Wrażenia i analizy, czasem luźne, czasem zwarte
niedziela, 09 grudnia 2018

Choinka_moje2Portal Beskidy News podał jeszcze w poniedziałek, że na żywieckim Rynku stanęła świąteczna choinka. Było to 3 grudnia, iluminacja nastąpiła w Mikołaja. Coraz wcześniej te święta, nie tylko w przestrzeni handlowej.
Drzewko jest ponownie za płotem, do czego odnosiłem się już nie raz. Można się takiego rozwiązania czepiać i uznawać za symboliczne, ale władze miejskie mogą mieć w tym przypadku uzasadnione powody. Nie tylko płot ponownie. Choinka w ogóle wygląda jak zeszłoroczna. W okresie szczytu klimatycznego, poważnie i bez kpiny napiszę, użycie tej samej byłoby uzasadnione, ekologiczne i trendy.
Ekologiczne i trendy mogłoby być jeszcze coś. Zanim choinkę zwieńczył ostatni element, można było pomyśleć, że w obecnej sytuacji pasowałaby tam maska smogowa. Tym tropem idąc, może warto byłoby zawiesić na choince takie maski zamiast bombek. Kiedyś dzieci podchodziły do choinki i ścigały ozdoby - słodycze, zjadając je potem. W tym przypadku lokalna społeczność otrzymywałaby coś niemniej ważnego. Rekwizyt ochronny, który – jakiś sensowny – nie do końca wiadomo, gdzie kupić. Taki prezent od miasta czy Mikołaja.

sobota, 08 grudnia 2018

 21077476_1091432870987426_3812684023581135488_n

Zdjęcie: FB/Polski Punk Rok i Metal

Miło było, bardzo miło. Przeprowadzałem wywiad z lokalnymi sławami muzycznymi. Chłopaki, około 22 lat, muzycy. Kojarzyłem ich wyczyny, jako konkretny rock, niekoniecznie dobrze. Bardzo fajne i miłe chłopaki. Ułożeni, ciekawi, grzeczni, wygadani. Wytrząsać tu można z rękawa bardzo wieloma zaletami i nie będzie to miało nic wspólnego z Bursą. Nie zmieniło to jednak faktu, że pierwsze zdanie, jakie wypowiedziałem, pytany o wrażenia, nie było pochwalne, wręcz przewrotne:
- Fajne chłopaki. Ale nie wiem, kto w tym kraju ma zrobić rewolucję
- Może są nakierowani na kwestie estetyczne?
- Może. Ale takie nakierowaniem estetycznym też można ferment wytworzyć. Można, nie trzeba.
Po powrocie do domu włączyłem sobie teledyski tego zespołu. Docenić trzeba, że są popularni w regionie, jednak z rewolucją to rzeczywiście nie do nich, aczkolwiek popularność daje w tym miejscu wielkie możliwości. Ilustracja dźwiękowa dla hasła „muzyka środka” w Wikipedii. Nie mylić z krajem środka.
Ten wywiad, to była sprawa z końca sierpnia. Wypłynął w mojej głowie ponownie niedawno, ponieważ na jednym z lokalnych portali internetowych zamieszczono ich teledysk. Średnie i nierewolucyjne, jak wszystko dookoła. Oczywiście miłość, jakieś walizki, jazda nad morze. Od rewolucji bardzo daleko. Pomyślałem sobie wówczas, że teledysk i portal, w którym leci, nie są przypadkiem. Jedno i drugie łączy antyrewolucyjność. Żeby być sprawiedliwym dodam, że nie tylko ten portal, ale i wiele innych, o zasięgu powiatowym i mniejszym. Totalna antyrewolucyność. Spijają z dziobków lokalnych władz, jak kania dżdżu wyczekują dobrych informacji z urzędu gminy i jemu podobnych. Żadnych problemów, żadnej kontrowersji. Żadnych ciekawych skojarzeń, żadnego wyłuszczania paradoksów.
Nie pomogą artyści, nie pomoże spora część mediów, a więc ci, którzy twórczy ferment siać powinni w pierwszym rzędzie. Nie sieją, nie będzie też zbiorów. Nie jest to zaskoczenie. Wiele jakiś czas temu mówili i piali, że nie tylko nasi powiatowi, ale ogólnie „artyści” i twórcy są teraz antyrewolucyjni. Rewolucyjność pozostaje do roboty prawie emerytom. Kołacze się po głowie dawny tytuł: „Tu nie będzie rewolucji”. Ale to może nie jedyna opcja rozwoju sytuacji. W podobnych czasach, latach 80-tych, krążył inny tytuł: „Nie wolno wznosić się za wysoko”. Słysząc taki tytuł i dalszy tekst, chce się zapytać, „kto w końcu i ja w takim razie tamten system obalił?

niedziela, 02 grudnia 2018

ya_nast

Piotr Żyła kiedyś słynął z parcia na szkło. Szło mu raz lepiej raz gorzej. Część go chętnie słuchała i oglądała,część uważała że traci na tym jako sportowiec. W tym roku, póki co,idzie mu rewelacyjnie. Tyle, że jakiś on przygaszony, wyciszony, nie ten chłop. Dylemat jest, ponieważ pożądam sukcesów naszych zawodników, ale lubię też barwnych sportowców.

Tyt2

Pozostaliśmy na godnym parkingu w Piaskach, który opisywałem poprzednio. Pozostaliśmy w sensie ogólnym, ale i bardziej szczególnym. Omawianego w tej chwili dnia jakoś się nam nie spieszyło na plażę. Fajna jest, ale jakoś tak nam dobrze było pośród drzew, a każda kolejna kawa była jeszcze smaczniejsza. Do tego morza szum, ptaków śpiew, wiadomo jak jest. Tak mamy. A ja tak mam od zawsze. Zapamiętałem że kiedyś oboje z sąsiadką lubiliśmy chodzić w góry. Osobno. Różnica polegała na tym, że jak ja wychodziłem w te góry, to ona już wracała. Ale oboje zdążyliśmy.
Tak więc siedliśmy sobie w swoim ustronnym parkingowym miejscu zabrali za obserwacje socjologiczne. Czyli za podróże. Od 4 lat co najmniej uważam bowiem, że dla geografii i krajobrazu my podróżujemy, a dla socjologii podróże odbywają się dookoła nas. A jednak to i to podróże. Oczywiście, nie ma sensu podroż socjologiczna we własnej dzielni, bo to plagiat nad plagiaty i wtórność do pierdyliona. Żeby odbywać podróż bierną, trzeba się najpierw przemieścić czynnie w inne miejsce. Do tego potrzebne jest fajne auto, jeśli kamperowe, to tym bardziej.
Siedliśmy, a przed nami rozgrywał się spektakl z dużą rotacją aktorów. Przyjeżdżali i parkowali ci, którzy stacjonarnie były gdzieś pewnie na kwaterach. W Piaskach lub Krynicy Morskiej. Ale byli tacy z dalsza, z Nowego Dworu Gd., Gdańska czy Elbląga. Nawet Czesi byli, Niemcy, Włosi i o dziwo Litwini. Jak na głupiej amerykańskiej komedii. Biegli na tą plażę, żeby skorzystać ze słońca jednego z najcieplejszych dni w roku. Rzeczywiście było słonecznie i upalnie. Nie wiadomo gdzie było właściwiej być. Na plaży, czy pośród cienia drzew.
Wakacjowicze dumnie kroczyli nad brzeg. Prawie wszyscy w modnych strojach i z modnymi atrybutami. Szczególnie ubawiło mnie, ilu z nich miało takie same dokładnie dmuchane aligatory.
Zdziwiły mnie jeszcze dwie obserwacje, dotyczące młodych ludzi. Może nie tyle zdziwiły, bo dziwić nie powinny gdyż potwierdzają znane ostatnio teorie, co raczej wyłowiłem je. Pierwsza: młodzieńcy w obuwiu – japonkach, wielu ich w takich szło. Czasy się zmieniają. Za moich zakładanie japonek było mega obciachem, to raz. Dwa, że były bardzo niepraktyczne. Nie dało się w nich spontanicznie grać w piłkę, ciężko było w nich uciekać, toczyć uliczne potyczki, czy też nieregularnym krokiem wałęsać pod wpływem. Dziś nie byłoby tych dylematów. W piłkę młodzież gra regularnie, na specjalnych boiskach i w specjalnych butach podwożona przez rodziców, potyczek mniej bo można się spocić, zamiast szlajania jest taksówka.
Zauważyliśmy też, że ludzie potrzebują strasznie dużo gadżetów. Im młodszy pesel, tym wygodniejsze sposoby przenoszenia i obsługi tych gadżetów. Generalnie im młodszy pesel, tym wygodniej.
Degustowaliśmy kolejną tego dnia kawę. Mgło się zrobić okło 12.00 – 13.00. Rzecz jasna samo się nie zrobiło,my swoim bezpośpiechem się przyczyniliśmy. Świeciło nad nami piękne słońce, a jednak dookoła nas zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Zaczęło się pojawiać od strony morza coraz więcej ludzi, głównie młodych. Po jakimś czasie było ich jeszcze więcej. Przybiegli, odpalali auta o odjeżdżali. Zastanawiałem się,co jest, czego my nie wiemy. Litwa na nas napadła, darmowe japonki w Lidlu sprzedają, Krychowiak w męskiej koszuli rozdaje autografy, czy może trzech uchodźców na pontonie z Kaliningradu płynie? Ja to zwłaszcza miałem poczucie trwogi, bowiem od dawna pobyt na plaży kojarzy mi się z filmem „Ostatni zień lata” i przelatującymi nad głową samolotami. Popatrzyłem nad głowę. Nie ma bombowców ni myśliwców, leciutkie chmurki gdzieś na horyzoncie. Pędził jakiś młodzian ze smartfonem w jednej ręce o dzieckiem w drugiej. Pytamy co jest:
- Radio Gdańsk podało o załamaniu pogody.
Dopędził do samochodu,zadekował swojego brzdąca, za chwilę jego nadobna zrobiła to samo i popędzili drogą przez las. Pewnie po to, żeby zdążyć, zanim załamanie pogody zwali wszystkie drzewa w okolicy i uczyni przejazd niemożliwym. No bo tak jest, że w naszym kraju trochę drzew się w ciągu roku łamie i ginie kilkanaście osób od tego w ciągu roku. I w związku właśnie z tym, prawie wszyscy jednodniowi parkingowicze, w poszukiwaniu lepszego, albo wręcz idealnego świata, popędzili gdzieś opuszczając nasze miejsce. Owszem, słońce zaszło, zrobiło się wietrzno. Jakaś kropla spadła. Co robić dalej? Postanowiliśmy jednak iść na plażę. Beata mnie uświadomiła, że to najlepsza pora. Rzeczywiście. Nawet jeśli coś spadło, to w tamtych realiach nie miało to znaczenia. Ludzi na plaży było jeszcze mniej niż pisałem ostatnio, w zasadzie tylko my i pan od kręgosłupów łososi. Woda w morzu przeciepła,krajobraz wspaniałe. Godne wrażenia.

IMAG7905

IMAG7909

IMAG7921

IMAG7952

IMAG7958

IMAG7962

IMAG7967

Zgodne z RODO. Właściciele stóp i łap zgodzili się na upublicznienie.

IMAG7974

wtorek, 27 listopada 2018

MAcura

Wójt Istebnej Łucja Michałek i jej zastępca, Ryszard Macura

 Jedną z ciekawszych konsekwencji wyborów samorządowych stał się pewien transfer kadrowo... polityczny. Jak podał portal Cieszyn Beskidy News, były burmistrz Cieszyna Ryszard Macura został wicewójtem odległej o kilka gmin Istebnej.
Był taki film fabularny pt. „Słońce wschodzi raz na dzień”. Jak go widziałem i zapamiętałem, byłem zbyt młody, żeby wyłowić ewentualny głębszy sens, jeśli oczywiście był takowy, bo nie jest to oczywiste. Wiedziałem jednak, że akcja filmu rozgrywała się (gdzieś na górskiej wsi) i że kręcony był w Koniakowie i Istebnej. Trójwieś nie jest mi obca, bywam tam od dawna raz na jakiś czas. Jest jednak coś takiego, że tamten film jest pierwszym, co przychodzi na myśl. Pierwsze skojarzenie. Czerń i bel okolicy, kopiate pagórki i domy jednorodzinne. Surowość wczesnej wiosny i stukot rąbanego toporami drewna. Gdzieś drogą, pomiędzy domami i groniami, wspina się półwojskowy radziecki łuaz. Wspinał się, wspinał,aż w końcu się wspiął. Dojechał do grupy drwali, której przewodziła postać, zapewne niejaki Haratyk, grana przez Franciszka Pieczkę. Z samochodu wysiadł Marian Kociniak, który grał sekretarza. Wysiadł i powiedział zdanie:”Daleko tu do was, jak do komunizmu”.
 Przypomniałem sobie tę scenę i to hasło po raz enty któryś tam. I wyobraziłem remake. Pana Ryszarda Macurę, niedawnego burmistrza Cieszyna. Jak majestatycznym krokiem, w nienagannie wyfasowanym garniturze, zmierza do forda focusa i rusza w kierunku Istebnej. Przebija się przez korki skrzyżowania na Ustroń i śmiało zmierza na S-52. Za Skoczowem skręca na Ustroń, a potem dalej. Przejeżdża przez zatłoczoną Wisłę i wspina się na Kubalonkę. Mija sanatorium, przeróżne Słowioczonki, Andziołówki, snując się cały czas w tempie adekwatnym do stanu drogi. Dojeżdża w końcu, po kwadransach masakry resorów. W drzwiach wita go szefowa, słynąca z szerokiego i uwidaczniającego piękne zęby uśmiechu prawie jak w wykonaniu min. Anny Zalewskiej, Łucja Michałek. „Daleko do was, jak do….” wita przełożoną Ryszard Macura.
  Nie mam nic personalnie do Łucji Michałek, która wygrała wybory, startując z listy Prawa i Sprawiedliwości i teraz ma prawdo dobrać sobie zespół. Nie mam nic personalnie do Ryszarda Macury, który kojarzony jest z Prawem i Sprawiedliwością, jeśli nawet formalnie nie należy do tej partii, za kadencji którego wycofano WOŚP z Cieszyna i Krytykę Polityczną z mostu na granicy. Ba, rozumiem nawet, i to dobrze rozumiem, że nie chce być zwykłym nauczycielem. Rozumiałbym też jednocześnie wkurzenie mieszkańca jedenestotysięcznej gminy Istebna, dbającego o jej rozwój i zostawiającego w niej pieniądze, spełniającego wymogi formalne konieczne dla stanowiska wicewójta, że te pieniądze pojadą do Cieszyna z uwagi na partyjne preferencje, spadochroniarstwo i władzę przywożoną w teczce. Zwłaszcza, jeśli ów lokals miesza w centrum gminy, której przewodzi osoba z Jaworzynki.
Ryszard Macura, wchodząc do Urzędu Gminy Istebna, kątem oka widzi majaczącą w oddali Ochodzitą, mekkę beskidomaniaków, którzy ruszają ta oglądać wschód słońca. Słońca, które wciąż, mimo upływu połowy wieku, wstaje tylko raz na dzień.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 65
zBLOGowani.pl