Wrażenia i analizy, czasem luźne, czasem zwarte
czwartek, 16 listopada 2017

kable_rozruchowe

Taka etykiet zaatakowała w jednym z sieciowych marketów. Kable rozruchowe. Tylko czemu tak zakamuflowana, dlaczego nie wyróżniona gdzieś bardzo? Fantastyczna sprawa przecież! Zwłaszcza o tej porze roku, kiedy o rozruch tak trudno. Dzień krótki, mało słońca, jak jest to przez smog spowite, żyć się nie chce, ciągła potrzeba magnezu i wapnia, po zmianie czasu na zimowy człowiek wiecznie niedospany, masło drogie, jajka już też, paliwo podobno podobnież ma zdrożeć. I co zrobisz? Nic, a instrument rozruchowy potrzebny. Lepsze pewnie takie kable, niż takie coś rozruchowe, co w szkle zawsze jest, z rańca na rozruch zapodawane. Tamto to nie dosyć że drożej wychodzi – tutaj się wyłoży kilkadziesiąt jednorazowo – to jeszcze przy częstym stosowaniu dopada nadruch rąk, a całokształt może skutkować zupełnym bezruchem w sensie możliwości. A jak ktoś samotny, to i zaskrzyć coś może? Kapitalna rzecz.
Oczywiście musiałem zostać ściągnięty na ziemię. Że wersja z takiej półki cenowej już bywa, lubią nie działać, bazować na starożytnych, winko wziąć.

poniedziałek, 13 listopada 2017

 HPIM5026

Bawił mnie bardzo, bawi właściwie nadal, pewien dowcip, usłyszany chyba ponad 7 lat temu. Brzmiał następująco (raczej może wyglądał, bo może japoński tak, ale mój druk, jeszcze nie brzmi):

"Przeprowadzono ankietę na temat tego, czy według respondentów Polacy są podzieleni? Odpowiedzi były "pięćdziesiąt na pięćdziesiąt".

Jak już pisałem 7 lat temu i raczej nic się nie zmieniło. Nawet na pewno się nie zmieniło. Przekonał mnie o tym dzień wczorajszy. Nie jakieś marszo demonstracje, tylko wieczorny program na TVN24. Debata w nim była, właśnie na temat, czy Polacy są podzieleni, i zaproszone tęgie głowy z obu stron podziału. Na przykład Prof. Zybertowicz, Bralczyk, Ewa Łętowska,Stefan Chwin. I co? I gówno.
Może jeszcze zanim zacznę bardziej wulgaryzować, to nadmienię, że według mnie Polacy są podzieleni. Są i będą, gdyż wszystkim mogącym coś zmienić na tym zależy. Będą, dopóki wszystkie rozmowy w tym temacie będą się zaczynały od kwestii: kto zaczął i kto jest gorszy. Jednocześnie wiem, że - jak głosi maksyma - "historia est magistra vitae". A ta uczy, że Polacy byli zawsze podzieleni, choć może nie według tak prostej linii i regularnie jak obecnie. Geografia też "jest magistra vitae", narody innych krajów podzielone podobno niemniej.
Co z debatą w TVN24? Zeszły się tam tęgie głowy z każdej strony barykady po to, żeby po raz tysięczny enty powiedzieć to, co mówiły już pierdylion razy. Że to tamci są źli, a przede wszystkim to oni zaczęli i najlepiej jeszcze, gdyby się do tego
publicznie przyznali. Przyznane były punkty procentowe, według ankiety zresztą. Przed programem ankieta wskazywała stosunek 74% - 26% na korzyść tego, że Polacy są podzieleni (głosów typu - nie wiem - za bardzo nie było), natomiast po programie była to już relacja 85% - 15%. Jest jednak kolejna wątpliwość. Czy nastąpiła zmiana relacji bo uczestnicy debaty przekonali swoimi argumentami o współczesnej Polsce, czy też podział Polaków pokazali pozamerytorycznie, ucieleśniając prezentowaną przez siebie postawą? A to dwa zupełnie różne aspekty.
Powyższa sytuacja i dowcip o ankiecie na podział polaków stanowi coś co ja określam samoodpowiadającym boczną flanką pytaniem, bo odpowiedzi dostarcza na przykład przebieg rozumowania. Z podobnym, trzecim dla przykładu, miałem do czynienia niedawno na jakimś forum facebookowym. Padło pytanie, czy mieszkańcy naszego miasta i regionu są szczególnymi malkontentami. Odpisałem, że nie większymi niż inni. Odpowiedzi były, że nieprawda, że jednak są większymi. Samoodpowiadjące boczną flanką pytanie.

 

sobota, 11 listopada 2017

Pisudski_2

W portalu beskidy.news ukazał się tekst pt. "Nie było Krzysi, był Piłsudski pod Żywcem". No był. Niby się kurował, ale de facto
siedział nad mapami. Był bowiem wówczas w stanie spoczynku, bez oficjalnej funkcji, ale praktycznie rządził. Jakbyśmy dziś to określili,
z tylnego fotela. Był wtedy Naczelnikiem Polski. Wizerunek, jaki się wyłania z pobytu pod Żywcem i innych relacji z tamtego czasu przywodzi na myśl główną postać serialu satyrycznego "Ucho Prezesa". W szczególności zaś fragment z przywołanego na początku tekstu:
"Najpierw na rekonesans w okolice Żywca przyjechał pułkownik Strzelecki, oficer Generalnego Inspektoratu Sił Zbrojnych, który objeżdżał nasze tereny i wykonywał fotografie. Po powrocie do Warszawy zaprezentował zdjęcia prawdopodobnego pobytu przyszłego rekonwalescenta. Podobno Piłsudski długo się nie zastanawiał. Po przyjrzeniu się architekturze obiektu i dopytaniu o gospodarza, decyzja padła właśnie na Moszczanicę i znajdujący się tam pałac. "
Kojarzy się to z poniższymi scenami z "Ucha...", gdzie "Jojo" Brudziński wpada na Nowogrodzką polecać następne wakacje (od 2 min. 10 sec.:

Boruc

Z lekkim smuteczkiem pożegnałem Artura Boruca i mam niefajne przeczucie, że to ostatni polski piłkarz, jakieg żegnam - jako piłkarza -
ze smutkiem. Można by trywializować, że ci piłkarze dziś już nie tacy. Tacy, tacy. Po prostu, robi się różnica wieku i człowiek nie łapie już kontakt.
Nie zapamiętam Borubara z natchnionych meczów - które były, z tańca z kibolami na "Żylecie" - co było, z kilku wtop w el. mś. 2010 - co miało miejsce. Zapamiętam go z samokrytycznych słów na temat występów na MŚ w Niemczech 2016, które to słowa polskim piłkarzom się od wieków nie zdarzają. A było to coś w stylu:
- Mundial jest raz na cztery lata, a myśmy go spieprzyli.

sobota, 04 listopada 2017


28_2

28.VII – Pogoda wciąż w kratkę. Beata łowiła ryby. Tak, no, powiedzmy, że rozkręca się. Złowiła, ale trochę wodorostów. Śmiałem się, że vege płotki. Dostaliśmy od sąsiadów trochę ryb zwędkowanych. Były na wieczór w siatce z taką jedną od Beaty. I tylko ta jedna była żywa, tamte już uduszone, albo nie wiem co z nimi bachory robiły. Żal było jak cholera tej żywej, jak tu jedną oprawiać? Ogólnie były na tyleNo to małe, że ta jedna gry nie robiła. Wypuściłem, żeby nie zabijać. Odpłynęła. I kurde znowu zapomniałem o trzech życzeniach. Cholera. Jakby nie można było tylko o jednym zapomnieć?
Pożyczyliśmy też od sąsiada jednego, tak dla hecy w sumie, pozwolenie na wędkowanie. Kurde, 70 zł. Na 4 dni. Niemało. To ile tego wychodzi, jak się przyjeżdża na 2 tyg., na miesiąc, o naszych nierzadkich dwóch miesiącach już nie wspominając. I za co to? Pomijam już, że na zarybianie którego nie ma i na wiele innych rzeczy, na które to wydawane nie jest. Ważne jest jednak co innego. Dla mnie przynajmniej. Łowienie ryb, to swego rodzaju nabywa ie darów niebios, frajda jakiejś superaty. Jakiś łup. A co to za łup, czy superata, jak trzeba tyle zapłacić?
Inna sprawa jest faktycznie z zarybianiem, czy w ogóle z bytnością ryb. Od lat wędkarze z pola narzekają że nie ma ryb, a i tak co roku przyjeżdżają. Najlepsze jest to, że każdy z nich ma swoją dobrze wypielęgnowaną teorię na temat tego, dlaczego owych ryb nie ma. Według jednego bo nie zarybiają, według innego bo zmiana klimatu, według jeszcze innego kormorany. Faktem za to jest, że przyjeżdża tam kilku szpeni, co nie maja sonarów ani innych wynalazków, a jednak łowią co chcą. Na zaznaczoną trzcinkę, na butelkę. Im ktoś ma prężniejszy sprzęt, tym więcej kłopotów.

28_1
Trochę popadywało dziś. W związku z tym wybraliśmy się na wycieczkę samochodową. Tak po prostu. Na slow driving. Wymyśliłem, albo i padło na to, że zobaczymy Połom. To taka ciekawa wioska nad jeziorem, które najprawdopodobniej zwiedzaliśmy kajakiem. W Połomie jest też jakaś ścieżka militarna i bunkier. Jak można się dowiedzieć z poprzedniego odcinka, mam w dupie ścieżki militarne prawie tak jak Bursa małe miasteczka, ale zawsze to powód do wycieczki. Poza tym chciałem Beacie pokazać.
Skręciliśmy zatem tuż przed centrum Spychowa, nie obrażając centrum rzecz jasna, a potem 2 kilometry ciemnym lasem. Dojechaliśmy do tego Połomu po to, żeby odczuć, jaka przepodła energia tam jest. Faktycznie brzeg jeziora, a nad nim same domy warszawiaków. Wszędzie że kamery, że surowo wzbronione, że państwo w państwie, że wypierdalać. No to my, ten, nie, w swoją stronę,
Przypomniała mi się w związku z tym anegdota o Agnieszce Osieckiej. Była w jury jakiegoś konkursu poetyckiego, takiego w którym autorzy przychodzą i recytują swoje. Kończyło się już. Jakiś facet, podpity, wyszedł na scenę i chciał coś recytować. Powiedzieli mu, jury lub organizatorzy, że nie może „frestajlować”. Na co ten:
A, to wypierdalajcie.
I wyszedł. Na co Osiecka wstała, wzięła teczkę i powiedziała do reszty jury:
Nie wiem jak wy, ale ja wypierdalam.
A my wy..., my wyjechaliśmy najpierw zobaczyć ładny Koczek, potem powrót przez Spychowo i tam jakieś zakupy spożywcze. Jak byliśmy w sklepie to tak lało, że aż się baliśmy o nasze glampingowe domostwo.

28_deszcz
29.VII W końcu piękna pogoda. Pływałem wpław. Kilka razy. Poszliśmy też do lasu z psem. Trochę grzybów się przytaszczyło. Niedużo, ale biegać się poszło, to cóż? Tyle się zmieściło w liściu i w łapie.

29_2
Przyjechali jacyś państwo z Dębicy. Ciekawi, bo pan opowiada jakie to ma jachty i je czarteruje, a tymczasem śpią w aucie kombi nad brzegiem jeziora, nic prawie nie mając. Oczywiście spoko. Też tak robimy często. Tylko że pan ma podobno jakieś endoprotezy biodrowe, czy coś? Pani z kolei – taka pod sześćdziesiątkę – lubi pływać. Przepływa do wyspy, czyli pewnie około kilometr. Szacun, biorąc pod uwagę, że to jezioro. Poza tym Beata się śmieje, że mam czytelników. Bo ci państwo czytali w internecie o nowych kwietnikach w Żywcu. W kształcie wiewiórki czy pawia. No i fajnie, tylko że to niekoniecznie musiało być beskidy.news bo wszyscy o tym pisali.

park
30.VII Kolejny dzień ładnej pogody. Właściwie to upału. Popływaliśmy. Nie tylko wpław, ale i na materacu. Pies znowu walczył jak komandos, napinając strunę swojego ciała, żeby się dostać na pokład.

Pies_na_materacu
Potem się oczywiście przebiegliśmy z Pikselem. Po lesie i na łąki. Słońce, zieleń, las. Skojarzyłem, że po to tutaj przyjechałem, żeby choć przez chwilę być w tym czasie dokładnie w tym miejscu. Co nie zmienia faktu, żę mi z początku ciężko szło. Zawsze właściwie mi się tutaj ciężko biega. Może jakieś inne ciśnienie, inne powietrze. Chyba mam jak sąsiedzi z rybami, co co roku uważają że ich nie ma, a jednocześnie co roku przyjeżdżają i łowią, by w końcu wywozić pełne kosze słoi z rybami. Ja też się umarudzę, a potem jesienią dobrze jest, gdzieś się tej kondycji nabrało.

29_1

29_4

30_1

tyt5
Zrobiłem sobie małą podstawkę na kubek z brzózki. Co mi tam? Szyszko może z darów lasu całą chałupę, to ja bym miał nie móc podstawki?
Postanowiliśmy sobie wziąć kajak za 2 dni, na tydzień. Popływamy po jeziorze i może po Krutyni. Pies sobie wziął do serca to, że z nami na materacu pływał. W nocy chciał do naszej kabiny. Nie wpuściłem. To on się położył przed wejściem i zrobił strajk okupacyjny. Kurde, taki duży namiot, a wszyscy na jednym metrze kwadratowym.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 47
zBLOGowani.pl