Wrażenia i analizy, czasem luźne, czasem zwarte
czwartek, 19 kwietnia 2018

Kryminay    Nie wiem, czy moda na kryminały trwa wciąż, czy funkcjonuje jeszcze tylko w moi wyobrażeniu o społeczeństwie i czytelnictwie? Faktem za to jest, że sam lubię wybrane kryminały czytywać. Wybrane, bowiem nie jest to tak, że każdy mi spasuje. Coraz częściej natomiast ciekawią, mnie, zostają w pamięci, czasem wręcz bawią, zdarzenia kryminalne, z życia wzięte. Tak, bo szczególnie lwy i lwice prawicy mają zwyczaj powtarzać, że tylko prawda jest piękna i ciekawa. Prawica, jak wiadomo i wszędzie widać, rządzi dzisiaj, więc trzeba się dostosować. A co to, ta prawda? Oprócz oczywiście trzech rodzajów prawd tischnerowskich, których przytaczał nie będę, bo to już nudne. Prawda, to kroniki policyjne i komunikaty posterunków. Z wypiekami na twarzy czytywałem roczniki przedwojennego pisma „Rola”, jej końcową kronikę kryminalną. Te przedwojenne, oprócz krwawych, często były zabawne. Obecne może nie są aż takie, niemniej jednak również kwiatki się trafią.
    Na początek Żory i dwa zdarzenia stamtąd. Przypadek, akurat tak mi na myśl przyszło. Sprawy z ostatnich tygodni, przekazane przez tamtejszą komendę powiatową policji.
Otóż w jednym przypadku, pewien pan wezwał straż pożarną. Udało się mu tych strażaków jakoś przekonać, że w środku pali się wersalka, a on nie ma kluczy. Wyważyli drzwi, tam nic. Jak się okazało, nic się nie paliło, facet faktycznie zgubił klucze, zamiast po ślusarza, zadzwonił po straż.
W przypadku drugim było jeszcze ciekawiej. Do jakiegoś zakładu wpadło kilku zbirów w kominiarkach i uprowadziło jednego z pracowników. Brutalnie, wiążąc i ciągnąc za fraki. Szef wezwał policję, ta zebrała dramatyczne zeznania świadków. Szok, niedowierzanie, a jaka trauma? Funkcjonariusze dosyć szybo odkryli, że ofiarę porwali jego szkolni koledzy. Po prostu chcieli się napić piwa. Taki sposób wymyślili, bojąc się, że w innym wypadku tamten się nie zgodzi, albo szef się nie zgodzi. Tam, to dopiero musiał wystąpić syndrom sztokholmski!?
    Z kroniki policyjnej pisma „Rola”, z lat 30-stych, spisywane z pamięci. Pewien kmieć wracał wozem drabiniastym do siebie na wieś. Tak się pechowo złożył, że konie odmówiły mu posłuszeństwa pomiędzy dwoma torami kolejowymi. Trzeba brać pod uwagę, że dla kmiecia z prowincji w latach 30-stych funkcjonowanie pociągu mogło nie być oczywistą sprawą, było co demonizować. Pech był tym większy, że – pomimo lat 30-stych – w momencie jak konie odmówiły posłuszeństwa, to akurat wówczas na obu torach pojawiły się pędzące pociągi. Zapewne składy dojechały na czas, przeżył kmieć, przeżyły konie. Clou opowieści było jednak takie, że facet - brunet, w te sekundy, wyłysiał doszczętnie, do białości.

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

PiS1

  Takie pytanie nasuwa się samoistnie, po ostatniej niekończącej się litanii obietnic premiera Morawieckiego i jego ministrów, czego to jeszcze nie zrobią i czego to nie sfinansują? Kasa na tatę, dziatwę, śrubki, czołgi, na wszystko będzie. Mama plus, uczeń plus, winda plus. Nie dodali jeszcze, a pewnie dodadzą: katecheta plus, czyli katecheta na każdym półpiętrze. Katechetka też, ale z racji roli i charakteru kobiety w kościele katolickim, to one na pewno będą działać za darmo. Jeszcze pewnie będzie jakaś chorągiewka plus i kilka innych rzeczy.
  Trzeba też pamiętać, że jednocześnie z pięćset plus, mieszkanie plus i takie tam, wprowadzono pewne ograniczenia. Przede wszystkim zakaz handlu w niedzielę – domowy wpierdziel plus. Drożdżówka niezjedzona w niedzielę, nie będzie konsumowana w poniedziałek, w poniedziałek będzie już inna, a zatem gospodarka odnotuje straty. Zakaz sprzedaży alkoholu po godz. 22.00 – flaszka minus. Podobnie gospodarka ucierpi. Do tego jeszcze przyjdzie nam płacić za system rakiet.
  Skąd zatem rząd weźmie pieniądze na swoje obietnice? Rzeczniczka Mazurek mówi, że pieniądze na to są, i na tym kończy. Więc skąd? Cudowne rozmnożenie jakieś, jak w Biblii? Wiadomo nie od dziś, że pieniądze leżą na ulicy, tylko trzeba umieć je podnieść. Przy okazji łapania hostii, prezydent Duda pokazał, że umie podnosić z ziemi, albo nawet nie pozwalać na tą ziemię upaść. Może da rady podnieść?
  Może dlatego Szyszko tyle lasu wycinał, żeby teraz te wszystkie plus opłacić Może. Główną odpowiedzią jednak jest ta, że pieniążki będą pochodzić z uszczelnienia Vatu. Skoro tak, to na myśl ciśnie się oczywiste i niezbyt cenzuralne pytanie: Ile, do chuja pana, tego Vatu jest?
  Oczywiście nie znam na te, jakże wartkie, pytania odpowiedzi, ale w związku z tym skojarzyły mi się dwie anegdoty.
Jakiś czas temu mem krążył po internecie. Pokazana była kula ziemska, widziana z kosmosu.Napisane było coś w stylu:
Podobno cały świat jest zadłużony na XXXX bilionów. U kogo, kurwa, u Jowisza?
W poprzedniej epoce ustrojowej dowcip krążył. Rzecz się działa na posterunku podczas II wojny światowej.
Słychać było co rusz jakieś hałasy i wtedy jeden z posterunku pytał drugiego, Saszę, czy to czołgi? Za trzecim razem Sasza potwierdził, że czołgi.
Na co ten pierwszy:
- To weź granat i idź je zatrzymać!
Poszedł Sasza. Następował kwadrans nawijki, jakie to huki, jęki, płomienie i inne oznaki walki. Po jakimś czasie Sasza wchodził znów do wartowni. Tu z kolei następował
10 min nawijki, jaki on poraniony i poobijany. Ten główny pyta więc:
- Zatrzymałeś czołgi?
- Zatrzymałem.
- To oddaj granat.

niedziela, 15 kwietnia 2018

Tytuowa1

Dolina Prosiecka stosunkowo mało znana dolina krasowa na Słowacji. Lokalizacyjnie – niedaleko Wielkiego Borowego i Kwaczanów, w Górach Choczańskich . Bajeczne formy skalne, potoki, groty, przepaście. Są klamry i łańcuchy miejscami, jak również drabiny mogą się trafić. Czas przejścia niedługi – do 1 godz w jedną stronę, ale też można połączyć z kilkoma innymi fragmentami. Można zrobić pętlą, przez Prosiek i Kwaczańską Dolinę. Samo Wielkie Borowe również jest całkiem malownicze, aczkolwiek przez góry się trzeba do niego pchać. Ja osobiście, właściwie to my z psem, szliśmy tam i z powrotem przez Dol. Prosiecką, a potem w góry. Najlepiej byłoby na reklamowane i uznane za wybitne – Procieczne. Niestety szlak na niego jest zamknięty i z niczego nie wynika, że tylko sezonowo. My poszliśmy na położony niedaleko Lomno (1277 m. n. m. p.). Szlak zaczynał się u początku dierów o Doliny Prosieckiej. Wyjście do 2 godz. Trasa niestety przez powycinany las. Na górze widoki, głównie w stronę Fatry i Tatr. Można, nie trzeba, natomiast bardzo polecam Dolinę Prosiecką i Wielkie Borowe.

147

IMAG6150

IMAG6152

IMAG6161IMAG6162

IMAG6164

IMAG6167

IMAG6172

IMAG6173

IMAG6180

Wielkie Borowe

Wielkie_Borowe 

sobota, 14 kwietnia 2018


PiS    Ciekawą postać wyłowiłem na konwencji PiS. Pana, który dzierżył w dłoni i wymachiwał trzema chorągiewkami. Oczywiście ogólnie machanie chorągiewkami nasuwa skojarzenia trochę z Ameryką, a trochę z PRL-em. Ale pan, że machał polską flagą, to rozumiem. Że flagą PiSu, też rozumiem, ale flaga Węgierska? Taką machał. Co mi się zaraz, na ten widok skojarzyło? Kibice Cracovii, którzy na stadionie skandowali też ku czci klubów, z którymi mieli sztamę: Polonia Warszawa, Korona Kielce, o Czarnych Lesko nie wspominając. Miewali też ich flagi. Drugie, co mi się skojarzyło, to słynne 1:27 przy głosowaniu na Tuska. Jak można domniemywać, patrząc na ten wynik, Węgrzy wtedy nie stanęli po stronie polskiego rządu? Z innej beczki, ciekawe ile ten pan ze zdjęcia wie o Węgrach i naszej ewentualnej przyjaźni? Czy tylko tyle, ile "Gazeta Polska" wpoiła?

środa, 11 kwietnia 2018

hasztag_2

    Wpadłem niedawnego popołudnia na trop pewnej ciekawej informacji. Można o niej przeczytać TU. Istotne jednak jest to, że ześlimaczyłem się z publikacją i do wieczora już to miała wszelka konkurencja, łącznie z tą, której zwykle za konkurencję nie uznaję. Przypomniała mi się w związku z tym pewna historia sprzed lat.
    Papież Jan Paweł II przy okazji każdej wizyty w Polsce bywał w Krakowie, gdzie odprawiał msze na Błoniach. Mieliśmy kolegę, dajmy na to, że zwanego Skóras, który nie był specjalnie religijny, ale lubił tłumne przeżycia. Podczas kolejnej mszy papieskiej stwierdził, że się wybierze na nią. Wszyscy powątpiewaliśmy w sens, głównie z uwagi na to, że nieprawdopodobne tłumy zawsze docierały na Błonia. Właściwie już dzień wcześniej koczowali. Skóras na to:
- A, przeżywacie, spoko będzie. Ja mam takie miejsce specjalne, wypatrzyłem kiedyś. Jest taka polanka pod Kopcem Kościuszki. Niby daleko od Błoń, to tam ludzi nie ma. Ale jest trochę na górce, więc wszystko widać i słychać.
Rozstaliśmy się i wracając, gromadnie myśleliśmy, jaki kolo, ten Skóras. Jaki cwany, jaki zorientowany, jak dobrze zna miasto?! Można wpaść w kompleksy.
    Nie miałem takich aspiracji, msza papieska w związku z tym leciała w domu, w telewizji. Słuchałem jednym uchem przy okazji jakichś robót, tak – w związku z tym – że odbywająca się w miejscu, gdzie mieszkałem. Jedno ucho wyławiało, jak Jan Paweł II wszystkim dziękuje i wszystkich pozdrawia, co przyszli. Co przyjechali, zwykłych, klerykalnych, prezydenta, starych, młodych po prostu wszystkich. Wymieniał jak jakiś laureat Ocara z tą karteczką. Akurat jak spojrzałem w telewizor, to mówił:
„Pozdrawiam tych pod Kopcem Kościuszki”.
    Natenczas odezwał się chyba najbardziej gromki aplauz. Kamera pojechała w górę i pokazała ewidentnie tą polankę, o której mówił Skóras, nie było innej możliwości. Najechała, ale właściwie nie było jej widać, tak była zapełniona tłumem. Ludzie siedzieli chyba nawet na drzewach. Marnie mieli, #upał był.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 55
zBLOGowani.pl