Wrażenia i analizy, czasem luźne, czasem zwarte
środa, 18 lipca 2018

430

Foto: potok w Lachowicach   

    Zafascynował mnie dowcip, mem właściwie, podpatrzony niedawno w internecie. Mniejsza o obrazek, bo polegał właściwie na cytacie:
"Zastanawiam się, co ci ludzie, którzy piszą "cb" zamiast "ciebie", robią z tym całym zaoszczędzonym czasem?"
Ubawiło mnie to, ale też uznałem za trafne. Dodatkowo tego rodzaju pytanie przyczepiło mi się do jaźni i języka, co chwilę go przerabiałem na jakąś modłę. Skąd na przykład biorą ten wszystkie swoje problemy ci, którzy wiecznie z nimi do nas dzwonią. A szczególnie mi się spodobało:
    "Skąd biorą czas ci, co według internetowych informacji są wszędzie w ciągu dnia. Szczególnie an turystycznie i sportowo."
Ci doskonali ludzie, z rodzinami i tętniącymi sukcesem biznesami, którzy w ciągu doby prezentują są na nartach w Aspen, na tratwach na Biebrzy i do tego jeszcze się kurwa lepiej znają na sztuce niż my, zwykli ludzie. Fascynuje mnie to. Fascynuje mnie 50-letnia osoba płci żeńskiej, która robi ponad 50 km. trasy rowerowej dzień w dzień. Przecież, nie będąc czynnym sportowcem, nawet przy dobrej kondycji, organizm się wyeksploatuje i trzeba zrobić chwilę przerwy. Ale nie, oni nie muszą.
    Temat w zasadzie nie jest nowy. Zapamiętałem reportaż z chyba 2000 roku, Hugo-Badera, jak przygotowywał się do Biegu Piastów. Opisywał tam jakiegoś swojego trenera z Warszawy. Ów, oprócz tego, że oczywiście biegał na nartach, prowadził też dużą firmę, latał na spadochronie, wspinał się po alpach, studiował coś, uczył się chińskiego i co bądź jeszcze. Inna nauczycielka Badera, z Zakopanego, podobnie. Rozpytywałem wówczas znajomych o przyczynę. Ktoś tam, a owszem, twierdził że w Warszawie to łatwiej. Jedzie się na lotnisko, a stamtąd chwila w Alpy. Na przykład. Przeważały jednak zdania, że pewnie koleś wziął zestawienie z ostatniego pół roku i skumulował do tygodnia.
    Teraz też to obecne, nawet gęściej. Kabarety powstają, jak to ktoś komuś zabiera do biegania jego "endomondo". Ja czasem włączam tą apkę pomiarową, ale nie publikuję, Raz miałem ochotę to zrobić. Po górskiej wędrówce,wracając już autem do domu, zorientowałem się, że nie wyłączyłem i rejestruje. Ależ miałem przepał.
    W maju zwiało nas do Krakowa. Konkretnie, na 1 maja. I co wtedy? Wiadomo. Rynek, dorożki, Planty, Błonia, słowem – masa miejsc, które lokalizacja google wyodrębni. Świetnie, jednak był to wyjazd stricte roboczy. Nie udało się spotkanie z ziomami na Rynku, choć na samym Rynku się było.
Powrót do Żywca postanowiliśmy sobie troszeczkę urozmaicić. Pojechaliśmy przez Suchą Beskidzką – tak właściwie jeździ się zawsze, a potem przez Lachowice i Hucisko. W Suchej właśnie zatrzymaliśmy się na lody. Zupełnie dobre. Przypomniała mi się historia z sąsiedniego Makowa Podhalańskiego. Ponad 30 lat wcześniej jadłem tam w centrum lody. Znajomy w średnim wieku, spożywając to samo, opowiadał okoliczności, w jakich jadł najlepsze lody w życiu. Kolejnych około 30 lat wcześniej. Taka pętla czasu.
Posiedzieliśmy kilka kwadransów w lodziarni, w centrum Suchej Beskidzkiej. Potem ruszyliśmy dalej i zatrzymaliśmy się na fajnym leśnym parkingu w Lachowicach. Też na chwilę tak, żeby oczy odpoczęły pod wpływem zieleni.
To ogólnie ładna trasa, więc jeszcze popatrzyliśmy a widoki w Hucisku. Nie tylko. Przystanąłem w Świnnej, zobaczyć czy już się uporali z remontem głównego skrzyżowania. Nie.
Wracaliśmy, a ja, jadąc, tak sobie myślałem. Przecież można było dać na fejsie, że się jest, wszędzie gdzie się było. W Krakowie na Rynku, na Zakopiance – w drodze do Zakopca, w górach, Sucha. Tyle miałem okazji, by dać asumpt, że zjeżdża się połowę Europy, by nie milczeć.

niedziela, 15 lipca 2018

Fina    Napiszę od razu. Nie chodzi o wyczyny polskich piłkarzy. Te były tak miałkie, żadne i bezbarwne, że trudno cokolwiek wymieniać. Nawet in minus. Rzuca mną o ścianę zdziwienie, że tęsknię za Koreą 2002, z której można było zapamiętać Tomasza Hajtę, gdy przebiega korkami po którymś Portugalczyku. Albo za Niemcami 2006, kiedy to Kamil Kosowski pojechał sobie na ryby.
No, na upartego można wymienić drugą bramkę dla Senegalu. 40% drużyny zachowało się przy niej jak trampkarze IV-ligowego klubu.
    Z czynników pozapiłkarskich dla mnie pierwszym wydarzeniem turnieju w wykonaniu Polaków był komentarz któregoś głąba z TVP: „po lewej prezydent Francji Macron, po prawej prezydent Rosji Putin, pośrodku Ryszard Ochucki (o prezydencie FIFA). Słyszałem to na własne uszy i własnym palcom zlecałem kilka razy cofanie obrazu i głosu, aby się upewnić, że to nie jest sen.
    Drugim wydarzeniem turnieju było to, jak z mundialem w tle, Polacy dali się wciągnąć w politykę. Francja wygrała z Chorwacją 4:2, tymczasem w internecie i w relacji TVP istniała tylko Chorwacja. O triumfatorach nikt nie mówił. Dlaczego? Oczywiście szacun i bez urazy tym, którzy trzymali za piłkarzami z Bałkanów za ich waleczność, odwagę i technikę. Lwia część jednak, zwłaszcza internetu, wykpiła Francję, bo grało tam iluś ciemnoskórych, czyli… muzułmanów, uchodźców itp. Dla mnie był to autentyczny szok. Triumfator nie istniał.
    Wyczyn kolejny. Wiadomości TVP, na początku głównego wydania, zaczęły od Francji, jako wygranego i doceniły ją.

37161185_1803019299780818_760882426040811520_n    Przez rozmaite fora fejsbukowe, zwłaszcza skierowane w pewną stronę, pojawiały się dziś pytania, komu się kibicuje: Chorwatom czy Reszcie Świata? To oczywiście uwaga do tego, że w drużynie Francji są prawie sami czarnoskórzy, a więc afryka uchodźcy, coś gorszego. Zdecydowana większość głosów poparcia była za Chorwacją. Nie analizuję oczywiście w tym miejscu wiarygodności takiego sondażu.
    Nie wiem, czy bardzo oryginalna moja postawa, ale jestem w rozterce, bo nie obstaję jakoś jednoznacznie za Chorwacją. Z jednej strony grają oni efektownie i śmiało, nigdy przed nikim nie pękają, a ich ewentualny trumf byłby wygrab a Kopciuszka i kogoś spoza stałego układu. Z drugiej strony od dziesięcioleci nie lubię piłkarskich Chorwatów za krewkość, agresję i złośliwość. Nawet, jeśli w miarę lat się tego w dużym stopniu wyzbyli, to jednak w mojej świadomości takie przekonanie pozostało. Pokryte jest przede wszystkim jedną sceną z Euro 1996. Wtedy to Slaven Bilic podszedł do leżącego i cierpiącego po doznaniu kontuzji Niemca i z całej siły kopnął go korkiem w czaszkę. Białoskóry Słowianin.
    Ich mecze z Niemcami z tamtych czasów były zresztą bardzo znamienne. Na tymże właśnie Euro 1996 Chorwaci już po pierwszym meczu nabrali wielkiej pewności siebie i sami dla siebie stali się szybko triumfatorami. Do ćwierćfinału z Niemcami podeszli z wielką butą. No i co? Dostali baty, odpadli. Dwa lata później, na MŚ we Francji znów te reprezentacje trafiły na siebie. Tym razem Chorwaci siedzieli cichutko. I odnieśli wysokie zwycięstwo. Lekcja pokory w naturze.
    A Slaven Bilic? Już wtedy widziałem, że jest po studiach prawniczych. Najwyraźniej nie kłóci się to z chamskim zachowaniem. Chciałem teraz sprawdzić, czy mnie aby pamięć nie zawodzi z tym kopnięciem w głowę. Nie ma tego w internecie. Jest za to napisane, że od10 lat Bilić jest ambasadorem dobrej woli UNICEF. Różnymi dróżkami to życie nas prowadzi. Nie zawsze jeden fakt wyklucza kolejny, z pozoru inny. Jest i druga ciekawostka. Bukmacherzy typowali niedawno Bilicia na trenera reprezentacji Polski.
    A mecz? Póki co całkiem niezły, pada dużo bramek. Już w 60 minucie jest ich więcej, niż w kilku finałowych meczach iluś mundiali wcześniej, w sumie.

piątek, 13 lipca 2018

 

Taki to obyczaj, u nas w powiecie żywieckim i w województwie śląskim. Wszędzie ksiądz z kropidłem przy otwarciach. Najczęściej to błogosławienie, a nie święcenie, wbrew obiegowej opinii. Jaka jest różnica między tym a tym, można przeczytać TUTAJ, w portalu Beskidy.News. No i tak, dla przykładu:

Początek redyku:

dscf5484copy

Otwarcie poradni psychologicznej:

dsc03018copy

Redyk w innej miejscowości:

dsc01633copy

Oddanie do użytku wozów policyjnych:

Z_ksidzem

Początek  budowy komisariatu:

dsc01138copy

nowy_komisariat

Otwarcie hali zapaśniczej:

36770276_833508713511035_2789443553510555648_n

Nowy wóz strażacki:

WP_20180714_16_43_08_Pro1140x643

piątek, 06 lipca 2018

Sepp_Herberger_2Sepp Herberger

Zdziwiło mnie, jak w którymś z meczów w Rosji jeden piłkarz drugiemu coś tłumaczył i zasłaniał przy tym usta. Zdziwiło mnie to w pierwszym momencie, ale szybko skojarzyłem, że to po to, aby przeciwnik nie podsłyszał konceptu. No dobrze,ale to grała jakaś drużyna z fryki. Zszedł się jeden reprezentant Nigerii z drugim, grają np. ze Szwajcarią i co, boją że Szwajcar zobaczy po ruchu warg, co mówi po nigeryjsku? Chyba że nawet Nigeryjczycy już mówią tylko po angielsku.

Sprawa dziś jest poważ, znajomość języków i szybki przebieg informacji. Ale kiedyś było zupełnie inaczej. Tego typu epizod był jednym z tych,które zaważyły na pokonaniu Węgier i zdobycia mistrzostwa świata przez Niemców w 1954 roku. Niemcy przygotowywali się do finałowego meczu od dawna. W tym jeden z zawodników, któremu niemiecki trener Sepp Herberger powierzył specjalne zadanie. Przez rok uczył się języka węgierskiego. Nauczył się. Minęło wiele czasu meczu i Węgrzy nieodwracalnie już tracili, zanim zorientowali się o co chodzi. Że jeden z Niemców słyszy warianty, jakie chcą grać i przez to są ubiegani. Sytuacja nie do pomyślenia, przy dzisiejszym tempie gry. Wtedy jednak, czyli czasach słynących z tego że na boisku biegał tylko zawodnik z piłką i atakujący go, miało to znaczenie. Taka ciekawostka techniczno-taktyczna. Nie jedyna w wachlarzu możliwości Seppa Herbergera. Po kryjomu niejako nakazał trenować do roli lewoskrzydłowego komuś,dotąd był środkowym i Niemcy wiedzieli, że takim był. Niemcy wyszli nominalnie bez lewego pomocnik,a, Węgrzy olali ten odcinek, a tymczasem zaskakująco jakiś świeżak tam wbiegał. Następny fortel i cud w Bernie stał się faktem, Niemcy zostali mistrzami świata. To był ich pierwszy triumf po wojnie. Sepp Herberger zastosował wiele tricków, wiadomo przecież, że Węgrzy z Puskasem i Kocisem, piłkarsko byli wręcz wielokrotnie lepsi. Wiele tricków, w tym i te, niekoniecznie sportowe. Piłkarze tej reprezentacji nie żyli zbyt długo, często chorowali na żółtaczkę, co sugerowałoby stosowanie dopingu. Sepp Herberger mocno też faszyzował. A ci umieli zmotywować.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 59
zBLOGowani.pl