Wrażenia i analizy, czasem luźne, czasem zwarte
niedziela, 26 marca 2017

 tyt1

    Dobry pomysł na wycieczkę, jeśli trzeba też zawieźć rodzinę na gorące źródła. Zdąży się zawieźć, być w górach, zaliczyć szczyt i trasę, mieć długi czas Tatry przed oczami, podczas gdy szlaki wysokogórskie jeszcze zamknięte, a do tego wróćić i samemu się pomoczyć. Wczoraj dodatkowo można było poczynić slalom między krokusami i zobaczyć, jak majestatyczna jest Babia Góra. 

Szlak żółty, potem niebieski. Całość przejścia max. 4 godziny. Warto. Lekkim minusem jest niemały fragment wodą i błotem. Teraz napewno, a chyba też większą część roku. 

117

214

310

411

59

67

środa, 22 marca 2017

guitar806256_960_720

    Dziś rocznicę obchodziłby Jacek Kaczmarski, urodzony 22 marca 1957 roku. Gdyby żył. Pieśniarz określany bardem, poeta – niemniej, może nawet bardziej. Chciałoby się napisać, że dziś trochę zapomniany. Niekoniecznie to jednak będzie stwierdzenie uprawnione, bowiem trzeba brać pod uwagę, że swoją twórczością lokował się w obszarach, które nigdy szczególnie popularne nie były. Poezja śpiewana, w przypadku Kaczmarskiego piosenka autorska, zahaczająca z początku o zaangażowaną. Mowa tutaj oczywiście o ogóle. Najprawdopodobniej w przypadku tego barda był wyjątek, czyli przełom lat 70/80 wieku poprzedniego, czyli czas tzw. pierwszej solidarności. Najprawdopodobniej, ponieważ z dzisiejszego punktu widzenia to okres jakiś legendarny, o etosie i cechach w prawdziwość zaistnienia których, patrząc na przykład na politykę, trudno już uwierzyć. Najprawdopodobniej więc był to czas kiedy pieśniarz , niekoniecznie świadomie, zszedł z poetyckich obłoków, wchodząc do uszu i głów słuchaczy o mniej wysublimowanych gustach. Stał się bardem solidarności, którego pieśni – podobno – śpiewali robotnicy podczas strajków, a potem, w zaciszu pokoju i po kryjomu, z Kasprzaków i Grundigów, słuchali jego pieśni po cichu nagrywanych na kasety i kolportowanych drogą podobną o poczty pantoflowej. Na czele oczywiście ze słynną i bardzo z Kaczmarskim utożsamianą pieśnią „Mury”, choć on nie był autorem tekstu, był to przekład z pieśniarza hiszpańskiego, niejakiego Llacha. Wyczytałem gdzieś niedawno, że utwór ten mylnie został odebrany jako protestsong i utwór antyreżimowy, podczas kiedy w zamiarze traktował o niezrozumieniu poety. Pewnie poszło o to, że „peerelowski” lud wziął sobie do serca głównie frazę „...mury runą...”. Polemizować z tym można oczywiście już na płaszczyźnie takiej, czy sztukę można mylnie odebrać? Każdy odbiera tak, jak odbiera. Na płaszczyźnie innej, ważniejszej, wychodzi z tego ciekawy paradoks, albo ucieleśnienie słów. Niezrozumiana została pieśń o niezrozumieniu poety. Można się tutaj pokusić o wniosek bardziej ogólny. Że do Jacka Kaczmarskiego, jak do wielu twórców, którzy żyli szybko i umierali młodo, owo niezrozumienie przypisane zostało na dłużej. Wydawałoby się, że sytuacja, jaka wytworzyła się w Polsce w 1989 roku była dla pieśniarza z gatunku tych - „żyć nie umierać”. Był żywą legendą solidarności, rozpoznawalny, z dużym i istotnym dorobkiem artystycznym, ukształtowaną osobowością twórczą, nadbagażem zasług za które można się spodziewać nagrody, a do tego wszystko wolno i jeszcze na tym wszystkim można zarobić. Tymczasem poszło przez rok, może dwa lub trzy, potem już nie bardzo. Lud znad Wisły chyba już nie chciał tak bardzo chłonąć skomplikowanych piosenek, pełnych erudycyjnych nawiązań i metafor. Do tego doszły różne konflikty, rozbieżne ambicje. Jacek Kaczmarski, gdy wgryźć się w biografię i wspomnienia jemu bliskich, był nierozumiany. Jak wielu jemu podobnych autorów, konstruując misterne frazy o sprawach najważniejszych, miał jednocześnie problem z prostą komunikacją ze światem. Zagłębiając się w sprawy najważniejsze, miał problem z błahymi, przyziemnymi, można stwierdzić, że wręcz sobie z nimi nie radził, wykazując się nieumiejętnością prostego, zwykłego życia. Grzebiąc dalej w tym życiorysie i relacjach, trudno w nich odnaleźć szczęście. Może nie szczęście, bo to pojęcie bardzo subiektywne, ale stabilność i zadowolenie z bycia na „Ziemi”. To też charakterystyczne dla tych, którzy szyli szybko i umierali dosyć młodo. W przypadku Kaczmarskiego, dosyć młodo. Polska, potem Wolna Europa, potem znów Polska. Francja, Australia, na końcu Polska jeszcze raz. Kolejne małżeństwa i związki, kolejne posady i związki, kolejne pomysły na życie. Wszędzie nie więcej jak kilka lat. Do tego alkohol, przemoc domowa, rozliczne konflikty.

Coś pozytywnego? Tak, jak powinno być, czyli na koniec. Otóż koniec, według relacji bliskich, przyniósł Jackowi Kaczmarskiemu jakąś stabilność w kolejnym związku, już w Polsce, mimo że niestety i w chorobie.

Niestety bard nie żył długo, ledwie 47 lat, zmarł w 2004 roku. Zwraca jednak uwagę duży dorobek twórczy, pozornie nawet niespodziewanie duży, jeśli nie śledziło się na bieżąco jego kolei losu i twórczości. To podobno samych wierszy ponad 600, dwa libretta, 5 powieści. Niezliczona ilość tekstów do piosenek i kompozycji muzycznych. Prawie 30 płyt autorskich. Dorobek duży tym bardziej niespodziewanie, jeśli ktoś kojarzy Kaczmarskiego głównie z okresu „solidarnościowego”. Nawet jeśli rzeczywiście kojarzy i zna tylko z tego okresu, to bardzo często jest to „znajomość” przełomowa, na zawsze pozostawiająca w świadomości nie tylko ślad, ale wręcz zmianę, kojarzącą się często ze zwykłą wdzięcznością. I to jest fakt, udokumentowany bardziej niż biografie i relacje bliskich.

niedziela, 19 marca 2017

 blog27

    Tak, tytuł jest świadomym nawiążaniem do punkowej piosenki z lat 80-tych "Tu nie b edzie rewolucji". Zarówno do formuły, jak i konkretnego słowa - rewolucja. 

     W ramach luzu zerknąłem sobie na prawicowe portale. Może inaczej. Na portale, które popierają obecny rząd. W przypadku Polski dzielenie na prawicę i lewicę od dawna jest karkołomne, niejdnokrotnie źle się kończące. Na tych portalach rozkmina tematu sprzed chyba 2 tygodni, czyli wyborów na przewodniczącego Rady Europi i wybrania wiadomo kogo. Generalnie można pojawiające się tam wnioski sprowadzić do jednego, znanego hasła "jeśli fakty nie potwierdzają nasze teorii, to tym gorzej dla faktów". Skoro Tuska wybrały wszystkie rządy oprócz polskiego, to tym bardziej znaczy, że jest on w zmowie z tamtymi lub działa na ich korzyść a naszą stratę.

    Po drugiej stronie też nie lepiej. Nie wiem po co było, przy tak bogatej twórczości Wojciecha Młynarskiego, brać na sztandar przez profile aktywistów, akurat tekst o winie Tuska?

    Dymy przed przyjazdem wodza na Wawel? Poniekąd zrozumiałe. Wiadomo jednak, że prorżadowe media przedstawią to jako nekrobarbarzyństwo, propisowskie ciźby podchwycą, jeszcze bardziej się tym scementują i znów spirala będzie nakręcona, niezaistniała jeszcze sensowna opozycja nie odzyska ani jednego elektora. 

czwartek, 16 marca 2017

 blog26

    Słyszałem dziś przez chwilę jedną z popularniejszych stacji radiowych. Mowa była o jakieś mega kasie w kumulacji totka, co to chyba dzisiaj jest. Zagadnęli jakąś panią, która była przy okienku i powiedziała, że często grywa. Zapytali ją, czy ma jakis system. Pani powiedziała że ma i potem dobre 3 minuty perorowała na temat tego systemu. Następne pytanie brzmiało:

- Wygrała pani coś?

- Tak. Raz, trójkę, 23 złote. 

    Znajoma mi osoba, bardzo dobrze mi dobrze znajoma, kupowała dziś coś, dajmu na to, że krem w drogerii. Padło pytanie i odpowiedź:

- Ten krem to zwykły?

- A ma pani niezwykłe?

Śmiałem się, że to eufemistyczna wersja dawnego kawału:

- Proszę bilet.

- Normalny?

- Nie, popie.....

wtorek, 14 marca 2017

   trzcina_lux1

    Refleksja mnie naszła bo protestach kobiet z zeszłego tygonia, z okazji Dnia Kobiet. Panie mianowicie urządziły jakiąś formę czarnego protestu. Kolejny raz załamywałem ręce nad tym co widziałem na proteście, co czytałem w komentarzach. Niewątpliwie mają kobiety na co utyskiwać, co piszę poważnie, bez ironii. Dostają wpiernicz po domach, dymają na dwóch etatach plus chata, gorzej zarabiają, częściej dłużej i bardziej są rodzicami, a do tego jeszcze jakiś Korwin je wiecznie dezaawuuje. Naprawdę jest na co utyskiwać, przeciwko czemu protestować. Niestety można też załamywać ręce słuchając lub czytając, jak przy rozmaitych feministycznych demonstarcjach wzmosozne są głównie, albo nawet tylko takie hasła jak: nasze waginy, ręce precz od naszych gaci i takie tam. Regularnie na pierwszą linię frontu feministki, czy jakieś tam profeministki wyciągają temat aborcji, w opinii społecznej kontrowersyjny, mając w zanadrzu argumenty znacznie czystsze. Jeżeli zapytać statystycznego Polaka - mężczyznę o to, czy kobiety np. wolno bić, można chyba przyjąc że 49 na 50 odpowie, że nie. Jeżeli natomiast zapytamy ich, czy można dokonywać aborcji, wynik będzie zgoła inny. Przypuszczałbym nawet, że większość odowiedzi będzie, że nie. W związku z tym aż by się prosiło zmienić hasła feministycznych demonstracji. Na tym polega fenomen, populistyczny czasami, partii PiS. Jej przedstawiciele referują jakieś swoje stanowisko, po czym dzielą się myślą mniej więcej na wzór: tak jest, a kto się z nami niezgadza, ten jest przeciwko Polsce. Może feministki, czy profeministki powinny zrobić podobnie? Uważamy to a to, kto się z nami nie zgadza, ten jest za biciem kobiet. Branie prawa do aborci na sztandar i frontowe hasła to mniej lub bardziej świadome uniemożliwienie porozumienia, czy działania za, a i też od dziesięcioleci jeszcze nic wymiernego nie przyniosło, zwolenników nie przyspożyło. Ani to nie pozwala zyskać większej akceptacji dla aborcji, ani dla niebicia itp. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 39
zBLOGowani.pl