie tępo wychodziło całkiem niezłe. Według średniej koń i jeździec mają po trzy nogi, a rusycystka w szkole i rusycystka w NBP zarabiają po 450 tys. zł.
Oczywiście na weekend pogoda nie siadła i nie była tak fajna, jak w środku tygodnia. Trochę ciepławo, biegało się po kompociku, bez słońca i bez widoków. Nie no, że w życiu nie ma widoków, to wiem nie od dziś, ale trochę lepiej mogło być. Tatry nawet, zupełnie bliskie w teorii, w praktyce ledwo widoczne. W związku z tym chyba dosyć mnie już z daleka ucieszył pewien bliski i przyziemny widok, mianowicie stojący i całkiem misternie wykonany bałwan. Niby nic, ale zawsze to bałwan. Często się nie widuje. Ktoś się napracował. Coś na głowie, coś w ręce, z szyszek guziki, oczy i nos. Tylko trochę jakby diaboliczny był, albo paszkwilowaty, ponieważ nienaturalnie krótkie ręce miał. Niemniej jednak zrobiłem mu zdjęcie. Tak, na wszelki wypadek. Nigdy nie wiadomo, do czego może się przydać bałwan. Poza tym zakładałem, że lepsze obiekty westchnień migawki mogą się nie trafić. Żona została u wrót doliny, wszelkie lustra podobnież.
Pobiegłem dalej, do końca doliny, gdzie zrobiłem nawrotkę i wracałem tą samą trasą. Jak to zresztą w dolinie, trudno o inne drogi, z natury rzeczy. Mogłem się niby przebijać rzez górkę, ale tamtą trasą z psem nie wolno. Dobrze, swoją drogą, jest na co zwalić brak traperskiego zęba.
Wracaliśmy i jakoś mi się przypomniał ten bałwan. Palnąłem się w czoło, jaka jestem oferma. Przecież można przy nim było zrobić zdjęć co niemiara, że facebook przez tydzień byłby obsadzony. Selfie sobie mogłem jebnąć. I zadrwić z popularnego kiedyś: „zwykle nie publikuję takich zdjęć, ale z taką artystką nie mogłem sobie odmówić”. I fota z np. Kasią Kowalską. „Zwykle nie robię tego, ale taka postać, spotkana pomiędzy górami...”.
Albo: „W dzieciństwie nie lepiłem bałwanów, przez brak talentów manualnych, za to teraz, gdy jest możliwość wydruku w 3D...”.
Czy też: „Łubu dubu, łubu dubu, biega z nami prezes naszego klubu”.
Można na co dzień rżnąć skrytego, ale prawda jest taka, że gdzieś pomiędzy wierszami, dla chwili sławy w internecie, każdy by się dał pokroić.
Stwierdziłem, że na szczęście jeszcze nic straconego, zrobimy sobie bałwasesję w drodze powrotnej, czyli za chwilę. Byłem zresztą w niemałym, szoku na myśl, że tak mnie cieszy fakt, iż w końcu sobie jebnę selfie. Pewnie jedno z niewielu w coraz dłuższym życiu. Ta satysfakcja sprawiła, że mi się raźniej i ciekawiej wracało, mimo iż obiektywnie emocje jak na rybach. Buro dookoła, śnieg kompotowaty i przybrudzony, nadal brak perspektyw, pagórki przetrzebione z drzew. Choć nie, przepraszam, były emocje. Słowacki leśniczy przejeżdżał, przyhamował, uchylił szybę i powiedział:
- Dobry den pane, pies na smycz.
Zawołałem: „ok” i rżnąc głupa puściłem się dalej, gdzieś między krokami zapinając Piksela i nie czekając na ewentualny mandat.
Pełen radości i nadziei na fejm wypadłem zza zakrętu i coś mi w krajobrazie nie pasowało. Przecież to ta polanka?! Patrzę, nosz kurwa, bałwan leży w częściach. Komu on przeszkadzał? Pewnie Polacy tu byli. Nie będzie selfie. Chyba, że selfie pośród ruin architektury chwilowej i ulotnej. Zrobiło mi się smutno za wszystkie bałwany, których w dzieciństwie nie ulepiłem, a których byt zapewne ukróciłaby niejedna odwilż.
Życie zawodowe mnie nie raz przekonało, że jak się zdjęcia nie zrobi zaraz, to potem albo go już nie będzie, albo będą go mieli wszyscy dookoła na fotach. Ale to był weekend.

Bawan_2

Bawan_3

niedziela, 03 lutego 2019

Stefan_HrngacherZdjęcie: Stefan Horngcher FB

Stefan Horngacher podobno zdradził w ostatnich dniach, że w przyszłym sezonie zamierza być trenerem reprezentacji Niemiec, a nie Polski. Z pewną ulgą tą wiadomość przyjąłem. Lubię faceta,szanuję i bardzo cenię, ale sytuacja kiedy taki selekcjoner podpisuje umowę notorycznie tylko na rok, nie jest komfortowa dla całego systemu. Poza tym, skoro go lubię, to niech ma nowe wyzwania. U nas już wiele więcej nie nawalczy. A dlaczego odchodzi?
Portal Sport napisał, że wraz z żoną Horngacher lepiej będzie się czuł w Niemczech, bo w Polsce jest duża presja na wynik w skokach narciarskich.
Nie wiem, może autorzy materiału wiedzą więcej niż ja, może rzeczywiście trener Stefan się skarżył na presję. Mnie się jakoś nie wydaje, żeby akurat w Niemczech było mniejsze ciśnienie na wyniki. Przecież oni ambitni w każdym sporcie, w każdym sporcie mają utopione duże pieniądze, wiele konkursów jest u nich rozgrywanych, w tym bardzo prestiżowy Turniej Czterech Skoczni. Jest jednak Horngacher niemieckojęzyczny, pewnie będzie się tam lepiej czuł. Pieniążki zapewne też niemałe. Poza tym, wygląda mi na faceta,który potrzebuje nowych wyzwań. A co go czeka w Polsce? Co może zrobić więcej, po zdobyciu mistrzostw świata drużynowych, mistrzostwa olimpijskiego, kryształowej kuli i dwóch turniej czterech skoczni? Co może zrobić więcej?
Poza tym lis pewnie wie, że idą chude lata. No bo popatrzmy realnie. Dobrze idzie ten sezon Polakom, bardzo dobrze. Niemniej jednak to najstarsza reprezentacja w PŚ. Do tego w którymś momencie przestał dopływać młody narybek. Przepaść pomiędzy asami kadry A, a ewentualnym zapleczem zrobiła się gigantyczna. Może to błędy w systemie szkolenia, może przypadek, ale tak jest. Tymczasem Stoch, Żyła, Hula i Kubacki lada chwila będą na sportowej emeryturze, Kot właściwie też, o reszcie praktycznie nic nie wiemy.
W sezonie 2013/14 zawdy Pucharu Świata wygrali: Krzysztof Biegun – loteryjne ale jednak – Jan Ziobro, a Klemens Murańka lokował się regularnie w okolicach 15 miejsca. Dziś żadnego z nich, choć z różnych powodów, nie ma w pierwszej kadrze. Od tamtej pory (5 lat) z nowych zawodników pojawił się tyko Jakub Wolny. Co do pozostałych – nie ma za bardzo nawet przebłysków, o regule nie wspominając.
Horngacher nie zamierza więc może czekać, aż w przeciągu krótkiego czasu z trenera dominatorów, stanie się trenerem szaraków walczących o awans do zawodów. Odejdzie jako zwycięzca.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 64
zBLOGowani.pl